Alarmujące dane. Polska wymiera. Historyczny upadek dzietności to wyrok dla narodu
Bariera została przełamana, a czerwona lampka alarmowa świeci się już ciągłym, oślepiającym światłem. Wskaźnik dzietności w Polsce runął do poziomu 1,03. To nie jest zwykły spadek, to demograficzna przepaść, z której nie ma łatwego powrotu. Podczas gdy politycy przerzucają się pustymi hasłami, młodzi Polacy głosują nogami i portfelami, odkładając decyzję o rodzicielstwie na „nigdy”. Czy naprawdę staliśmy się wygodni, czy może system stworzył warunki, w których posiadanie potomstwa to akt heroizmu?

fot. Warszawa w Pigułce
Dane są bezlitosne i nie pozostawiają złudzeń: Polska się wyludnia. Poziom zastępowalności pokoleń to 2,1, my jesteśmy ledwo powyżej jedynki. To oznacza, że każde kolejne pokolenie będzie o połowę mniej liczne od poprzedniego. Analiza tego zjawiska wymaga odrzucenia propagandy i spojrzenia prawdzie w oczy – kryzys nie wynika z „mody na bezdzietność”, ale z brutalnego zderzenia marzeń z polską rzeczywistością.
Kobiety mówią „nie”, mężczyźni są samotni. Pęknięcie, którego nie da się skleić
W debacie publicznej często słyszy się o „roszczeniowych młodych”. Prawda jest jednak inna i znacznie bardziej skomplikowana. Badania pokazują drastyczny rozdźwięk między płciami. To kobiety znacznie częściej niż mężczyźni deklarują, że nie chcą mieć dzieci. Dlaczego? Bo to one ponoszą niewspółmiernie wyższe ryzyko – biologiczne, zawodowe i społeczne.
Mężczyźni częściej deklarują chęć posiadania rodziny, ale zmagają się z innym, ukrytym problemem – plagą samotności. Młodzi mężczyźni zostają w mniejszych miejscowościach, podczas gdy wykształcone kobiety migrują do dużych miast. Te dwie grupy po prostu się nie spotykają. Rynek matrymonialny przestał działać, a bez par nie będzie dzieci. To nie jest kwestia „niechcenia”, to kwestia braku możliwości.
Mieszkanie to luksus, a stabilizacja to mit
Dziecko przegrywa z czynszem. To brutalna prawda o polskiej ekonomii. Ceny nieruchomości poszybowały do poziomów absurdalnych, odcinając całe pokolenie od możliwości zakupu własnego „M”. Wynajem pochłania połowę pensji, a zdolność kredytowa dla wielu pozostaje nieosiągalnym marzeniem.
Brak stabilnego dachu nad głową to najskuteczniejszy środek antykoncepcyjny. Trudno planować powiększenie rodziny w mieszkaniu o powierzchni 30 metrów kwadratowych, z którego właściciel może wyrzucić lokatorów z miesięcznym wypowiedzeniem. Poczucie bezpieczeństwa, niezbędne do podjęcia decyzji o dziecku, zostało zastąpione przez niepewność jutra, umowy śmieciowe i rosnące koszty życia.
„Drugi etat” w domu. Kobiety boją się pułapki
Decyzja o macierzyństwie w Polsce często oznacza dla kobiety zgodę na pracę na dwa etaty. Mimo deklaratywnego partnerstwa, statystyki są nieubłagane: to na barki matek spada większość obowiązków domowych i opiekuńczych. Pranie, gotowanie, sprzątanie, opieka nad chorym dzieckiem – to wciąż domena kobiet.
Wizja powrotu z pracy zarobkowej tylko po to, by rozpocząć drugą zmianę w domu, skutecznie zniechęca do rodzicielstwa. Kobiety widzą przemęczone matki i nie chcą powielać tego schematu. Dopóki realny podział obowiązków w polskich domach nie ulegnie zmianie, żadne zachęty finansowe nie przekonają kobiet do zmiany zdania.
Państwo abdykowało. Ideologia zamiast żłobków
Zamiast realnego wsparcia, państwo serwuje obywatelom ideologiczne wojny. Zaostrzenie prawa aborcyjnego wywołało efekt mrożący – kobiety zwyczajnie boją się zachodzić w ciążę, w obawie, że w sytuacji zagrożenia ich zdrowia lub życia lekarze nie udzielą im pomocy. Lęk o własne bezpieczeństwo stał się silniejszy niż instynkt macierzyński.
Do tego dochodzi zapaść usług publicznych. Brak miejsc w żłobkach, przedszkola czynne w godzinach nieprzystających do czasu pracy rodziców, niedostępna opieka pediatryczna. Rodzice są pozostawieni sami sobie. Państwo, które teoretycznie chce więcej obywateli, w praktyce rzuca kłody pod nogi tym, którzy odważą się na rodzicielstwo.
Co to oznacza dla Ciebie? Twoja emerytura jest zagrożona
Wskaźnik 1,03 to nie jest abstrakcyjna liczba dla demografów. To bezpośrednie zagrożenie dla Twojej przyszłości:
- Krach systemu emerytalnego: Przy tak niskiej dzietności system ZUS stanie się niewydolny. Kiedy przejdziesz na emeryturę, może zabraknąć rąk do pracy, by wypracować Twoje świadczenie.
- Zapaść ochrony zdrowia: Społeczeństwo gwałtownie się starzeje. Za kilkanaście lat kolejki do lekarzy będą jeszcze dłuższe, a brak personelu medycznego stanie się normą, bo nie będzie miał kto zastąpić odchodzących na emeryturę pielęgniarek i lekarzy.
- Konieczność samodzielnego oszczędzania: Musisz zrozumieć, że państwowa emerytura może być głodowa. To ostatni dzwonek, by zacząć budować własny kapitał na starość, niezależnie od obietnic polityków.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.