Ktoś przydrutował psa do drzewa. Odnalazł go człowiek rozbrajający wnyki

Średniej wielkości wielorasową sunię, wypatrzył w lesie człowiek, który codziennie szuka i usuwa pułapki zakładane przez kłusowników w miejscowości Brześce gmina Góra Kalwaria. Nie mogąc dodzwonić się do straży miejskiej zadzwonił do Animal Rescue Poland.
Fot. Animal Rescue Poland

„Widok był przerażający a sunia wylękniona i zrezygnowana siedziała ostatkiem sił.  Sunia bowiem nie mogła się położyć, gdyby się położyła to by się udusiła. Siedziała więc tak ostatkiem sił czekając na śmierć. Sunię natychmiast uwolniono i zawieziono do kliniki. Rozpoczęła się walka z usuwaniem masy kleszczy, sprawdzono chip. Numer telefonu podany w chipie był numerem telefonem do  Gabinetu Weterynaryjnego Pana D.R., który łapie psy i się zaczęła kołomyja i lawina niezrozumiałych dla nas zdarzeń” – opisuje zdarzenie Animal Rescue Poland.

„D.R. odmówił nam informacji o właścicielu, któremu wyadoptował psa. Stwierdził:, iż pies jest zarejestrowany na niego, więc on odpowiada za to co się z psem dzieje. Został poinformowany, że psa próbowano zabić i został przydrutowany do drzewa. Odpowiedź była taka” nie wiem czy był przywiązany, nie widziałem” – został więc poinformowany, że sprawa zostanie zgłoszona na policję. Zaraz po tej rozmowie pokazuje się na Facebooku ogłoszenie o tym, iż Pani J. W. szuka swojej suni, opisem pasującej do naszej przydrutowanej do drzewa suni. Pani napisała (na fb: Znalezione psy woj. Mazowieckiego) , że zaginęła 14/04,  że pisała maile do schroniska komercyjnego należącego do hycla D.R.  Pani napisała, że jej inny pies wyprowadził sunię i ją zgubił gdzieś. Pani napisała, że pies zaginął gdzieś pomiędzy Konstancinem Jeziorna a Górą Kalwarią. Czemu tak? Skoro zaginęła 10 km od Konstancina Jeziorna?  Czy dlatego, że Pan D.R. nie usłyszał od nas gdzie pies został znaleziony? Pani zobaczyła nasze ogłoszenie ale nie mogła się zgłosić do nas bo podobno nie posiada telefonu? Co okazało się nieprawdą. Dalej robi się jeszcze ciekawiej.

Nagle dzwoni do nas mama Pani J. To co nam opowiada wprawia nas w osłupienie, podaje wykluczające się wzajemnie fakty. Już w trakcie rozmowy wiedzieliśmy, iż musimy sprawdzić Panią, podającą się za właścicielkę. Zrozumieliśmy tyle, że Pani jest niepełnosprawna i nie jest wstanie zadbać o siebie, co dopiero o psa. Otrzymaliśmy adres Pani i pojechaliśmy.

Co stwierdzono na miejscu? Dom nieogrodzony, pani twierdzi, że nie wychodzi z domu. Kto więc wyprowadza psa? Pani rzeczywiście nie jest wstanie zadbać o siebie. Ktoś kto ma choć trochę poczucia odpowiedzialności nigdy takiej osobie nie powierzyłby opieki nad psem. Wg zeznań Pani, młody pracownik hycla D.R. przywoził jej psa za psem ale żaden jej się nie podobał, dopiero ta sunia jej się spodobała. Byliśmy w szoku. Nie mogliśmy stwierdzić czy Pani jest formalnie właścicielką psa bo nigdy nie otrzymała żadnej umowy adopcyjnej, nie posiadała książeczki zdrowia psa, nie zabezpieczyła jej przeciwko kleszczom……..więc wcześniej czy później i tak by pokonała ją choroba odkleszczowa. Spotykamy się z tym nie pierwszy raz.

Czy firma hycla D.R. nie podpisuje umów adopcyjnych z osobami, którym wydaje psy? Czemu? Czy nie wydaje książeczek zdrowia? Jaka metoda jest w tym szaleństwie? Czy hycla D.R. kompletnie nie interesuje los psów oddawanych do adopcji? Czy tak jest łatwiej jak psa ktoś ubije lub wyrzuci? Czy gminy, które płacą za odławianie psów dostają fałszywe informacje co do umów adopcyjnych?”– pyta się Animal Rescue Poland.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl