Do Wielkanocy już blisko, a jajka drożeją z tygodnia na tydzień. W niektórych marketach już puste półki
Jeszcze nigdy wielkanocne zakupy nie zaczynały się w takich warunkach. Półki w sklepach świecą pustkami już przed południem, ceny w ciągu pięciu lat niemal się podwoiły, a branża drobiarska mówi otwarcie: odbudowa stad potrwa miesiące. Ci, którzy czekali z zakupami na ostatni moment, mogą się rozczarować. Choć jaj z hodowli klatkowej nie brakuje, półki z jajkami ściółkowymi już świecą pustkami.

Fot. Shutterstock
Złotówka za jedno jajko to już standard, nie wyjątek
W połowie marca za jedno jajko w popularnych sieciach handlowych płaci się przeciętnie już ponad złotówkę, a w przypadku jaj z wolnego wybiegu i ściółkowych – znacznie więcej. Na warszawskich bazarach ceny jaj wiejskich ustabilizowały się na poziomie 1,40 zł za sztukę – rok temu rzadko przekraczały 1,20 zł. Trend widać też wyraźnie w statystykach supermarketów: najtańsze opakowanie 10 jaj kosztowało w marcu 2026 r. średnio 12,00 zł. Rok wcześniej było to 10,02 zł, dwa lata temu 8,70 zł, a w 2021 – zaledwie 5,34 zł. Pięć lat i cena prawie podwojona. Analitycy ostrzegają, że przed Wielkanocą – wypada 5 kwietnia – ceny jaj mogą wzrosnąć jeszcze o kolejne 10-15 proc. w porównaniu do ubiegłego roku, co oznacza, że dziesiątka może kosztować nawet 15 zł i więcej.
Dane resortu rolnictwa potwierdzają, że wzrosty nie są równomierne. Jaja ściółkowe w zakładach pakowania podrożały rok do roku o 15-18 proc., co i tak wypada korzystnie przy jajach z chowu klatkowego – te zdrożały nawet o 30 proc. Paradoks polega na tym, że to właśnie ta droższa kategoria dostępna jest w miarę regularnie, podczas gdy jaja alternatywne – ekologiczne, z wolnego wybiegu – często kończą się na półkach przed południem. Sieć Netto wycofała jaja klatkowe ze swojej oferty z końcem 2025 r., na początku 2026 r. dołączyła Stokrotka. Popyt się przeniósł, podaży nie przybyło – efekt cenowy był nieuchronny.
Fermy straciły miliony kur. Odbudowa zajmie pół roku
Za tym, co dzieje się na półkach, stoi epidemia wysoce zjadliwej grypy ptaków, czyli HPAI. Od początku stycznia 2026 r. Główny Inspektorat Weterynarii potwierdził ponad 22 ogniska choroby w gospodarstwach komercyjnych. Skala jednego z nich – w miejscowości Starkówiec Piątkowski w Wielkopolsce – robi wrażenie: konieczna była utylizacja 1,5 mln kur niosek w jednej fermie. Licząc łącznie straty od początku roku – ze względu na ptasią grypę i rzekomy pomór drobiu – Polska pozbyła się ponad 5,4 mln sztuk drobiu, z czego zdecydowaną większość stanowią kury nioski. Według szacunków branżowych w ciągu zaledwie sześciu tygodni kraju stracił niemal 10 proc. potencjału produkcyjnego jaj.
Problem w tym, że stada nie da się odbudować z dnia na dzień. Kury nioski osiągają gotowość do znoszenia jaj po 16-18 tygodniach od wylęgu. Nawet gdyby hodowcy, którzy stracili fermy, natychmiast ruszyli z odbudową – a część z nich ze względów sanitarnych i finansowych nie jest w stanie tego zrobić – pierwsze nowe jaja trafiłyby na rynek najwcześniej latem. Na Wielkanoc 2026 żadna nowa partia kur niosek nie zdąży. Rynek do świąt będzie żył z obecnych zasobów, a te – jak widać na półkach – są wyraźnie uszczuplone.
Puste półki to nie tylko polska specjalność
Ktoś mógłby zapytać: dlaczego nie sprowadzić jaj z zagranicy? Problem w tym, że zagranica ma swoje własne kłopoty. W 2025 roku w 20 krajach Unii Europejskiej potwierdzono łącznie 451 ognisk ptasiej grypy u drobiu komercyjnego. Węgry odnotowały 105 przypadków, Polska 96, Niemcy 30, Włochy 21. Nasi zachodni sąsiedzi, którzy w normalnych latach bywają eksporterami jaj do Polski, sami borykają się z niedoborami. Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz poinformowała, że „nie tylko w Polsce duże sieci handlowe mają trudności z utrzymaniem ciągłości dostaw jaj dla konsumentów. W ostatnich tygodniach Holandia i Niemcy wyraźnie sygnalizują o rosnących cenach jaj i pustych półkach w sklepach.”
We Francji sytuacja jest jeszcze gorsza. Jak pisał dziennik „Le Monde”, setka jaj kosztuje tam ponad 19,60 euro, podczas gdy w marcu ubiegłego roku było to 15,30 euro. Gazeta ostrzegła wprost, że okres Wielkanocy może przerodzić się we „prawdziwe polowanie na jajka”. Stany Zjednoczone, które z powodu ptasiej grypy niemal całkowicie straciły stabilność na rynku jaj, ratują się importem z Turcji i zwróciły się do polskich oraz litewskich hodowców o zwiększenie eksportu. Polska jest tradycyjnie eksporterem netto jaj – do zagranicznego odbiorcy trafia zwykle ok. 30-40 proc. produkcji – co dodatkowo zwiększa presję na ceny krajowe.
Rząd: będzie drożej, ile dokładnie – nie wiadomo
Wiceminister rolnictwa Stefan Krajewski nie starał się ukryć powagi sytuacji w rozmowie z radiem RMF24. „Jajka pewnie będą droższe, one są i tak dosyć drogie. Nie chcę jednak w tej chwili w jakiś sposób wróżyć o ile, bo sytuacja jest dynamiczna i zmienna. Trudno dzisiaj cokolwiek przewidzieć” – powiedział wiceminister. Szczyt zakupowy przed Wielkanocą przypada na ostatni tydzień marca i pierwsze dni kwietnia – to właśnie wtedy ceny osiągają zwykle swój sezonowy maksimum. W tym roku do efektu sezonowego dochodzi strukturalny deficyt podaży. Dr Magdalena Kowalewska z Banku BNP Paribas oceniała wcześniej w rozmowie z „Faktem”, że presja cenowa na rynku jaj pozostaje wysoka przy utrzymującym się silnym popycie krajowym i eksportowym, a sezonowość popytu wielkanocnego tylko ją wzmocni.
Jest jedno rozwiązanie systemowe, które może zmienić sytuację na rynku – ale nie przed tymi świętami. Unia Europejska zatwierdziła szczepionkę przeciwko HPAI o nazwie INNOVAX-ND-H5. Jeśli szczepienia ruszą masowo wiosną lub latem 2026 r., stada niosek odbudowywane jesienią będą znacznie bardziej odporne. Hodowcy liczą, że przy mniejszym ryzyku epidemicznym banki będą bardziej skłonne do finansowania odbudowy ferm, bo teraz kredytowanie inwestycji w drób jest bardzo trudne właśnie ze względu na ryzyko sanitarne. To jednak perspektywa co najmniej na przełom 2026 i 2027 roku – nie na Wielkanoc.
Jak kupować, żeby nie przepłacić i nie zostać z niczym
Nie czekaj z zakupami. Jaja kurze mają termin przydatności do 28 dni od zniesienia, przechowywane w lodówce zachowują świeżość jeszcze dłużej. Kupuj po 1-2 opakowania przy okazji cotygodniowych zakupów, zamiast robić jeden duży zakup w ostatnim tygodniu przed świętami – wtedy półki mogą być już całkowicie opustoszałe, a to, co zostanie, będzie znacznie droższe. Sprawdź lokalne źródła – sklepy osiedlowe i targowiska często współpracują bezpośrednio z pobliskimi gospodarstwami, omijając kilka pośredników. Cena bywa niższa niż w dużej sieci, a jaja są świeższe. Włącz powiadomienia w aplikacjach dyskontów. Lidl, Biedronka i Kaufland regularnie organizują krótkie, jednodniowe promocje na jaja, o których informują tylko przez aplikacje lojalnościowe – wyłapanie jednej takiej akcji to realna oszczędność kilku złotych na opakowaniu. Nie sugeruj się samą niedostępnością – ministerstwo rolnictwa wyjaśnia, że braki dotyczą przede wszystkim jaj z chowu wolnowybiegowego i bezklatkowego. Jaja klatkowe są wciąż dostępne w większości sklepów, choć i one podrożały. Jeśli nie zależy ci na standardzie chowu – to właśnie ta kategoria ma największą szansę trafić do koszyka w normalnej cenie.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.