Uwaga. Zabawka stała się narzędziem śmierci. Pani Dorota i jej 11-letni synek nie mieli szans
To miała być bezpieczna przystań dla pięcioosobowej rodziny, a stała się miejscem niewyobrażalnego dramatu. W Myjomicach pod Kępnem rozegrała się tragedia, która wstrząsnęła całą Polską. 38-letnia Dorota i jej 11-letni syn stracili życie we własnym domu. Początkowo winą obarczano nowoczesną technologię, ale prawda okazała się o wiele bardziej przerażająca i prozaiczna. Zabójcą okazał się przedmiot, który znajduje się w niemal każdym dziecięcym pokoju.

fot. Warszawa w Pigułce
Dramat rozegrał się w piątkowe popołudnie w spokojnej wsi Myjomice. Z domu jednorodzinnego zaczęły wydobywać się kłęby trującego dymu. Choć początkowo podejrzenia służb i obserwatorów kierowały się w stronę instalacji fotowoltaicznej zamontowanej na posesji, najnowsze ekspertyzy biegłych wykluczyły ten scenariusz. Śledczy dysponują już dowodami, które rzucają zupełnie nowe, szokujące światło na przyczyny tej katastrofy.
Biegły nie ma wątpliwości. Zabójczy żar płynął z dziecięcego pokoju
Sobota przyniosła przełom w śledztwie. Biegły z zakresu pożarnictwa, po dokładnych oględzinach pogorzeliska, przedstawił prokuraturze swoje ustalenia. Wynika z nich jednoznacznie, że źródłem ognia nie była skomplikowana instalacja elektryczna czy panele słoneczne, lecz zwykła dziecięca zabawka. Doszło do przegrzania znajdującej się w niej baterii, co zainicjowało tragiczny ciąg zdarzeń.
Wnioski te definitywnie ucinają spekulacje na temat awarii fotowoltaiki. Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim potwierdziła, że ten wątek został wykluczony. Aby dopełnić procedur śledczych i ostatecznie potwierdzić mechanizm zgonu ofiar, zaplanowano przeprowadzenie sekcji zwłok.
Cicha śmierć bez płomieni. Ojciec walczył o życie dzieci
Pożar w Myjomicach miał wyjątkowo podstępny charakter. Strażacy określili go mianem bezogniowego. Oznacza to, że w budynku nie szalały wielkie płomienie, lecz przedmioty tliły się i żarzyły, uwalniając do powietrza śmiertelną dawkę toksycznych gazów. Sytuację pogorszył fakt, że w domu nie zainstalowano czujek dymu, które mogłyby w porę ostrzec domowników przed niewidzialnym zabójcą.
Wewnątrz budynku znajdowała się cała, pięcioosobowa rodzina. 46-letni ojciec wykazał się heroiczną postawą, wynosząc z zadymionych pomieszczeń dwójkę najmłodszych dzieci w wieku roku i czterech lat. Niestety, dla jego żony i najstarszego syna ratunek nadszedł zbyt późno. Strażacy ewakuowali nieprzytomną 38-latkę i 11-latka, podejmując natychmiastową reanimację. Życia chłopca nie udało się uratować na miejscu, a jego matka, mimo przewiezienia do szpitala w Kępnie, zmarła w nocy w wyniku odniesionych obrażeń.
Co to oznacza dla Ciebie? Sprawdź elektronikę w domu
Ta tragedia jest bolesną lekcją dla każdego rodzica i właściciela domu. Warto wyciągnąć z niej wnioski, by chronić swoich bliskich:
- Uważaj na baterie: Zabawki i urządzenia zasilane bateriami litowo-jonowymi mogą ulec przegrzaniu. Regularnie sprawdzaj ich stan, nie zostawiaj ich ładowanych bez nadzoru i reaguj, gdy urządzenie staje się nienaturalnie gorące.
- Zainwestuj w czujkę: Prosta czujka dymu kosztuje kilkadziesiąt złotych, a w przypadku pożarów bezogniowych jest jedyną szansą na szybką ucieczkę. W Myjomicach tego urządzenia zabrakło.
- Reaguj na zapach: Tlące się tworzywa sztuczne wydzielają specyficzną woń. Nigdy nie ignoruj zapachu spalenizny w domu.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.