Groźny incydent. Maszynista zauważył „dziurę” w torach i podjął decyzję w ułamku sekundy
To miał być rutynowy przejazd na trasie z Lublina do Szczecina. Jednak w miejscowości Będzielin (województwo łódzkie) podróż setek pasażerów mogła zakończyć się dramatem. Maszynista w ostatniej chwili dostrzegł brak ogromnego fragmentu szyny i zatrzymał skład. Służby mówią o „ubytku” długości ponad metra. Jak to możliwe, że pociągi kursowały po trasie, która nagle straciła ciągłość? Sprawdzamy kulisy tego niebezpiecznego zdarzenia.

Fot. Warszawa w Pigułce
Kolejowy horror rozegrał się we wtorek, tuż przed godziną 13:00. Pociąg PKP Intercity, przemierzający Polskę z południowego wschodu na północny zachód, zbliżał się do miejscowości Będzielin w powiecie koluszkowskim. To newralgiczny punkt na kolejowej mapie regionu. Nagle prowadzący skład zauważył coś, co zmroziło mu krew w żyłach – nienaturalną przerwę w ciągłości szyny na torze, po którym poruszał się pociąg.
Decyzja, która uratowała pasażerów
W takich momentach liczą się sekundy. Maszynista nie wahał się ani chwili. Uruchomił procedury awaryjne i zdołał bezpiecznie zatrzymać rozpędzony skład, zanim doszło do wykolejenia. Gdy pociąg stanął, a emocje nieco opadły, załoga dokonała wstępnych oględzin. Widok był wstrząsający.
Jak potwierdziła Katarzyna Michalska z zespołu prasowego PKP Polskich Linii Kolejowych, w torowisku brakowało fragmentu szyny o długości aż 112 centymetrów. To nie było zwykłe pęknięcie czy mikrouszkodzenie, które często zdarza się zimą. To była wyrwa, która dla pędzącego pociągu stanowiła śmiertelne zagrożenie. Gdyby koła lokomotywy wjechały w taką lukę przy pełnej prędkości, skutki mogłyby być katastrofalne – od wykolejenia, po przewrócenie wagonów.
Służby na miejscu: Co się stało w Będzielinie?
Natychmiast po zgłoszeniu, na miejscu zaroiło się od służb. Technicy, straż ochrony kolei i przedstawiciele zarządcy infrastruktury musieli odpowiedzieć na kluczowe pytanie: czy był to sabotaż, czy awaria techniczna? Wstępne ustalenia, które przekazano mediom, wskazują na to drugie. Służby wykluczyły udział osób trzecich.
– Incydent nie został wywołany przez osoby trzecie – wynika z pierwszych komunikatów. Oznacza to, że najprawdopodobniej zadziałały prawa fizyki. W kolejnictwie zjawisko to jest znane jako pęknięcie naprężeniowe. W okresie zimowym, gdy temperatury gwałtownie się wahają (a mamy styczeń), stal, z której wykonane są szyny, pracuje. Kurczy się pod wpływem zimna i rozszerza, gdy temperatura rośnie. Jeśli w materiale istniała ukryta wada hutnicza lub zmęczenie materiału, naprężenia mogły doprowadzić do „wystrzelenia” fragmentu szyny.
Chaos na torach i paraliż połączeń
Choć uniknięto tragedii, pasażerowie musieli uzbroić się w cierpliwość. Zatrzymanie ruchu na tak ważnym szlaku to zawsze efekt domina. Pociąg relacji Lublin Główny – Szczecin Główny utknął w szczerym polu. Konieczne było zorganizowanie transportu zastępczego lub przeciągnięcie składu innym torem, co wymagało skomplikowanych operacji logistycznych.
Incydent w Będzielinie wpłynął na cały harmonogram jazdy w regionie łódzkim. Opóźnienia dotknęły nie tylko składów dalekobieżnych, ale mogły wpłynąć także na ruch lokalny. Sytuacja ta obnaża kruchość systemu transportowego – jeden defekt, jeden brakujący element, jest w stanie sparaliżować podróż tysięcy ludzi.
Czy polskie tory są bezpieczne?
To pytanie, które zadaje sobie dziś wielu pasażerów. PKP PLK regularnie przeprowadza diagnostykę torów, używając do tego specjalistycznych pociągów pomiarowych, które prześwietlają szyny defektoskopami ultradźwiękowymi. Jednak, jak pokazuje przypadek z Będzielina, technologia nie zawsze wyłapie każdy defekt na czas. W tym przypadku ostatnim i najważniejszym ogniwem systemu bezpieczeństwa okazał się człowiek.
Czujność maszynisty jest nieoceniona. Mimo nowoczesnych systemów sterowania ruchem, to ludzkie oko i doświadczenie wciąż ratują życie. Warto podkreślić, że w przypadku pęknięcia szyny systemy sterowania ruchem kolejowym często automatycznie zmieniają sygnał na semaforze na „stój” (czerwone światło), ponieważ przerwanie ciągłości szyny przerywa obwód elektryczny torów. Tutaj jednak sytuacja mogła być dynamiczna – szyna mogła pęknąć tuż przed nadjeżdżającym składem lub system nie zdążył zareagować.
Zima to test dla infrastruktury
Styczeń to tradycyjnie trudny czas dla kolei. Pęknięcia szyn to jedne z najczęstszych usterek w sezonie zimowym. Wystarczy silny mróz w nocy i odwilż w dzień, by stal poddała się siłom natury. Zarządcy infrastruktury mają procedury na takie sytuacje – wstawki szynowe są montowane przez ekipy techniczne stosunkowo szybko, ale samo wykrycie usterki jest kluczowe.
W przypadku Będzielina niepokoi jednak rozmiar uszkodzenia. 112 centymetrów to potężny kawał stali. Fakt, że tak duży element oddzielił się od reszty toru, będzie z pewnością przedmiotem wnikliwego dochodzenia Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych. Raport z tego zdarzenia będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy zawiodła diagnostyka, czy był to splot nieszczęśliwych, nieprzewidywalnych okoliczności.
Co to oznacza dla Ciebie?
Incydent w Będzielinie, choć zakończony szczęśliwie, niesie za sobą konkretne wnioski dla każdego pasażera. Przede wszystkim – jeśli planujesz podróż w najbliższych dniach, sprawdzaj komunikaty przewoźników. Awarie infrastruktury zimą zdarzają się częściej, a „efekt echa” po takim zdarzeniu może trwać nawet kilkanaście godzin.
Pamiętaj o swoich prawach:
- Jeśli Twój pociąg opóźni się o 60 do 119 minut, masz prawo do zwrotu 25% ceny biletu.
- Przy opóźnieniu powyżej 120 minut, zwrot wynosi 50%.
- W sytuacjach, gdy pociąg utknie na trasie (jak w Będzielinie), przewoźnik ma obowiązek zapewnić pasażerom napoje i posiłki, o ile są one dostępne w pociągu lub na stacji.
To zdarzenie to także przypomnienie, że bezpieczeństwo na kolei nie jest dane raz na zawsze. To ciągła walka z fizyką, pogodą i zużyciem materiału. Dziś tę walkę wygrał maszynista, któremu należą się słowa najwyższego uznania. Dzięki jego reakcji setki osób bezpiecznie wrócą do domów, choć z pewnością z dużym opóźnieniem i nerwami.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.