Bierzesz czasem rzeczy spod śmietnika? Prawo jest bezwzględne i nie ma wyjątków. Możesz mieć poważne problemy

Każdy zna sytuację: ktoś wystawia na ulicy stare meble, sprzęty czy książki lub po prostu zostawia pod śmietnikiem. W sieci królują filmy osób, które za granicą poszukują „skarbów” pod siedzibami firm, które pozbywają się nadmiaru towaru. Problem w tym, że Polsce to tak nie działa. Za zabranie rzeczy spod śmietnika można dostać mandat a nawet… trafić do więzienia.

Fot. Shutterstock

Sprawa wydaje się banalna. Widzisz pod blokiem wystawioną szafkę, fotel czy stolik. Ewidentnie ktoś się ich pozbył. Zabierasz, bo akurat potrzebujesz albo znajomemu się przyda. Co może pójść nie tak? Okazuje się, że właściwie wszystko. Polskie prawo traktuje takie sytuacje znacznie poważniej, niż mogłoby się wydawać.

W 2022 roku policja ukarała 31-letnią kobietę mandatem w wysokości 200 zł za wyjęcie jedzenia ze śmietnika znanej sieci. Funkcjonariusze uznali to za kradzież. Kobieta odwołała się do sądu, a sprawa trafiła na wokandę. Sąd Rejonowy w Białymstoku uchylił mandat, ale uzasadnienie sędziego pokazało, jak skomplikowana jest ta kwestia.

Porzucone czy nadal czyjeś? Prawo nie pozostawia złudzeń

Kodeks cywilny w art. 180 stanowi jasno: właściciel może wyzbyć się własności rzeczy ruchomej przez to, że w tym zamiarze rzecz porzuci. Kluczowe są tutaj dwa słowa – w tym zamiarze. Samo wyrzucenie czegoś do śmietnika nie oznacza automatycznie, że rzecz stała się niczyja.

Zamiar porzucenia musi być wyraźny. Jeśli ktoś wystawia meble na ulicy z kartką „za darmo”, to jasno komunikuje, że chce się ich pozbyć. Jeśli jednak rzecz leży przy śmietniku bez żadnego oznaczenia, sytuacja robi się dwuznaczna. Może ktoś ją tam tylko na chwilę odstawił? Może czeka na kogoś, kto ma ją odebrać? A może po prostu wyrzucił, ale nie wyraził zamiaru porzucenia?

Sądy wielokrotnie rozstrzygały, że samo pozostawienie rzeczy w miejscu przeznaczonym na gromadzenie odpadów może sugerować zamiar porzucenia – ale nie musi. Wszystko zależy od okoliczności. Jeśli meble leżą obok kontenera na śmieci, można domniemywać, że właściciel się ich pozbył. Jeśli jednak rzecz leży gdzie indziej, zabierając ją ryzykujesz zarzut kradzieży.

Sklepy i kontenery – tu zaczyna się problem

Najbardziej kontrowersyjne są przypadki zabierania jedzenia ze sklepowych śmietników. To zjawisko nazywane freeganizmem polega na ratowaniu żywności przed zmarnowaniem. Produkty z przekroczonym terminem przydatności do spożycia, z uszkodzonym opakowaniem czy po prostu niesprzedane trafiają do kontenera – ale czy przez to stają się niczyje?

Sklepy twierdzą, że nie. Argumentują, że produkty w kontenerze nadal są ich własnością, a przeznaczenie ich do utylizacji nie oznacza porzucenia. Jeśli ktoś zabiera jedzenie z kontenera, sklep może wezwać ochronę i policję – co właśnie spotkało 31-letnią freegankę z Białegostoku.

Sprawa z Białegostoku stała się precedensem. 31-letnia aktywistka klimatyczna, wyjęła z kontenera znanej sieci wyjęła kilkanaście bananów, pomidory, marchewkę, winogrona, jogurty i śmietanę z rozerwanym wieczkiem. Ochroniarz wezwał policję, funkcjonariusze wystawili mandat – 200 zł za wykroczenie z art. 119 Kodeksu wykroczeń.

Kobieta odwołała się do sądu. Sędzia uchylił mandat, argumentując, że odpady były produktami o wątpliwej wartości, a rzeczy porzucone nie mogą stanowić przedmiotu kradzieży. Kontener stał w ogólnodostępnym, niezabezpieczonym miejscu i nie był oznakowany. To sugerowało, że sklep wyraził zamiar porzucenia produktów.

Co więcej, sąd zwrócił uwagę, że czyn nie był społecznie szkodliwy. Kobieta nie działała z zamiarem kradzieży – chciała uratować żywność przed zmarnowaniem. Nie było tu umyślności, która jest niezbędnym elementem przestępstwa kradzieży.

Wyrok jest prawomocny, policja nie mogła się od niego odwołać. To dobra wiadomość dla freeganów, ale niekoniecznie dla wszystkich, którzy zabierają rzeczy ze śmietników. Każda sprawa będzie rozpatrywana indywidualnie, a sądy będą badać okoliczności.

Meble, sprzęty, ubrania – gdzie jest granica?

Zabieranie mebli czy sprzętów wystawionych pod śmietnikiem jest znacznie częstsze niż freeganizm. Ktoś wystawia starą sofę, komodę czy rower. Jeśli leży obok kontenera na śmieci, można domniemywać, że właściciel się ich pozbył. Jeśli dodatkowo jest kartka „za darmo” – nie ma wątpliwości.

Ale co, jeśli kartki nie ma? Co, jeśli rzecz leży gdzieś na chodniku, a nie przy śmietniku? Wtedy zabierając ją ryzykujesz. Właściciel może wrócić po nią za 10 minut i zgłosić kradzież. Policja będzie badać, czy wyraził zamiar porzucenia. Jeśli nie – możesz dostać mandat albo usłyszeć zarzut kradzieży.

Praktyczna rada: jeśli widzisz coś, co wygląda na wyrzucone, ale nie masz pewności, lepiej zapytaj sąsiadów albo zostaw kartkę z adresem e-mail lub telefonem. Napisz, że zainteresuje cię rzecz, jeśli właściciel ją wyrzuca. To chroni cię przed ewentualnymi problemami prawnymi.

Kontenery na odpady – kiedy zabieranie to przestępstwo

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z kontenerami na surowce wtórne czy kontenerami PCK. Te nie są przeznaczone do porzucania rzeczy, tylko do ich zbiórki i sprzedaży. Kontenery PCK to własność organizacji, która zarabia na odsprzedaży odzieży. Zabieranie z nich ubrań to kradzież – nawet jeśli ty sam włożyłeś coś do kontenera kilka dni wcześniej.

W momencie, gdy wrzucasz ubrania do kontenera PCK, przestajesz być ich właścicielem. Własność przechodzi na organizację. Jeśli zaraz po wrzuceniu otworzysz kontener i wyjmiesz tę samą kurtkę, technicznie kradniesz cudzą rzecz. To samo dotyczy kontenerów na złom czy makulaturę należących do firm recyklingowych.

Firmy recyklingowe zarabiają na zbiorze i przetwarzaniu surowców. Jeśli ktoś systematycznie grzebie w ich kontenerach i wybiera najbardziej wartościowe elementy (np. aluminium, miedź), firma traci pieniądze. Dlatego właściciele takich kontenerów regularnie zgłaszają kradzieże na policję – i sądy uznają to za przestępstwo.

Ile grozi za zabranie rzeczy ze śmietnika?

Wszystko zależy od wartości rzeczy. Od 1 października 2023 roku próg rozdzielający wykroczenie od przestępstwa wynosi 800 zł. Jeśli wartość skradzionej rzeczy nie przekracza tej kwoty, mamy do czynienia z wykroczeniem z art. 119 Kodeksu wykroczeń. Grozi za to mandat do 500 zł na miejscu albo grzywna do 5000 zł od sądu.

Jeśli wartość przekracza 800 zł, to już przestępstwo z art. 278 Kodeksu karnego. Kara: od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Przy niewielkich kwotach i braku wcześniejszej karalności sądy często wymierzają grzywny albo zawieszenie, ale kara więzienia też jest możliwa.

Co ważne, kradzież z włamaniem – a za taką może być uznane otwarcie zamkniętego kontenera – to już art. 279 Kodeksu karnego. Kara: od roku do 10 lat więzienia. Nawet jeśli przedmiot miał wartość 100 zł, sam fakt pokonania zabezpieczeń podnosi karalność.

Dodatkowo sąd może orzec obowiązek zwrotu rzeczy albo zapłaty jej równowartości. Jeśli zabrane rzeczy zostały już zniszczone, sprzedane czy zużyte, trzeba będzie zapłacić odszkodowanie. To szczególnie bolesne w przypadku firm, które liczą straty w tysiącach złotych.

Znalazłeś portfel? To nie to samo co meble pod śmietnikiem

Kodeks cywilny rozróżnia rzecz porzuconą od rzeczy znalezionej. Jeśli ktoś zgubił portfel, telefon czy klucze, nie można ich po prostu zatrzymać. Art. 187 Kodeksu cywilnego nakłada na znalazcę obowiązek zawiadomienia właściciela albo oddania rzeczy do urzędu.

Rzecz znaleziona staje się własnością znalazcy dopiero po roku od dnia doręczenia wezwania właścicielowi – albo po 2 latach, jeśli nie było możliwości wezwania. Do tego czasu znalazca musi przechowywać rzecz i może liczyć na wynagrodzenie za jej znalezienie – maksymalnie 10% wartości rzeczy.

Przywłaszczenie znalezionej rzeczy to przestępstwo z art. 284 Kodeksu karnego. Grozi za to do 3 lat więzienia. Jeśli wartość przekracza 800 zł, a znalazca nie zgłosił znalezienia i próbował zatrzymać rzecz dla siebie, może usłyszeć zarzut kradzieży.

Odróżnienie rzeczy porzuconej od zgubionej nie zawsze jest oczywiste. Telefon leżący na ławce w parku to ewidentnie rzecz zgubiona – nikt celowo nie zostawia telefonu. Stary telewizor przy śmietniku to rzecz porzucona – nikt przypadkiem nie wynosi telewizora z mieszkania. Ale co z rowerem przywiązanym do barierki od kilku miesięcy? Tu zaczyna się szara strefa.

Co zrobić, żeby nie mieć problemów?

Najprościej: unikaj zabierania rzeczy, jeśli nie jesteś pewien, że zostały porzucone. Jeśli rzecz leży przy kontenerze na śmieci i wygląda na wyrzuconą – ryzyko jest mniejsze. Jeśli dodatkowo jest kartka „za darmo” albo „do wzięcia” – nie ma problemu.

W przypadku sklepowych śmietników sprawdź, czy kontener jest zabezpieczony. Jeśli jest zamknięty na kłódkę, stoi za ogrodzeniem albo wisi na nim zakaz – odpuść. Sklep jasno komunikuje, że nie chce, żebyś zabierał rzeczy z kontenera. Nawet jeśli sąd później uzna, że to nie była kradzież, możesz mieć nieprzyjemne spotkanie z ochroną i policją.

Jeśli zabierasz meble czy sprzęty z ulicy, zostaw kartkę z telefonem. Napisz, że rzecz cię zainteresowała i jeśli właściciel ją wyrzuca, możesz ją zabrać. To daje właścicielowi szansę na reakcję. Jeśli nie zadzwoni przez dobę – możesz uznać, że rzecz została porzucona.

W przypadku kontenerów PCK, na złom czy makulaturę – po prostu nie zabieraj. To nie są śmietniki, tylko miejsca zbiórki surowców wtórnych. Zabieranie z nich to kradzież, za którą możesz odpowiadać przed sądem.

Sądy stają po stronie zdrowego rozsądku – ale nie zawsze

Wyrok w sprawie freeganki z Białegostoku pokazuje, że sądy potrafią rozstrzygnąć rozsądnie. Sędzia uznał, że zabranie nadpleśniałych warzyw ze śmietnika nie było kradzieżą, bo sklep wyraził zamiar porzucenia produktów. Kobieta nie działała z zamiarem przestępczym – chciała uratować żywność przed zmarnowaniem.

Ale nie każda sprawa kończy się tak korzystnie. Inny sąd może uznać, że kontener należy do sklepu, a produkty w nim nadal są jego własnością. Może uznać, że przeznaczenie do utylizacji nie oznacza porzucenia. Wtedy mandat albo wyrok mogą zostać utrzymane.

Dlatego najlepiej po prostu unikać sytuacji, w których ktoś może cię oskarżyć o kradzież. Jeśli coś naprawdę potrzebujesz, zapytaj właściciela. Jeśli chcesz ratować żywność, rób to legalnie – coraz więcej sklepów oddaje niesprzedane produkty organizacjom charytatywnym. Tam możesz je otrzymać bez ryzyka problemów prawnych.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl