Koniec ze zmianą czasu? W Senacie jest kompromis, który zmieniłby zegarki w całej Polsce
Polacy od lat spierają się, czy po likwidacji zmiany czasu powinniśmy zostać przy czasie letnim, czy zimowym. Do Senatu trafiła jednak propozycja, która omija oba warianty. Zegarki miałyby zostać ustawione na stałe dokładnie pomiędzy nimi – o 30 minut inaczej niż dziś. Na razie to petycja, a nie uchwalone prawo, więc najbliższa zmiana czasu nadal odbędzie się 25 października 2026 r.

Nie czas letni i nie zimowy. Pojawiła się trzecia opcja
Autorem propozycji jest Fundacja „Można Lepiej!”, która chce zakończenia sezonowego przestawiania zegarków. Zamiast pozostawienia Polski na stałe przy czasie letnim (UTC+2) albo zimowym (UTC+1), zaproponowano czas pośredni – UTC+1:30.
W praktyce oznaczałoby to cofnięcie zegarków o 30 minut względem obecnego czasu letniego i pozostawienie ich w takim ustawieniu przez cały rok. Nie byłoby więc marcowego przesunięcia wskazówek o godzinę do przodu ani październikowego cofania o godzinę.
Pomysłodawcy wychodzą z założenia, że największy problem zaczyna się już po zgodzie na samo zniesienie zmiany czasu. Jedna grupa chce długich, jasnych wieczorów i czasu letniego, druga woli jaśniejsze zimowe poranki zapewniane przez czas zimowy. Półgodzinne przesunięcie ma być próbą podzielenia różnicy.
Sprawa jest już w Senacie
Petycja wpłynęła do Senatu 27 marca 2026 r., a 15 kwietnia została skierowana do senackiej Komisji Petycji. Według informacji zawartych w dokumentach opisujących inicjatywę nie wyznaczono dotąd terminu posiedzenia, na którym senatorowie mieliby ją rozpatrzyć.
To oznacza, że nie zapadła decyzja o wprowadzeniu czasu UTC+1:30. Petycja może być początkiem prac legislacyjnych, ale równie dobrze komisja może zdecydować, że nie będzie podejmować inicjatywy ustawodawczej.
Sama obecność dokumentu w Senacie nie zmienia obecnie żadnego przepisu. Nadal obowiązuje dotychczasowy system sezonowego przestawiania zegarków.
25 października 2026 r. zegarki nadal cofniemy
Obowiązujące rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z 4 marca 2022 r. wskazuje konkretną datę tegorocznego powrotu do czasu środkowoeuropejskiego. W niedzielę 25 października 2026 r. o godz. 3:00 zegarki zostaną cofnięte na godz. 2:00.
To obecnie ostatnia data wpisana do rozporządzenia obejmującego lata 2022-2026. Nie oznacza jednak automatycznie, że będzie to ostatnia zmiana czasu w historii Polski. Jeżeli system ma obowiązywać dalej, konieczne będzie wydanie kolejnych regulacji określających terminy na następne lata.
Zasady wynikają z art. 3 ustawy z 10 grudnia 2003 r. o czasie urzędowym na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej. To Prezes Rady Ministrów określa w rozporządzeniu terminy wprowadzania i odwoływania czasu letniego.
Unia próbowała zakończyć zmianę czasu. Reforma utknęła
Dyskusja nie zaczęła się w Polsce. W 2018 r. Komisja Europejska przeprowadziła konsultacje, w których udział wzięło około 4,6 mln osób. 84 proc. uczestników poparło zakończenie sezonowego przestawiania zegarków.
Komisja przedstawiła później projekt zmian, ale państwa członkowskie nie wypracowały wspólnego stanowiska. Problemem nie było jedynie pytanie, czy zlikwidować zmianę czasu, lecz także to, jaki czas miałby obowiązywać później.
Obecnie nadal stosowana jest dyrektywa 2000/84/WE. Przewiduje ona rozpoczęcie czasu letniego w ostatnią niedzielę marca oraz jego zakończenie w ostatnią niedzielę października.
Dlaczego wybór jednego czasu jest trudniejszy, niż wygląda?
Najprostsze rozwiązanie wydaje się oczywiste: przestać zmieniać zegarki i wybrać jeden z obecnych czasów. Dopiero po przeliczeniu godzin wschodu i zachodu słońca widać, jak duże byłyby konsekwencje.
Stały czas zimowy oznaczałby bardzo wczesne letnie poranki. W Warszawie najwcześniejszy wschód słońca, który obecnie przypada około godz. 4:11, przesunąłby się w okolice 3:11. Przez blisko 93 dni w roku dzień zaczynałby się przed godz. 4:00.
Jednocześnie znacząco skróciłyby się jasne wieczory. Obecnie w Warszawie przez około 109 dni słońce zachodzi po godz. 20:00. Przy stałym czasie zimowym takich dni zostałoby około 24, a najpóźniejszy zachód następowałby mniej więcej o godz. 20:03 zamiast około 21:03.
Stały czas letni oznaczałby zimowe poranki po godz. 8:00
Druga opcja rozwiązuje problem jasnych letnich wieczorów, ale tworzy zupełnie inny zimą. Przy stałym czasie letnim w Warszawie przez około 84 dni w roku słońce wschodziłoby dopiero po godz. 8:00.
Najpóźniejszy wschód następowałby około godz. 8:43. Oznaczałoby to, że część dzieci rozpoczynałaby lekcje jeszcze przed pojawieniem się światła dziennego, a poranny szczyt komunikacyjny przez wiele tygodni odbywałby się po ciemku.
Właśnie pomiędzy tymi 2 scenariuszami ma znaleźć się proponowane UTC+1:30. Wschody i zachody przesunęłyby się o 30 minut względem każdego z obecnych wariantów.
Warszawa dobrze pokazuje, na czym polega kompromis
Dla mieszkańców Warszawy półgodzinna strefa oznaczałaby zauważalną, ale mniejszą zmianę niż pozostanie przy jednym z obecnych czasów. Jeżeli przy stałym czasie zimowym najwcześniejszy letni wschód następowałby około godz. 3:11, przy rozwiązaniu pośrednim byłoby to około 3:41.
Najpóźniejszy letni zachód wypadałby natomiast w okolicach 20:33 – pół godziny wcześniej niż przy obecnym czasie letnim, ale pół godziny później niż przy stałym zimowym.
Zimą najpóźniejszy wschód słońca przypadłby mniej więcej około 8:13. To nadal późno, ale wcześniej niż godz. 8:43, która pojawiłaby się przy stałym czasie letnim.
To właśnie taki efekt opisują autorzy petycji: żaden z problemów nie znika całkowicie, ale oba mają być mniej dotkliwe.
Półgodzinna strefa brzmi nietypowo, ale nie byłaby światowym wyjątkiem
Przesunięcia czasu inne niż pełna godzina mogą wydawać się nietypowe z europejskiej perspektywy, ale funkcjonują już na świecie. Strefy z przesunięciem o 30 lub 45 minut występują między innymi w Indiach, Nepalu, części Australii i Kanady.
Dla Polski największym problemem nie byłoby więc samo techniczne stworzenie UTC+1:30, lecz jego wpływ na relacje z państwami sąsiednimi. Pociągi międzynarodowe, lotnictwo, systemy informatyczne, handel i rozliczenia musiałyby uwzględniać różnice czasu, które mogłyby wynosić 30 lub 90 minut zamiast pełnej godziny.
Autorzy petycji sami przyznają, że nietypowa strefa mogłaby początkowo powodować komplikacje organizacyjne.
Transport i systemy informatyczne mają najwięcej do stracenia
Zmiana czasu dotyczy znacznie większej liczby urządzeń niż zegarek na ścianie. Banki, koleje, linie lotnicze, systemy rezerwacyjne, serwery, terminale płatnicze i infrastruktura telekomunikacyjna korzystają z precyzyjnie określonych stref czasowych.
Obecne przestawianie zegarków 2 razy w roku także powoduje komplikacje. Wymaga dostosowania rozkładów jazdy, synchronizacji urządzeń i uwzględniania powtarzającej się jesienią godziny.
Stały czas uprościłby część procesów w dłuższej perspektywie, ale przejście na UTC+1:30 oznaczałoby jednorazowe dostosowanie wielu systemów oraz konieczność uwzględnienia nietypowej strefy w relacjach międzynarodowych.
Argument o oszczędzaniu energii nie jest dziś tak mocny jak kiedyś
Jednym z historycznych powodów stosowania czasu letniego była chęć lepszego wykorzystania naturalnego światła i ograniczenia zużycia energii. Współczesne analizy nie dają jednak mocnych podstaw do stwierdzenia, że sezonowa zmiana czasu zapewnia znaczące oszczędności.
W materiale opartym na analizach Komisji Europejskiej wskazano, że wpływ systemu na zużycie energii jest trudny do jednoznacznego wykazania. Znaczenie ma między innymi rozpowszechnienie oświetlenia LED, klimatyzacji oraz nowoczesnych systemów ogrzewania.
Zmiana czasu sama generuje natomiast koszty organizacyjne – od transportu po systemy informatyczne.

Inżynier gastronomii i szef kuchni. Absolwent Gastronomii i Sztuki Kulinarnej na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. W redakcji łączy inżynierskie podejście do technologii żywności z wieloletnią praktyką za „sterami” profesjonalnej kuchni. Specjalizuje się w prześwietlaniu składów produktów, tropieniu „paragonów grozy” oraz wyjaśnianiu standardów sanitarnych. Jego teksty pomagają czytelnikom nie tylko lepiej gotować, ale przede wszystkim świadomie kupować i jeść bezpiecznie.