Masowe kontrole w Polsce. Sam możesz sprowadzić na siebie kłopoty
Sezon infekcyjny w pełni, a wraz z nim lawina zwolnień lekarskich, która trafia na biurka urzędników. Luty 2026 roku przynosi jednak wyraźną zmianę w strategii Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Instytucja, wyposażona w nowoczesne narzędzia analityczne, wypowiada wojnę naciągaczom, którzy L4 traktują jak dodatkowy urlop wypoczynkowy lub czas na remont mieszkania. Największym wrogiem „chorego” okazuje się jednak nie sam kontroler, lecz własny smartfon. Jedno niefortunne zdjęcie z wyjazdu opublikowane w sieci może skutkować natychmiastową utratą zasiłku, a nawet dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy.

Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce
Cyfrowy ślad, który kosztuje tysiące złotych
Czasy, gdy kontrola zwolnienia lekarskiego ograniczała się do wizyty urzędnika w miejscu zamieszkania chorego, bezpowrotnie minęły. Dziś urzędnicy mają znacznie potężniejszą broń: internet. Media społecznościowe stały się dla ZUS kopalnią wiedzy o tym, jak Polacy „chorują”. Mechanizm jest prosty i brutalnie skuteczny. Pracownik przebywający na zwolnieniu z powodu rzekomego bólu kręgosłupa wrzuca na Instagram zdjęcie ze stoku narciarskiego lub check-in z egzotycznej plaży. Dla organu kontrolnego jest to twardy dowód na niewłaściwe wykorzystywanie zwolnienia.
Orzecznictwo sądowe w 2026 roku jest w tej kwestii bezlitosne. Publicznie dostępne wpisy, zdjęcia czy relacje wideo mogą być legalnie wykorzystywane jako materiał dowodowy w postępowaniu wyjaśniającym. Co więcej, donosicielami często stają się sami „znajomi” z pracy lub pracodawcy, którzy po cichu monitorują aktywność podwładnych w sieci. Wystarczy jeden zrzut ekranu przesłany do ZUS, by machina urzędnicza ruszyła z miejsca, wstrzymując wypłatę świadczenia do czasu wyjaśnienia sprawy.
Algorytm typuje podejrzanych. Kto jest na celowniku?
ZUS nie działa już na ślepo. Systemy informatyczne Zakładu analizują miliony zwolnień wystawianych elektronicznie (e-ZLA) i wyłapują anomalie. Kogo algorytm typuje do kontroli w pierwszej kolejności?
- Chorzy „weekendowi”: Osoby, które regularnie biorą krótkie zwolnienia w okolicach weekendów lub dni ustawowo wolnych od pracy, by przedłużyć sobie wypoczynek.
- Pacjenci wielu lekarzy: Ubezpieczeni, którzy w krótkim czasie odwiedzają kilku różnych specjalistów w odległych od siebie placówkach, próbując wymusić zwolnienie.
- Ofiary nagłych ozdrowień: Pracownicy, którzy brali zwolnienie tuż po tym, jak pracodawca odmówił im urlopu wypoczynkowego w żądanym terminie.
- Zwolnienia od „rekordzistów”: System flaguje również zwolnienia wystawiane przez lekarzy, którzy statystycznie wystawiają ich nieproporcjonalnie dużo w porównaniu do innych medyków w regionie.
Gdy system zapali czerwoną lampkę, kontrolerzy ruszają w teren. Ich zadaniem jest sprawdzenie, czy chory faktycznie przebywa pod wskazanym adresem i czy nie wykonuje czynności sprzecznych z celem zwolnienia, czyli powrotem do zdrowia.
Mit o zwolnieniu „chodzącym”. Co wolno, a czego nie?
Większość problemów pracowników wynika z błędnej interpretacji adnotacji na druku L4. Lekarz może wpisać kod „1” (chory musi leżeć) lub kod „2” (chory może chodzić). Wielu Polaków mylnie interpretuje „dwójkę” jako przyzwolenie na pełną swobodę – spacery, zakupy w galerii handlowej, wyjazdy czy spotkania towarzyskie.
Przepisy są jednak jasne. Adnotacja „chory może chodzić” oznacza jedynie, że pacjent ma prawo wykonywać niezbędne czynności życiowe, których nie mogą za niego wykonać domownicy. Do takich czynności należy wyjście do apteki, wizyta u lekarza czy zrobienie podstawowych zakupów spożywczych (o ile nie ma kto nas wyręczyć). Wyjście do kina, fryzjera, na wesele czy remontowanie mieszkania pod pretekstem „zalecenia ruchu” jest traktowane jako wykorzystywanie zwolnienia niezgodnie z jego celem. Jeśli kontroler zapuka do drzwi i zastanie nas na drabinie z pędzlem w ręku – zasiłek przepada.
Druga praca na chorobowym to finansowe samobójstwo
Jeszcze poważniejszym przewinieniem jest wykonywanie pracy zarobkowej podczas zwolnienia. Dotyczy to nie tylko sytuacji, gdy przychodzimy do biura, ale także pracy zdalnej, odpisywania na służbowe maile z domu czy… dorabiania u innego pracodawcy.
Częsty scenariusz to pracownik zatrudniony na dwa etaty lub łączący etat z działalnością gospodarczą. Biorąc zwolnienie lekarskie, trzeba powstrzymać się od pracy we wszystkich miejscach. Nie można „chorować” w jednej firmie, a w drugiej świadczyć usługi, tłumacząc, że „tamta praca jest lżejsza”. Wykrycie takiej sytuacji przez ZUS (co jest łatwe dzięki przepływowi danych składkowych) skutkuje natychmiastowym odebraniem prawa do zasiłku za cały okres zwolnienia.
Konsekwencje: Zwrot pieniędzy i „wilczy bilet”
Co grozi przyłapanemu na oszustwie? Konsekwencje są dwutorowe i bardzo bolesne:
- Utrata zasiłku chorobowego: ZUS wydaje decyzję o utracie prawa do świadczenia za cały okres niezdolności do pracy. Jeśli pieniądze zostały już wypłacone, trzeba je zwrócić wraz z odsetkami ustawowymi. Kwota ta jest kwotą brutto, co oznacza, że pracownik musi oddać więcej, niż faktycznie dostał „na rękę” (w tym zaliczkę na podatek).
- Zwolnienie dyscyplinarne: To najgorszy scenariusz. Pracodawca, dowiadując się, że pracownik wykorzystuje zwolnienie lekarskie niezgodnie z przeznaczeniem (np. pracuje dla konkurencji lub jest na wakacjach), ma prawo rozwiązać umowę o pracę w trybie natychmiastowym bez zachowania okresu wypowiedzenia (z winy pracownika – art. 52 Kodeksu pracy). Taka informacja w świadectwie pracy może skutecznie zablokować karierę na długie lata.
Kontrola na życzenie szefa
Warto pamiętać, że ZUS nie jest jedynym podmiotem, który może zapukać do naszych drzwi. Pracodawcy, którzy zgłaszają do ubezpieczenia powyżej 20 osób, mają prawo do przeprowadzania własnych kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich, za które wypłacają wynagrodzenie chorobowe (czyli zazwyczaj za pierwsze 33 dni choroby w roku). Firmy coraz częściej korzystają z usług zewnętrznych firm detektywistycznych lub wyspecjalizowanych audytorów, by weryfikować „podejrzane” absencje swoich podwładnych.
Co to oznacza dla Ciebie?
Przebywanie na zwolnieniu lekarskim w 2026 roku wymaga dużej dyscypliny i świadomości prawnej. Oto co musisz wiedzieć, by nie narobić sobie kłopotów:
- Zniknij z social mediów: Jeśli jesteś chory, lecz się w domu. Publikowanie zdjęć z imprez, wycieczek czy nawet rodzinnych obiadów na mieście to wystawianie się na strzał. Dla kontrolera to dowód, że Twój stan zdrowia pozwala na rozrywkę, a nie rekonwalescencję.
- Zgłoś właściwy adres pobytu: Jeśli podczas choroby będziesz przebywać u rodziców, partnera lub na działce (by np. leczyć drogi oddechowe), lekarz musi wpisać ten konkretny adres w zwolnieniu e-ZLA. Masz 3 dni na poinformowanie pracodawcy i ZUS o zmianie adresu pobytu. Jeśli kontroler pocałuje klamkę pod Twoim adresem zameldowania, możesz stracić pieniądze.
- „Chodzący” nie znaczy „zdrowy”: Kod „2” pozwala Ci iść do apteki, a nie na zakupy odzieżowe czy siłownię. W razie kontroli będziesz musiał udowodnić, że Twoje wyjście z domu było niezbędne dla procesu leczenia lub zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych.
- Nie pracuj „trochę”: Nawet jeden wysłany służbowy e-mail czy podpisana faktura w czasie L4 może być dowodem na wykonywanie pracy zarobkowej. Odetnij się całkowicie od obowiązków zawodowych.
- Uważaj na „życzliwych”: Pamiętaj, że większość kontroli wszczynana jest po donosach. Nie chwal się w pracy, że bierzesz L4, żeby „odpocząć” lub wyremontować kuchnię.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.