Dziś premiera nowego Króla Lwa! Czy twórcy pokazali pazur? [NASZA RECENZJA]

Jeśli miałabym wymienić swój ulubiony film z dzieciństwa bez zastanowienia będzie to Król Lew. Kto z pokolenia urodzonego w latach 80. nie płakał podczas seansu? Polegali najwięksi twardziele. Dziś 25 lat od premiery oryginału już ze swoimi dziećmi wybrałam się do kina na remake.

Pragnę zaznaczyć, że od początku byłam na „nie” tej produkcji. Nie poprawia się czegoś doskonałego… jednak postanowiłam obejrzeć i dopiero ocenić.

Pierwsze co rzuca się w oczy to przepiękne efekty specjalne. Rozwiewana przez wiatr grzywa lwa, przepiękna mimika i animacje oraz rzeczywiście wyglądające na przerażające hieny. Trzeba przyznać, że film przypomina miejscami bardziej obraz przyrodniczy niż animowany i tylko brak głosu Krystyny Czubówny utwierdza nas w przekonaniu, że nadal siedzimy w kinie. To własnie z tego względu film przeznaczony jest dla starszych dzieci – te w wieku 5 czy 6 lat mogą znudzić się tego rodzaju animacją, która nie jest już tak kolorowa jak oryginał.

Fabuła nie zmieniła się znacznie od 1994 roku – dodano parę scen, niektóre rzeczy są powiedziane bardziej dosłownie. Poza tym jest to niemal wierne odtworzenie oryginału – znam go na pamięć i sądzę, że drobne różnice w dialogach wynikają z faktu nowego tłumaczenia, niż ze zmian w scenariuszu. Dla jednych może być to wada, dla innych zaś zaleta.

Czy warto wybrać się na film? Moim zdaniem tak. Nie tylko jest to uczta dla oczu, ale także obraz bardziej trafiający w gusta obecnego dziecka, do którego bardziej przemówimy odświeżona grafika. Sceny wciąż są na czasie, a do mnie, jako rodzica bardziej przemawia teraz scena z tekstem „Tato, czy zawsze będziemy już razem” niż wcześniej, gdy oglądałam film, jako dziecko. To pewnie dlatego cała sala wypełniona była dziećmi z tamtych lat. Osób po 30-stce było zdecydowanie więcej niż dzieci.

Jeszcze słowo odnośnie dubbingu i ścieżki dźwiękowej. Jak na Walta Disneya przystało, wszystko stoi na bardzo wysokim poziomie. Bardzo cieszy zachowanie m.in. Wiktora Zborowskiego w roli Mufasy. Nie widziałabym w tej roli nikogo innego. Piosenki są tylko odświeżone, ale nadal bawią i cieszą.

Film bawi i wzrusza. Przyznam, że płakałam… ostatnio zdarzyło mi się to w kinie 25 lat temu. Zgadnijcie, kiedy.

Dziękujemy sieci Cinema-City za umożliwienie nam obejrzenie pokazu przedpremierowego.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.