Groźny proceder w blokach. Policja potraktuje to jak kradzież i możesz odpowiadać
Widok przedłużacza biegnącego z mieszkania na korytarz, rower elektryczny doładowywany przez noc w piwnicy podłączony do wspólnego gniazdka, hulajnoga wisząca na haku przy skrzynkach licznikowych – to codzienność w wielu blokach. Dla większości lokatorów to drobna, niegroźna wygoda. W świetle prawa to jednak nielegalny pobór energii elektrycznej, który może skończyć się sprawą karną. Czynsz płacony przez wszystkich sąsiadów finansuje ten prąd – i to niezależnie od tego, czy którykolwiek z nich o tym wie.

Fot. Shutterstock
Czyj właściwie jest ten prąd na korytarzu?
Instalacja elektryczna w częściach wspólnych budynku – na klatkach schodowych, w piwnicach, garażach podziemnych czy wózkowniach – zasilana jest z osobnego licznika. Koszty zużytej tam energii pokrywa spółdzielnia lub wspólnota mieszkaniowa ze środków wspólnych, czyli w praktyce z opłat wnoszonych przez wszystkich właścicieli i lokatorów. To fundusz kolektywny, z którego finansowane jest oświetlenie klatki, praca windy, monitoring i inne instalacje służące ogółowi. Każdy lokal partycypuje w tych kosztach proporcjonalnie do swojego udziału w nieruchomości wspólnej.
Podpięcie własnego sprzętu do takiego gniazdka bez zgody zarządcy oznacza, że koszty ładowania ponoszą wszyscy sąsiedzi – a korzysta z tego tylko jedna osoba. Spółdzielnia ani wspólnota nie mogą zidentyfikować tego poboru w rachunkach, bo nie ma osobnego pomiaru dla każdego gniazdka. Koszt po prostu wchodzi do ogólnej sumy za prąd wspólny i rozkłada się na wszystkich.
Art. 278 § 5 Kodeksu karnego – przepis, który ignoruje większość lokatorów
Zgodnie z art. 278 § 5 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz.U. z 1997 r. nr 88 poz. 553 ze zm.), przepisy dotyczące kradzieży stosuje się odpowiednio do kradzieży energii. Sąd Najwyższy w wyroku z 26 lutego 2004 r. (sygn. IV KK 302/03) zdefiniował to przestępstwo jako bezprawne uzyskanie dostępu do źródła energii i korzystanie z niej z pominięciem przyjętego sposobu jej rozliczania.
Podpięcie prywatnej ładowarki do gniazdka w części wspólnej bez zgody zarządcy wypełnia te znamiona. Grożąca kara wynosi od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. W przypadku czynów o mniejszej wadze – a takim będzie jednostkowe ładowanie hulajnogi – art. 278 § 3 KK przewiduje łagodniejsze sankcje: grzywnę, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do 1 roku. Sąd Najwyższy w uchwale z 13 grudnia 2000 r. (sygn. I KZP 43/00) rozstrzygnął też ważną kwestię progową: kradzież energii elektrycznej – inaczej niż kradzież rzeczy ruchomej – jest przestępstwem niezależnie od wartości skradzionej energii, bo art. 119 Kodeksu wykroczeń dotyczy wyłącznie rzeczy ruchomych, a energia nimi nie jest.
Równolegle działa ustawa z dnia 10 kwietnia 1997 r. – Prawo energetyczne (Dz.U. 2006.89.625 t.j.). Na jej podstawie przedsiębiorstwo energetyczne lub zarządca nieruchomości mogą dochodzić odszkodowania na zasadach ogólnych albo nałożyć opłatę ryczałtową za bezumowny pobór energii.
Portal administrator24.info: podpięcie do instalacji wspólnoty to niedopuszczalne przestępstwo
Portal branżowy administrator24.info, powołując się na przepisy prawa, jednoznacznie wskazuje, że „podpięcie się bez zgody wspólnoty mieszkaniowej do jej instalacji jest niedopuszczalne i może być uznane za przestępstwo”. Każde korzystanie z energii elektrycznej w nieruchomości wspólnej do celów indywidualnych wymaga porozumienia z zarządcą – a w praktyce podpisania odrębnego porozumienia i zainstalowania podlicznika lub rozliczenia w czynszu.
Urząd Regulacji Energetyki w swoich wytycznych wskazuje natomiast, że jeżeli instalacje znajdują się w częściach wspólnych budynku wielolokalowego, ewentualne roszczenia z tytułu nielegalnego poboru energii należy kierować do właściciela lub zarządcy budynku – i to on będzie rozstrzygał sprawę z lokatorem.
Ile kosztuje ładowanie i czy warto ryzykować?
Kwoty są pozornie śmiesznie małe. Naładowanie hulajnogi elektrycznej z typową baterią 36 V / 13 Ah kosztuje przy obecnych cenach energii (średnio 1,11 zł/kWh) około 50 groszy. Rower elektryczny z baterią 500 Wh to wydatek rzędu 55-60 groszy. Ale ładowany codziennie przez rok daje to odpowiednio około 180 i 200 zł. Przy kilku mieszkańcach robiących to samo jednocześnie zarządca może zaobserwować wyraźny wzrost kosztów energii wspólnej – i zacząć szukać przyczyny.
W praktyce spółdzielnie i wspólnoty coraz częściej reagują na ten problem. Część z nich montuje zabezpieczenia gniazdek w piwnicach, zamki na skrzynki elektryczne lub monitoring. Zarządcy mają prawo złożyć zawiadomienie o przestępstwie do policji lub zgłosić sprawę do dystrybutora energii. Ten ostatni może przeprowadzić kontrolę i wystawić rachunek za nielegalny pobór – i to nie za jednorazowe ładowanie, ale za cały szacunkowy okres trwania procederu.
Ryzyko pożaru – dodatkowy argument zarządcy
Oprócz aspektu prawnego zarządcy mają jeszcze 1 silny argument, żeby egzekwować zakaz ładowania w częściach wspólnych: ryzyko pożarowe. Baterie litowo-jonowe stosowane w hulajnogach i rowerach elektrycznych mogą się przegrzewać przy ładowaniu bez nadzoru, co grozi zarciem się ogniw, a w skrajnych przypadkach – pożarem. Ładowanie na korytarzu lub w piwnicy pozbawione nadzoru właściciela to realne zagrożenie dla całego budynku i wszystkich jego mieszkańców. Straż pożarna niejednokrotnie odnotowywała pożary wywołane właśnie przez nienadzorowane ładowarki do pojazdów elektrycznych pozostawione w częściach wspólnych.
Jak zrobić to legalnie
Legalnym rozwiązaniem dla lokatorów chcących ładować pojazdy elektryczne w piwnicy lub garażu jest złożenie wniosku do spółdzielni lub wspólnoty o zgodę na instalację punktu ładowania z osobnym podlicznikiem. Ustawa z dnia 11 stycznia 2018 r. o elektromobilności i paliwach alternatywnych (Dz.U. 2018 poz. 317 ze zm.) daje właścicielom lokali we wspólnocie prawo do ubiegania się o instalację takiego punktu. Po złożeniu wniosku zarządca ma 30 dni na zlecenie ekspertyzy technicznej i kolejne 30 dni na rozpatrzenie sprawy. Koszty instalacji pokrywa wnioskodawca, ale zużyta energia jest już rozliczana wyłącznie z jego licznika – legalnie i bez obciążania sąsiadów.
Jeśli instalacja punktu ładowania jest z jakiegoś powodu niemożliwa, najprostszym wyjściem jest wynoszenie samej baterii do mieszkania i ładowanie jej tam. Większość nowoczesnych rowerów elektrycznych i hulajnóg ma wyjmowane akumulatory właśnie z myślą o takim scenariuszu.
Warto też sprawdzić, czy spółdzielnia lub wspólnota nie ma już wypracowanej procedury dla takich przypadków. Część zarządców zgadza się na ładowanie za odpłatnością rozliczaną ryczałtem lub na podstawie zużycia z podlicznika – legalne, uczciwe wobec sąsiadów i chroniące lokatora przed jakimikolwiek konsekwencjami prawnymi.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.