Horror na Mazowszu. Policjanci odnaleźli noworodka ukrytego w szafie
Poranna interwencja w jednej z miejscowości powiatu mławskiego mogła zakończyć się dramatem. Zakończyła się inaczej – dzięki czujności policjantów, którzy podczas udzielania pomocy kobiecie usłyszeli coś, co nie dawało im spokoju. Ciche, ledwo słyszalne kwilenie.

Fot. Warszawa w Pigułce
W środę 29 stycznia rano dyżurny odebrał zgłoszenie o konieczności pilnej pomocy medycznej dla 25-letniej kobiety. Na miejsce jako pierwsi dotarli policjanci z Zespołu Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Powiatowej Policji w Mławie. Chwilę później dojechała karetka pogotowia.
W domu znajdowała się młoda mieszkanka powiatu mławskiego. Jej stan wymagał natychmiastowej interwencji lekarza. W trakcie udzielania pomocy medyk stwierdził, że kobieta jest po porodzie. Wtedy wydarzyło się coś, co zmieniło bieg tej interwencji.
Policjanci usłyszeli delikatny dźwięk. Cichy płacz, ledwie słyszalny. Funkcjonariusze nie zlekceważyli sygnału. Zaczęli sprawdzać kolejne pomieszczenia, nasłuchując, skąd dochodzi dźwięk. W jednym z mebli – w szafce – odnaleźli noworodka.
Dziecko nie było zaopatrzone. Natychmiast przekazano je obecnym na miejscu ratownikom medycznym. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, noworodek był lekko wychłodzony, jednak jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Zarówno matka, jak i dziecko trafili do szpitala.
Na miejscu przeprowadzono szczegółowe oględziny pod nadzorem prokuratora. W domu przebywało wówczas jeszcze cztery osoby. Trzy z nich zostały zatrzymane i przewiezione do Komendy Powiatowej Policji w Mławie. Wszyscy byli trzeźwi.
Zgromadzony materiał dowodowy trafił do Prokuratury Rejonowej w Mławie. Sprawa jest wyjaśniana.
To zdarzenie pokazuje jedno – czasem o życiu decydują sekundy i zwykła ludzka czujność. Gdyby nie reakcja policjantów, ta historia mogłaby mieć zupełnie inne zakończenie.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.