Śledzie w beczce i piękne parowce, czyli tak pływało się kiedyś po Wiśle

Największa polska rzeka od wieków była ważnym szlakiem komunikacyjnym w Rzeczypospolitej. Można powiedzieć, że dzięki niej Europa miała chleb. W XIX wieku można było popłynąć pięknym parowcem na wycieczkę do Młocin, a nawet dalej. Czasami na przeszkodzie stawała burzliwa historia naszego kraju.

Fot. ZTM

 

Po Wiśle pływano już od dawna. Archeolodzy co jakiś czas znajdują pozostałości po dłubankach, którymi w tamtym okresie próbowano żeglować po rzece. Podobno Wisłą do Gdańska popłynął w 997 roku na swoją misję chrystianizacyjną św. Wojciech. Kilka wieków później armia króla Władysława Jagiełły, zdążająca pod Grunwald przeprawiła się przez rzekę po moście łyżwowym, który wsparto na statkach wiślanych. Na Wiśle rozgrywała się jednak, nie tylko wielka historia.

Największa z polskich rzek była też obficie wykorzystywana na co dzień. Służyła jako droga, którą transportowano do i z Gdańska, różne towary. W jedną stronę bardzo często płynęły śledzie, a w drugą futra, skóry czy metale. Z tamtego czasu może podobno pochodzić powiedzenie „jak śledzie w beczce” – komory celne na Wiśle zdarzały się nawet co 30 kilometrów i tam lokalni władycy pobierali część przewożonego towaru. Z tego powodu do beczek wciskano tyle ryb, ile tylko się dało, by po dowiezieniu ładunku do Krakowa, dało się jeszcze na nim zarobić.

Prawdziwy rozkwit żegluga wiślana przeżywała mniej więcej od 1467 roku, kiedy zakończyła się wojna trzynastoletnia i w jej wyniku Gdańsk znalazł się w granicach Królestwa Polskiego. Tą drogą płynęło polskie zboże, które potem trafiało do różnych krajów europejskich (handlowali nim głównie Holendrzy), a Rzeczpospolitą zaczęto nazywać spichlerzem Europy.

Źródło: ZTM

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl