List nauczycielki do redakcji: „Jestem przerażona. Strajk ociera się o żenadę”

Napisała do nas Pani Hanna, która pracuje jako nauczycielka. Początkowo strajkowała ona razem z pozostałymi nauczycielami. Teraz jednak zmieniła zdanie i opisuję strajk ze swojej perspektywy.

Strajk Fot. Warszawa w Pigułce

Strajk (cyrk?) z perspektywy łamistrajka

Jestem nauczycielem, który strajkował w tym tygodniu. Zapowiedziałam, że od najbliższego poniedziałku już nie będę. Pękłam – tak twierdzą moi współpracownicy. Ja jednak uważam, że kolokwialnie mówiąc „poszłam po rozum do głowy”.

Wcale nie jest łatwo pisać te słowa, bo moja praca jest dla mnie najwspanialszą przygodą życia. Uwielbiam uczyć, to spełnienie moich marzeń. Aczkolwiek uważam, że warto napisać o tym, jak strajk odbieram z mojej perspektywy. Mam nadzieję, że ten tekst przeczytają Ci, którzy polską oświatę sprowadzają na bruk ośmieszenia. To jest ostatni moment, żeby zmienić swoją postawę. Mogłabym napisać więcej, jednak wiem, że niewielu nauczycieli przeczyta ten tekst.

Mają zupełnie inne zajęcia – stroje a’ la krowy, twórczość (wątpliwą) muzyczną. Sic! Być może osób myślących podobnie jak ja, jest więcej. Większość milczy – bo co powiedzą koledzy? Właśnie…a co koledzy robią? Przebierają się za krowy, muczą, nagrywają żenujące piosenki. Strajk zaczyna przypominać karykaturę protestu. Nie mam poczucia humoru? Mam. I to bardzo duże. Ale między humorem a kompromitacją jest granica, i niestety w oczach dużej części społeczeństwa została przekroczona. Ośmieszamy się. Obecna forma strajku ociera się o żenadę. Szpalery nauczycieli buczących na kolegów z komisji egzaminacyjnych to blamaż w najwyższej jakości. Generalnie jestem przerażona, bo nie spodziewałam się takich zachowań ze strony pedagogów. Jeszcze niedawno, w związku ze styczniowymi wydarzeniami w Gdańsku, razem organizowaliśmy apele, spotkania przeciwko mowie nienawiści.

Pytam: po co? Przecież były to puste słowa. Sami pokazujemy uczniom, że słowa takie jak „szacunek”, „tolerancja” to fikcja. Skoro po wejściu do szkoły, na „dzień dobry” słyszymy „łamistrajkom dziękujemy” i głośne buczenie, to chyba nie ma powodów denerwować się, gdy uczniowie po świętach zaczną zachowywać się podobnie? Czy udając krowę w miejscu pracy i publikując to w internecie mogłabym spojrzeć w oczy rodzicom podczas zebrań? Nie chciałabym mieć wychowawcy, który jest zdolny do takiego upodlenia. Pieniądze? Lepsze warunki? Mniej biurokracji? Jasne! Ale nie za wszelką cenę. Z tych samych powodów, dla których nie będę robić zdjęć przy wielkich plakatach przedstawiających te wdzięczne zwierzęta, nie będę np. biegać w negliżu w TV. Bo mam godność. Pedagodzy na pewno wiedzą, że młodzi ludzie w dużej mierze uczą się przez naśladownictwo. Dlaczego mam karać uczniów za niestosowny strój, który jest elementem oceny zachowania na półrocze? Przecież obecnie w miejscu pracy kadra paraduje w stroju krowy tudzież świni! W ostatnich dniach życie mnie zaskoczyło-myślałam, że od kilkunastu lat pracuję w placówce oświatowej. Jednak okazało się, że chyba pracuję … w oborze. Po prostu z poważnej sprawy urządza się wspomniany w tytule cyrk. Niestety taka jest prawda. Gorzka prawda.

Okrzyknięta mianem „łamistrajka”.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.