Był górnikiem, potem założył firmę. Teraz leży bezdomny i moknie na trawniku. Są święta, pomóżmy!

Dla wielu z nas święta to radosny czas. Stoły uginają się pod pysznościami, a uśmiech sam pojawia się na twarzy, kiedy możemy zobaczyć dawno niewidzianych członków rodziny i krewnych. Nie dla wszystkich jednak ten czas jest łaskawy i nie jest to często ich wina.

Fot. Mariusz Klarecki

Sprawą Pana Józefa zainteresował się Pan Mariusz, który mieszka nieopodal i zamieszcza apel o pomoc na jednej z grup na Facebooku.

„Gdyby ktoś chciał pomóc, podzielić się z Panem Józefem ciepłą herbatą, jedzeniem, ciepłymi ubraniami, starym parasolem, a najlepiej jakimś zadaszeniem np. stary namiot. Znam go od dłuższego czasu, to dobry człowiek, nie pije, wdzięczny za każdą pomoc. Nie może nawet iść pod most, ponieważ nie raz już został tam pobity. Straż miejska przegania z przystanku i klatki schodowej więc leży i moknie. Niestety ma padać do wtorku… Zdjęcie zrobione na rogu Aleja E. Wedla i ul. Międzynarodowej.”

Opisuje też historię swojej znajomości z Panem Józefem:

„Pan twierdzi, że ma foliowe worki i już nie jedno przetrwał. Próbowałem temu Panu pomóc, skutecznie pomóc, jesienią zeszłego roku. To był już chyba listopad, przez 48 godzin leżał w deszczu w Parku Skaryszewskim. Był tak zziębnięty, że nie mógł nawet wstać. Najpierw poszukałem pomocy w Opiece Społecznej, szybko zjawił się wolontariusz, za którego pośrednictwem rozpoczęto poszukiwania w schroniskach.

(…) Paranoją było to, że lekarza musiałem wręcz zmusić, żeby napisał na zaświadczeniu, że jest zdrowy, ponieważ tylko wtedy mógł trafić do schroniska. Gdyby wspomniał coś o problemach ze stopami, po opatrzeniu w szpitalu wyrzucono by go z powrotem na ulicę. Po prawie 5 godzinach (cały czas padał deszcz, a Pan Józef się trząsł – dowoziłem gorącą herbatę i okrywałem płachtą nrc, którą dostał od pogotowia) znaleziono jedno wolne miejsce, gdzieś pod Tarczynem. Wtedy Straż Miejska, musiała czekać na wypisanie delegacji, żeby mogli p. Józefa zawieźć do schroniska (wolontariusz już wtedy się zwinął, bo sprawa niby załatwiona). (…)

Byłem przy nim do końca. Jak zamknęły się drzwi odetchnąłem, ów ocaliłem człowieka – tak pomyślałem. W nocy temperatura spadła na minus. Zamarzłby, był przecież cały zmoczony. Po dwóch tygodniach dziwny telefon, dzwoni Pan Józef. Podobno po 2-3 dniach pobytu w schronisku kazano mu opuścić to miejsce. Wyszedł jak stał, w swetrze. Nie chodziło o alkohol, to był prawdopodobnie układ zamknięty z jakąś hierarchią, a on był obcy, w dowodzie ma że jest ze Śląska, powiedzieli mu, że niech jedzie sobie na Śląsk. Pan Józef wrócił na Kamionek, zorganizował sobie jakoś wózek, ciepłe ubrania. Zniknął. Spotkałem go dopiero kilka tygodni temu. Na ławce na skarpie, w słoneczne dni tam siedział. Wietrzył stopę, palce chyba o krok od gangreny, ale mówił że był w szpitalu na opatrunku i niby wyleczył. Czasem znika na kilka dni, wtedy jest na ławce na Błoniach Kamionkowskich, blisko Orlika. Podejrzewam, że w nocy pracuje grzebiąc po śmietnikach. Żyje za sprzedaży złomu, butelek i sprzątania.

Pochodzi ze Śląska, kiedyś był górnikiem, później, zajął się budowlanką. Podobno miał własną firmę, ale wspólnik go oszukał i uciekł z pieniędzmi. Dopóki mógł pracował na budowach, później zdrowie (nogi) już nie pozwoliło. Nigdy nie czułem od niego alkoholu, twarz spuchnięta, nie raz został pobity i okradziony. To prosty i szczery człowiek, ciężko doświadczony przez los. Mówił, że już nie raz prosił Boga o koniec, ale Bóg nie chce go zabrać, juz tylu jego znajomych bezdomnych umarło, a on wciąż żyje. Gdyby ktoś chciał się zaangażować i byłby bardziej skuteczny w pomocy ode mnie, wiem, że można ocalić człowieka…kto wie, może to my kiedyś będziemy w takiej sytuacji…”

„Gdyby ktoś chciał pomóc, podzielić się z Panem Józefem ciepłą herbatą, jedzeniem, ciepłymi ubraniami, starym parasolem, a najlepiej jakimś zadaszeniem np. stary namiot. Znam go od dłuższego czasu, to dobry człowiek, nie pije, wdzięczny za każdą pomoc. Nie może nawet iść pod most, ponieważ nie raz już został tam pobity. Straż miejska przegania z przystanku i klatki schodowej więc leży i moknie. Niestety ma padać do wtorku… Zdjęcie zrobione na rogu Aleja E. Wedla i ul. Międzynarodowej”.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl