Dramat Polaków. Co trzeci z nas zalega z opłatami. To nie lenistwo
Rachunki za mieszkanie lądują w szufladzie zamiast w banku. Nie dlatego, że ktoś zapomina albo lekceważy obowiązki – ale dlatego, że miesiąc po miesiącu coraz trudniej spiąć domowy budżet. Najnowsze badanie pokazuje, jak duża część Polaków żyje z rachunkami na granicy terminów, co płacą w pierwszej kolejności, co odkładają na sam koniec – i kto stresuje się tym najbardziej.

Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce
34 procent. Co to właściwie znaczy?
W lutym 2026 roku agencja Inquiry przeprowadziła na zlecenie portalu Nieruchomosci-online.pl reprezentatywne badanie na grupie 1019 dorosłych Polaków. Pytano o opóźnienia w regulowaniu opłat związanych z mieszkaniem – czynszu, mediów, rat kredytowych, opłat za wywóz odpadów. Wyniki są jednoznaczne: 34 proc. respondentów przyznało, że w ciągu ostatniego roku spóźniło się przynajmniej raz z jednym rachunkiem mieszkaniowym. Innymi słowy – co trzecia osoba dorosła w Polsce siedzi lub siedziała w tym czasie na zaległościach.
W liczbach bezwzględnych to kilkanaście milionów ludzi. Przy czym skala tych opóźnień jest bardzo zróżnicowana. Dla większości przypadków nie chodzi o spiralę zadłużenia, ale o krótkie potknięcie budżetowe – 18 proc. badanych przyznało, że opóźnienie wynosiło tylko kilka dni. Miesiąc zwłoki przytrafiło się 10 proc. respondentów. W przypadku 4 proc. opóźnienie sięgało 2-3 miesięcy, a w najtrudniejszej sytuacji – 2 proc. – zaległość trwała ponad kwartał. To ta ostatnia grupa budzi największy niepokój, bo kilka miesięcy nieopłaconych rachunków to dla większości dostawców usług próg, po którym zaczynają się windykacje i wypowiedzenia umów.
„Dla wielu osób opłaty mieszkaniowe to absolutny priorytet i coś, co starają się regulować na czas, nawet kosztem innych wydatków. Ale fakt, że co trzeciemu z nas zdarzają się opóźnienia, pokazuje, jak łatwo dziś o potknięcie, kiedy budżet jest napięty. W wielu przypadkach to nie kwestia braku odpowiedzialności, tylko realne trudności z udźwignięciem miesięcznych opłat. Czasem wystarczy jeden dodatkowy wydatek, żeby pojawiła się zaległość” – wskazała Anna Zachara-Widła, badaczka zachowań konsumenckich z portalu Nieruchomosci-online.pl.
Młodzi nie płacą, bo nie mają. Starsi nie płacą, bo mają za dużo wydatków
Wiek okazał się jednym z najsilniejszych czynników różnicujących wyniki badania – ale z nieoczekiwanym przełamaniem w środku. Ogólna tendencja jest prosta: im starszy respondent, tym rzadziej deklarował opóźnienia. Spośród badanych w wieku 18-24 lata brak jakichkolwiek zaległości w ciągu roku zadeklarowało jedynie 50 proc. – to jedyna kategoria, gdzie więkoszość grupy ma kłopoty z terminowymi płatnościami. Na przeciwnym biegunie są osoby powyżej 55. roku życia, spośród których opłacanie wszystkiego w terminie zadeklarowało aż 76 proc.
Wyjaśnienie tej zależności leży w logice budżetu domowego. Młodsze osoby dysponują zazwyczaj niższymi dochodami – wchodzą dopiero na rynek pracy, często łączą studia z pracą dorywczą, mieszkają na wynajem w dużych miastach, gdzie koszty utrzymania są wysokie w stosunku do zarobków. Starsi mają z kolei z reguły ustabilizowane dochody i niższe koszty mieszkaniowe – spłacone kredyty, własny lokal, większe doświadczenie w planowaniu domowego budżetu.
Tutaj jednak dane ujawniają nieoczekiwany wzorzec. Grupą z największym odsetkiem długich opóźnień – ponad miesięcznych – okazali się respondenci w wieku 45-54 lata. Tak wskazał co dziesiąty ankietowany w tym przedziale wiekowym. To sugestywne – ta generacja jest często „w kleszczach”: na dorosłe dzieci w nauce lub rozruchu zawodowym, starzejących się rodziców wymagających wsparcia, własne kredyty hipoteczne zaciągnięte w czasach wyższych rat i jednocześnie szczytowe koszty życia. Spóźnienie na kilka dni jest w tej grupie rzadsze niż u dwudziestolatków, ale kiedy już się zdarza, potrafi ciągnąć się znacznie dłużej.
Rata kredytu płacona na czas, śmieci czekają. Polska hierarchia rachunków
Badanie przynosi też odpowiedź na pytanie, które rachunki Polacy traktują jako absolutny priorytet, a które odkładają na sam koniec, gdy budżet się nie domyka. Wyniki tworzą wyraźną hierarchię, za którą stoi logika strachu przed konsekwencjami. Najwyżej w tej hierarchii plasuje się rata kredytu hipotecznego – respondenci zadeklarowali, że będą ją regulować nawet za cenę rezygnacji z innych wydatków. Zaraz za nią uplasowały się rachunki za energię elektryczną i ogrzewanie.
Na dole listy priorytetów znalazły się opłaty za telewizję i internet oraz wywóz odpadów komunalnych. To właśnie te rachunki badani skłonni są odkładać w pierwszej kolejności, gdy budżet przestaje się spinać. Logika jest prosta: brak telewizji czy internetu to dyskomfort, ale brak dachu nad głową albo odcięcie prądu to bezpośrednie zagrożenie dla życia codziennego. Z kolei zaległości w opłatach za wywóz śmieci rzadko mają natychmiastowe konsekwencje – gminy i spółdzielnie rzadko reagują na kilkutygodniowe opóźnienia równie szybko, jak bank czy dostawca energii.
„Ten ranking pokazuje nie tyle rachunki, co hierarchię naszych obaw i priorytetów. Najpierw płacimy to, co kojarzy się z bezpieczeństwem i ryzykiem największych konsekwencji: dom, ciepło i światło. Rata kredytu to w wielu rodzinach nie jest zwykła opłata, tylko symbol stabilizacji. Podobnie z prądem czy ogrzewaniem: bez nich komfort mieszkania jest praktycznie niemożliwy. To pokazuje, jak bardzo decyzje finansowe wokół mieszkania są dziś decyzjami związanymi z poczuciem bezpieczeństwa” – powiedziała Anna Zachara-Widła w komentarzu dla portalu Nieruchomosci-online.pl.
Za tą hierarchią stoi też całkiem racjonalna kalkulacja. Opóźnienie w racie kredytu może skutkować wpisem do BIK i pogorszeniem zdolności kredytowej. Zaległości za energię oznaczają ryzyko odcięcia – co w zimie jest szczególnie dotkliwe. Opłata za internet? Dostawca poczeka kilka tygodni, a procedura wypowiedzenia umowy potrwa miesiącami. Hierarchia rachunków nie jest przypadkowa – to odbicie znajomości realnych konsekwencji.
Prawie połowa przyznaje: rachunki wywołują stres
Osobny – i równie wymowny – wątek badania dotyczy emocji związanych z opłatami mieszkaniowymi. 47 proc. respondentów zadeklarowało, że regularne opłacanie rachunków jest dla nich źródłem stresu – i co ważne, odsetek ten pozostawał zbliżony we wszystkich grupach wiekowych. Stres nie dotyczy więc wyłącznie tych, którzy mają zaległości – dotyka też osoby płacące regularnie i w terminie.
To pośredni dowód na napięcie budżetowe, które coraz szerzej dotyka gospodarstwa domowe. Nie chodzi tylko o sytuacje kryzysowe – o utratę pracy czy niespodziewany wydatek. Chodzi o stałą, podskórną niepewność: czy wystarczy do pierwszego, czy nie trzeba będzie coś odłożyć, czy tym razem wszystko wyjdzie. Blisko połowa dorosłych Polaków funkcjonuje z tym napięciem na co dzień – niezależnie od tego, ile zarabia i w jakim wieku jest.
Skala tego zjawiska jest tym bardziej znamienna, że 2025 rok był pod wieloma względami dobry dla polskiej gospodarki – płace realne rosły, inflacja wyhamowała, rynek pracy pozostawał napięty. Mimo to stres finansowy związany z mieszkaniem dotyka co drugiego Polaka. Dla ekonomistów to sygnał, że sama poprawa wskaźników makroekonomicznych nie przekłada się liniowo na poczucie bezpieczeństwa finansowego w gospodarstwach domowych. Koszty utrzymania mieszkania – zwłaszcza w dużych miastach, gdzie wydatki na czynsz lub ratę kredytu pochłaniają 30-50 proc. domowych przychodów – wciąż są zbyt wysokie, żeby Polacy mogli oddychać spokojnie.
Co jest za tym zjawiskiem – kontekst, którego badanie nie mierzy
Sondaż rejestruje stan faktyczny, ale nie opowiada o przyczynach. Kilka z nich jest jednak czytelnych na tle szerszej sytuacji mieszkaniowej. Po pierwsze, koszty utrzymania mieszkania w Polsce systematycznie rosły przez ostatnie lata – i to szybciej niż przeciętne wynagrodzenia w niższych grupach dochodowych. Podwyżki cen energii, gazu i ciepłej wody, które dotknęły Polaków po wygaśnięciu rządowych tarcz, nie cofnęły się do wcześniejszych poziomów. Czynsz w spółdzielniach i wspólnotach również wzrósł, bo wzrosły koszty obsługi budynków. Do tego dochodzą nowe obowiązkowe opłaty, jak minimalna zaliczka za ogrzewanie, która od sezonu 2025/2026 obciąża każdego lokatora niezależnie od zużycia.
Po drugie, wzrost kosztów zbiegł się z ekspansją kredytów hipotecznych zaciągniętych przez młodsze pokolenia – często na granicy zdolności kredytowej. Rata, która w momencie zaciągania kredytu mieściła się w budżecie, może przestać się mieścić po jednym większym zdarzeniu losowym: naprawie samochodu, chorobie, niespodziewanym rachunku za remont. To właśnie ta „jedna rzecz, która wytrąca równowagę” – o której wspomniała Zachara-Widła – jest mechanizmem stojącym za większością krótkoterminowych zaległości.
Po trzecie, widoczna jest zmiana postaw pokoleniowych wobec zobowiązań finansowych. Starsi Polacy wychowali się w kulturze, w której zaległości wobec wierzyciela były głęboko niekomfortowe. Młodsze pokolenia, wychowane w epoce subskrypcji i platform, które łatwo anulować, podchodzą do opóźnień bardziej pragmatycznie – traktując kilkudniowe spóźnienie jako zarządzanie płynnością, a nie uchybienie moralne. To nie jest ani dobre, ani złe – to po prostu inna kalkulacja. Ale jej skutki widać w danych: właśnie w najmłodszej grupie odsetek osób płacących wszystko w terminie jest najniższy.
Jak uniknąć zaległości i co zrobić, gdy już się pojawiły
Jeśli orientujesz się, że zbliżasz się do dnia płatności bez wystarczającego salda na koncie, pierwszym krokiem jest skontaktowanie się z wierzycielem z wyprzedzeniem – a nie czekanie na monit. Większość dostawców mediów i spółdzielni mieszkaniowych akceptuje uzgodnione odroczenie terminu lub rozłożenie zaległości na raty, szczególnie jeśli opóźnienie jest jednorazowe, a wniosek złożony zanim rachunek formalnie wpadnie w zaległość. Banki z kolei oferują tzw. wakacje kredytowe – możliwość jednorazowego przesunięcia raty bez negatywnych konsekwencji, której warunki warto sprawdzić w umowie.
Dla osób regularnie stresujących się rachunkami bez faktycznych zaległości pomocne może być założenie osobnego konta oszczędnościowego lub podkonta wyłącznie na opłaty stałe, zasilanego automatycznym przelewem w dniu wypłaty. Taki mechanizm „separacji” pieniędzy na rachunki od pieniędzy na bieżące wydatki eliminuje ryzyko sytuacji, w której na koniec miesiąca okazuje się, że środki na prąd zostały wydane wcześniej. Jeżeli zaległość już istnieje i narasta, warto jak najszybciej skontaktować się z ośrodkiem pomocy społecznej lub miejskim centrum pomocy rodzinie – w wielu gminach dostępne są zasiłki celowe na pokrycie zadłużenia czynszowego, z których można skorzystać jednorazowo w sytuacji kryzysowej, zanim dług urośnie do kwoty trudnej do spłacenia z bieżących dochodów.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.