Skończyła się złota era dla tych osób. Ruszyły gigantyczne kontrole. Sypią się kary i listy od urzędów skarbowych
Przez lata zarabianie w sieci znajdowało się w specyficznej szarej strefie – nie dlatego, że było nielegalne, ale dlatego, że administracja skarbowa nie miała narzędzi, żeby skutecznie te dochody śledzić. To się zmieniło. Krajowa Administracja Skarbowa dysponuje dziś zarówno nowymi interpretacjami podatkowymi, jak i konkretnymi danymi o transakcjach.

Fot. Warszawa w Pigułce
Donaty jako darowizny – furtka, którą fiskus właśnie zamknął
Przez kilka lat interpretacja podatkowa dotycząca tzw. donejtów była wygodna dla twórców. Skarbówka uznawała wpłaty od widzów za darowizny, które podlegają nie podatkowi dochodowemu, lecz ustawie o podatku od spadków i darowizn. A ta przewiduje kwotę wolną dla osób obcych – tzw. III grupy podatkowej – w wysokości 5733 zł w ciągu 5 kolejnych lat od jednego darczyńcy. Dopóki żaden pojedynczy widz nie przelał więcej niż ten limit, twórca nie musiał nic deklarować.
Problem w tym, że cały ten system opierał się na fikcji możliwej do weryfikacji. Donejty są z natury anonimowe – streamer dostaje od platformy zbiorczy raport z wpłatami, ale nie wie, kto konkretnie i ile przelał. Fiskus przez kilka lat przymykał na to oczy. Od 2024 roku linia interpretacyjna ostro się zmieniła.
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wydał całą serię niekorzystnych dla twórców interpretacji. W jednej z nich – nr 0115-KDIT1.4011.389.2024.6.ASZ z 16 września 2024 r. – analizowano przypadek twórczyni nieprowadzącej działalności gospodarczej, która podczas transmisji na żywo otrzymywała dobrowolne wpłaty od widzów. KIS stwierdził wprost: skoro twórczyni nie zna tożsamości wpłacających, nie zawiera z nimi żadnej umowy darowizny i nie ma możliwości ustalenia wysokości poszczególnych wpłat, nie może być mowy o darowiźnie. Tego rodzaju wpływy to przychód z innych źródeł, opodatkowany PIT.
Kolejna interpretacja – nr 0111-KDIB2-3.4015.90.2025.3.MD – dotyczyła już przedsiębiorcy z kanałem na popularnej platformie streamingowej. KIS podkreślił, że skoro transmisje na żywo są elementem działalności gospodarczej, donejty powinny być rozliczane właśnie w ramach tej działalności. Osobny kierunek pokazała interpretacja nr 0111-KDIB3-2.4012.227.2025.4.SR, dotycząca VAT: fiskus uznał, że wpłaty widzów to wynagrodzenie za świadczone na ich rzecz usługi rozrywkowe i jako takie powinny być wliczane do limitu sprzedaży uprawniającego do zwolnienia z VAT (200 000 zł rocznie).
Jak tłumaczy Bankier.pl, w sierpniu 2025 r. twórcy internetowi zaczęli dostawać wyłącznie negatywne interpretacje podatkowe w sprawach donejtów. Kierunek jest jednoznaczny: anonimowość wpłat uniemożliwia potraktowanie ich jako darowizn, więc stają się przychodem – niezależnie od tego, czy twórca prowadzi działalność gospodarczą, czy nie.
Jak opodatkować donejty – stawki zależą od formy rozliczenia
Nowe stanowisko fiskusa zmienia rachunki dla każdego, kto regularnie zarabia na streamingach. Wybór formy opodatkowania ma kluczowe znaczenie – i zależy od skali działalności, kosztów, jakie można odliczyć, oraz tego, czy twórca ma zarejestrowaną działalność gospodarczą.
Przy rozliczeniu na zasadach ogólnych obowiązuje skala podatkowa: 12 proc. do kwoty 120 000 zł rocznego dochodu i 32 proc. powyżej tego progu. Koszty można odliczać, ale kwota podatku jest najwyższa przy wyższych przychodach. Twórcy z zarejestrowaną działalnością mogą wybrać podatek liniowy – stawka 19 proc. niezależnie od wysokości dochodu, bez możliwości wspólnego rozliczenia z małżonkiem. Najbardziej popularna wśród mniejszych twórców jest forma ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych – stawka wynosi 8,5 proc. lub 15 proc. w zależności od rodzaju działalności, ale ryczałt liczy się od przychodu, nie dochodu, bez możliwości odliczania kosztów. Zmiany są szczególnie dotkliwe dla małych, rozwijających się twórców, którzy do tej pory mogli liczyć na faktyczną bezkomplikowość rozliczeń.
DAC7 – 300 tysięcy sprzedawców na liście skarbówki
Streamery to tylko jedna strona medalu. Równolegle administracja skarbowa weszła w posiadanie konkretnych danych o setkach tysięcy sprzedawców działających na platformach e-commerce. To efekt wdrożenia unijnej dyrektywy DAC7, która w Polsce weszła w życie 1 lipca 2024 r.
Na mocy nowych przepisów operatorzy platform cyfrowych – Allegro, OLX, Vinted, Amazon, eBay i inne – mają obowiązek zbierać i raportować Krajowej Administracji Skarbowej dane o sprzedawcach przekraczających określone limity. Do końca stycznia 2025 r. serwisy te przesłały KAS pierwsze raporty – obejmujące działalność za lata 2023 i 2024. Dane dotyczyły blisko 300 000 sprzedawców.
Raport zawiera szczegółowe informacje: imię i nazwisko, PESEL, adres, numer rachunku bankowego, łączne wynagrodzenie i liczbę transakcji. Platformy mają obowiązek przekazywania takich raportów corocznie – do końca stycznia każdego roku za rok poprzedni. Za brak lub nieprawidłowe raportowanie grozi kara do 1 mln zł nałożona decyzją szefa KAS.
Kiedy sprzedaż trafia do raportu – dwa progi
Nie każdy, kto wystawił cokolwiek na sprzedaż w internecie, znalazł się w tych zestawieniach. Dyrektywa DAC7 przewiduje 2 niezależne kryteria. Do raportu trafia sprzedawca, który w danym roku dokonał co najmniej 30 transakcji sprzedaży, albo taki, u którego łączna wartość transakcji przekroczyła 2 000 euro – bez względu na ich liczbę. Wystarczy spełnienie jednego z tych warunków.
W praktyce oznacza to, że próg jest relatywnie łatwy do osiągnięcia. Sprzedaż kolekcji książek liczącej 31 pozycji lub jeden droższy przedmiot – zestaw sprzętu elektronicznego za 9 000 zł – wystarczy, by znaleźć się w raporcie. Jak wskazuje Rzeczpospolita, eksperci podkreślają jednak, że trafienie do raportu DAC7 nie oznacza ani nowego podatku, ani automatycznej kontroli. Dyrektywa jest narzędziem do identyfikacji osób prowadzących faktyczną działalność gospodarczą bez rejestracji, nie zaś do ścigania tych, którzy sprzedają własne, prywatne przedmioty.
KAS znalazła się w tej chwili przed zadaniem przesiewu setek tysięcy rekordów. Analitycy podatkowi – jak cytował TVN24 Biznes – wskazują, że fiskus w pierwszej kolejności skupi się na tych, u których raporty wykażą sprzedaż na poziomie kilkudziesięciu tysięcy euro rocznie, a nie na tych, którzy ledwo przekroczyli progi raportowania. Małe rozbieżności między danymi z platform a deklaracjami podatkowymi mogą jednak w kolejnych latach coraz częściej trafiać na biurko urzędnika – systemy analizy danych tego rodzaju pracują automatycznie i nie wymagają ludzkich decyzji na każdym etapie.
Kiedy sprzedaż przez internet jest wolna od podatku
Znalezienie się w raporcie DAC7 nie zmienia polskich przepisów podatkowych. Ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych przewiduje zwolnienie dla sprzedaży prywatnego majątku, jeżeli od jego nabycia minęło więcej niż 6 miesięcy. Osoba, która sprzedaje na Vinted ubrania po dzieciach, na OLX – stare meble, a na Allegro – przeczytane książki zakupione ponad pół roku temu, nie płaci podatku od tych transakcji. Nie ma znaczenia, czy taka sprzedaż trafi do raportu DAC7 – jeśli charakter transakcji jest prywatny, a przedmioty były w posiadaniu sprzedającego odpowiednio długo, obowiązek podatkowy po prostu nie powstaje.
Sprawa komplikuje się przy sprzedaży zarobkowej – gdy ktoś regularnie kupuje towary w celu ich odsprzedania z zyskiem, nawet nie rejestrując działalności. W takiej sytuacji fiskus może uznać taką aktywność za działalność gospodarczą z wszystkimi konsekwencjami: zaległością w PIT, VAT, koniecznością opłacenia składek ZUS i potencjalną grzywną.
Problematyczna jest też strona kosztowa. Jak zwracają uwagę doradcy podatkowi cytowani przez TVN24, KAS dysponuje danymi o stronie przychodowej ze sprawozdań platform – ale nie zna kosztów. Jeśli kontrolowany nie jest w stanie udokumentować wydatków poniesionych w ramach sprzedaży, fiskus może potraktować całą wartość transakcji jako dochód, co znacząco zwiększa podstawę opodatkowania.
Co zrobić, żeby uniknąć problemów ze skarbówką
Zarówno twórcy internetowi, jak i aktywni sprzedawcy online mają kilka konkretnych kroków do podjęcia, nim temat znajdzie rozwiązanie przed obliczem urzędnika skarbowego.
- Jeśli zarabiasz na streamingach lub jako twórca internetowy, nie zakładaj, że dobrowolne wpłaty od widzów są zwolnione z podatku. Kierunek interpretacyjny KIS jest od 2024 r. jednoznaczny. Warto skonsultować się z doradcą podatkowym i wybrać formę opodatkowania dostosowaną do skali przychodów i kosztów. Jeśli przychody ze streamingów były dotychczas nierozliczane, w grę wchodzi korekta zeznań podatkowych za poprzednie lata – ryzyko kontroli rośnie wprost proporcjonalnie do skali pominięcia.
- Jeśli sprzedajesz regularnie w internecie, sprawdź, czy twoja aktywność nie spełnia przesłanek działalności gospodarczej. Kluczowe pytania: czy kupujesz towary w celu ich odsprzedania, czy robisz to regularnie i z zamiarem osiągnięcia zysku, czy sprzedaż odbywa się w zorganizowany sposób? Jeśli odpowiedź na którekolwiek z nich brzmi „tak”, prawdopodobnie powinieneś rejestrować działalność. Od 1 lipca 2024 r. miesięczny limit przychodów dla działalności nierejestrowanej wynosi 3225 zł – dochody powyżej tego progu wymagają rejestracji.
- Zachowaj dokumentację. Dotyczy to zarówno sprzedawców, jak i twórców. Faktury zakupu, umowy, potwierdzenia zapłaty, zestawienia kosztów – to materiał, który w razie kontroli decyduje o faktycznej podstawie opodatkowania, a nie o przychodzie brutto wykazanym w raporcie DAC7.
- Sprawdź, czy dostałeś raport DAC7. Platformy takie jak Vinted czy OLX wysyłają sprzedawcom, których dane zostały przekazane do KAS, potwierdzenia z zestawieniem transakcji. Jeśli taki dokument trafił na twoją skrzynkę lub do aplikacji, platforma jednocześnie przekazała te dane do Krajowej Administracji Skarbowej. Samo otrzymanie raportu nie jest wezwaniem do zapłaty – ale warto sprawdzić, czy wykazane kwoty i liczba transakcji zgadzają się ze stanem faktycznym, i ocenić, czy twoja sytuacja podatkowa jest w porządku.
- Nie usuwaj konta na platformie handlowej, jeśli obawiasz się konsekwencji. Dane za 2023 i 2024 r. zostały już przekazane – usunięcie konta nie cofa tego faktu, a może utrudnić weryfikację ewentualnych rozbieżności.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.