Gazownicy zakręcają kurki w całych pionach. Przeglądy w 2026 roku obnażają stan polskich instalacji. Kto zapłaci tysiące złotych za naprawę? Ty czy spółdzielnia?
Styczeń 2026 roku przyniósł falę mrozów, a wraz z nią tragiczną serię doniesień o zatruciach tlenkiem węgla i wybuchach gazu. W reakcji na te zdarzenia, zarządcy nieruchomości w całej Polsce – od wielkich spółdzielni w Warszawie po małe wspólnoty w powiatowych miastach – zarządzili masowe, nadzwyczajne przeglądy instalacji gazowych i wentylacyjnych. Na klatkach schodowych pojawiły się ogłoszenia z terminami wizyt, a wśród mieszkańców zapanował niepokój. Nie chodzi tylko o konieczność bycia w domu w godzinach pracy. Prawdziwy strach budzi wizja „czerwonej plomby” na liczniku i odcięcia dopływu gazu w środku zimy. Kiedy gazownik ma prawo pozbawić Cię ogrzewania i gotowania? Kto ponosi koszty wymiany nieszczelnych rur, a kto płaci za starą kuchenkę? Przepisy w 2026 roku są precyzyjne, ale interpretacja „granicy własności” wciąż rodzi konflikty, które kończą się w sądach.

Fot. Warszawa w Pigułce
Coroczny przegląd instalacji gazowej i wentylacyjnej to obowiązek wynikający wprost z artykułu 62 Prawa budowlanego. Przez lata wiele takich kontroli odbywało się „na papierze” lub w pośpiechu – pan z czujnikiem wbiegał, przykładał urządzenie do rury i wybiegał. W 2026 roku standardy te uległy radykalnej zmianie. Firmy wykonujące przeglądy, obciążone rosnącą odpowiedzialnością cywilną i karną za ewentualne wypadki, przestały przymykać oko na usterki. Urządzenia pomiarowe są czulsze, a protokoły bardziej szczegółowe.
Efekt? Tysiące mieszkań w Polsce z dnia na dzień zostaje odciętych od gazu. Wystarczy mikronieszczelność na śrubunku przy liczniku lub niedrożna kratka wentylacyjna, by kontroler bez wahania zakręcił zawór i założył plombę. Wtedy zaczyna się dramat lokatora i odwieczne pytanie: kto za to zapłaci? Spór o to, gdzie kończy się instalacja wspólna, a zaczyna prywatna, to w 2026 roku jeden z najgorętszych tematów na zebraniach wspólnot.
Podział kosztów: Gdzie jest granica Twojego portfela?
Większość mieszkańców bloków żyje w przekonaniu, że skoro płacą fundusz remontowy, to każda naprawa w budynku powinna być z niego pokryta. Niestety, rzeczywistość prawna jest bardziej skomplikowana. Aby zrozumieć, kiedy sięgniesz do własnej kieszeni, trzeba ustalić granicę własności instalacji.
Zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem i większością regulaminów spółdzielni w 2026 roku, podział wygląda następująco:
- Część wspólna (płaci spółdzielnia/wspólnota): To instalacja pozioma w piwnicach oraz piony gazowe biegnące przez klatki schodowe lub szachty techniczne, aż do zaworu odcinającego przed licznikiem w mieszkaniu. Za stan techniczny tych rur, ich malowanie i szczelność odpowiada zarządca. Jeśli wyciek jest na klatce – Ty nie płacisz nic.
- Część prywatna (płaci właściciel lokalu): Tutaj zaczynają się schody. W większości przypadków za odcinek od licznika gazowego do urządzeń odbiorczych (kuchenka, piecyk łazienkowy, kocioł dwufunkcyjny) odpowiada właściciel mieszkania. To Ty musisz dbać o rurki, wężyki elastyczne i same urządzenia.
Warto jednak sprawdzić regulamin swojej spółdzielni. W niektórych (tzw. starych spółdzielniach) granica odpowiedzialności jest przesunięta aż do samych urządzeń, co jest korzystne dla mieszkańców, ale w 2026 roku zarządcy masowo zmieniają te zapisy, by przerzucić koszty na lokatorów.
Co to oznacza dla Ciebie?
Dla Ciebie oznacza to, że wynik kontroli determinuje stan Twojego konta. Jeśli gazownik podczas przeglądu stwierdzi nieszczelność na śrubunku za licznikiem (czyli w Twoim przedpokoju lub kuchni), to nie spółdzielnia, a Ty będziesz musiał wezwać fachowca z uprawnieniami i zapłacić za naprawę. Spółdzielnia jedynie „odbierze” naprawę (często pobierając za to kolejną opłatę za ponowne podłączenie gazu).
Co to oznacza dla Ciebie w sytuacji awaryjnej? Jeśli kontroler wykryje ulatniający się gaz z Twojej starej kuchenki (np. z nieszczelnych kurków), ma obowiązek odciąć dopływ gazu do urządzenia i opieczętować zawór. Nie włączysz go, dopóki nie kupisz nowej kuchenki lub nie naprawisz starej i nie przedstawisz protokołu szczelności. Koszt? Nowa kuchenka to min. 1000 zł, podłączenie przez fachowca z pieczątką – kolejne 200-300 zł. Spółdzielnia nie dołoży do tego ani grosza.
Sytuacja jest jeszcze gorsza, gdy nieszczelność jest na pionie głównym (część wspólna), ale dostęp do niego jest możliwy tylko przez Twoje mieszkanie (częsty przypadek w blokach z wielkiej płyty, gdzie rury idą w szachtach w toaletach). Wtedy musisz udostępnić lokal, a często – zdemontować zabudowę (płytki, szafki) na własny koszt, by ekipa mogła dostać się do rury. Spółdzielnia naprawi rurę, ale za skucie kafelków odszkodowanie jest często symboliczne lub trudne do wywalczenia.
Zaklejona wentylacja – cichy zabójca i powód do mandatu
Przegląd to nie tylko gaz, to także wentylacja. W styczniu, gdy temperatury spadają poniżej zera, w wielu mieszkaniach dochodzi do zjawiska „ciągu wstecznego” (zimne powietrze wieje z kratki). Reakcją lokatorów jest masowe zaklejanie kratek wentylacyjnych taśmą, kartonem lub montowanie wentylatorów mechanicznych tam, gdzie nie powinno ich być.
W 2026 roku kominiarze są wyczuleni na ten proceder. Zaklejenie kratki w mieszkaniu, w którym używany jest gaz (kuchenka lub piecyk), jest śmiertelnym zagrożeniem. To prosta droga do zatrucia czadem.
Jeśli podczas kontroli kominiarz stwierdzi, że kratka jest zasłonięta, a w oknach brakuje nawiewników (lub są one szczelnie zamknięte), wydaje zakaz użytkowania urządzeń gazowych do czasu usunięcia nieprawidłowości. Co więcej, w skrajnych przypadkach (powtarzające się naruszenia), zarządca może zgłosić sprawę do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Inspektorat może nałożyć na opornego właściciela grzywnę w celu przymuszenia do przywrócenia stanu zgodnego z prawem. W 2026 roku mandaty za celowe niszczenie wentylacji grawitacyjnej stały się faktem.
Odcięcie gazu „profilaktycznie”. Czy mogą to zrobić?
Wyobraź sobie, że wracasz z pracy, chcesz ugotować obiad, a kuchenka nie działa. Na klatce wisi kartka: „Z powodu nieszczelności instalacji głównej, gaz został odcięty do odwołania”. To plaga polskich blokowisk w 2026 roku.
Gazownie i administracje stosują politykę „zero ryzyka”. Jeśli podczas prób ciśnieniowych pionu okaże się, że gdzieś ucieka gaz, ale nie wiadomo dokładnie gdzie (bo np. jeden sąsiad nie wpuścił kontroli), odcinany jest cały pion (np. 10 mieszkań w pionie od parteru do 4. piętra). Cierpią wszyscy, łącznie z tymi, którzy mają sprawne instalacje i opłacone rachunki.
Czy to legalne? Tak. W obliczu zagrożenia życia i zdrowia (a ulatniający się gaz nim jest), zarządca ma prawo, a nawet obowiązek, odciąć media natychmiast, bez wcześniejszego powiadomienia. Przywrócenie dostaw następuje dopiero, gdy instalacja przejdzie pomyślnie tzw. „główną próbę szczelności”. Wymaga to obecności wszystkich lokatorów w pionie w tym samym czasie. Wystarczy jeden nieobecny sąsiad lub jeden, który wyjechał na zimę do Hiszpanii, by cały pion nie miał gazu przez tygodnie. W 2026 roku procedury te są niezwykle uciążliwe, ale sądy oddalają pozwy o odszkodowania, stawiając bezpieczeństwo ponad komfortem.
Wężyk elastyczny ma datę ważności! Sprawdź go natychmiast
Wielu lokatorów zapomina, że elementem, który najczęściej zawodzi, nie jest stalowa rura, ale elastyczny przewód łączący rurę z kuchenką. Kiedyś montowano je „na sztywno”, teraz standardem są węże zbrojone.
Podczas kontroli w 2026 roku gazownicy sprawdzają nie tylko szczelność, ale i legalizację wężyka. Większość producentów określa żywotność tych przewodów na 10 lat. Jeśli na wężyku nie ma widocznej daty produkcji, lub data ta minęła, kontroler ma prawo uznać instalację za niesprawną. Wymiana wężyka to koszt rzędu 150-200 zł (materiał + robocizna), który w 100% obciąża Ciebie. Jeśli tego nie zrobisz, nie dostaniesz pozytywnego protokołu, a bez niego – w razie pożaru – ubezpieczyciel nie wypłaci ani grosza.
Problem lokatorów wynajmujących mieszkania
Kto płaci za przegląd i naprawy w mieszkaniu wynajmowanym? To częste źródło konfliktów. Zasada jest prosta: obowiązek zapewnienia okresowych kontroli spoczywa na właścicielu nieruchomości (wynajmującym), a nie na najemcy. To właściciel powinien pilnować terminów i opłacać ewentualne naprawy instalacji (wymiana zaworów, rur).
Jednak drobne naprawy eksploatacyjne (zgodnie z ustawą o ochronie praw lokatorów) obciążają najemcę. Jeśli więc nieszczelność wynika z brudu, zatkania dysz w kuchence czy uszkodzenia mechanicznego spowodowanego przez lokatora – płaci najemca. W 2026 roku umowy najmu są coraz bardziej precyzyjne w tej kwestii, ale w przypadku braku zapisów, stosuje się przepisy ustawowe, które często są zaskoczeniem dla studentów czy młodych par wynajmujących pierwsze „M”.
Czy musisz wpuścić gazownika? Co grozi za odmowę?
Nieobecność podczas przeglądu to problem, ale świadoma odmowa wpuszczenia kontrolera to w 2026 roku igranie z ogniem. Spółdzielnie przestały prosić, a zaczęły wymagać.
Zgodnie z art. 13 ustawy o własności lokali, właściciel ma obowiązek zezwolić na wstęp do lokalu, ilekroć jest to niezbędne do przeprowadzenia konserwacji, remontu albo usunięcia awarii w nieruchomości wspólnej, a także w celu wyposażenia budynku, jego części lub innych lokali w dodatkowe instalacje.
Jeśli nie wpuścisz gazownika na coroczny przegląd:
- Spółdzielnia wyznaczy drugi termin (dodatkowy), często płatny ekstra.
- Jeśli nadal będziesz odmawiał, zarządca może skierować sprawę do sądu o nakazanie udostępnienia lokalu. W 2026 roku takie sprawy rozpatrywane są w trybie przyspieszonym.
- Ostateczność: Odcięcie gazu do Twojego mieszkania z poziomu klatki schodowej (jeśli zawór jest na zewnątrz) lub odcięcie całego pionu i obciążenie Cię kosztami ponownego podłączenia sąsiadów oraz ewentualnymi roszczeniami cywilnymi od nich.
Ubezpieczenie a brak przeglądu – pułapka w polisie
Na koniec aspekt, który może zaboleć finansowo najbardziej. Posiadanie polisy mieszkaniowej daje poczucie bezpieczeństwa, ale w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU) każdej firmy znajduje się zapis o „wyłączeniu odpowiedzialności w przypadku braku wymaganych prawem przeglądów technicznych”.
Jeśli w Twoim mieszkaniu dojdzie do wybuchu gazu lub pożaru wywołanego zwarciem (przy braku przeglądu elektrycznego) czy niesprawną kuchenką, a Ty nie będziesz posiadał aktualnego protokołu z kontroli szczelności (z ostatniego roku!), ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania. Powoła się na rażące niedbalstwo ubezpieczonego. W 2026 roku firmy ubezpieczeniowe weryfikują te dokumenty automatycznie przy każdym zgłoszeniu szkody.
Podsumowanie: Bezpieczeństwo kosztuje, ale niewiedza kosztuje więcej
Styczeń 2026 to czas, kiedy musimy pogodzić się z faktem, że instalacje w naszych blokach starzeją się, a wymogi bezpieczeństwa rosną. Kontrola gazowa i wentylacyjna to nie biurokratyczny wymysł, ale weryfikacja tego, czy możemy bezpiecznie spać we własnym domu. Warto wiedzieć, za co płacimy my, a za co spółdzielnia, by nie dać się naciągnąć nieuczciwym fachowcom, ale przede wszystkim – by w porę zareagować na ulatniające się zagrożenie. Lepiej zapłacić 200 zł za wymianę wężyka, niż stracić dorobek życia w wybuchu lub zdrowie przez cichy zabójca, jakim jest czad.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.