Mieszkasz w mieszkaniu w bloku? Został rok do końca. Potem grzywna 10 000 zł za małe urządzenie
Właśnie rozpoczął się ostatni pełny rok na wymianę w milionach polskich mieszkań. Termin końcowy mija 1 stycznia 2027 roku i jest nieprzekraczalny. Zarządcy budynków muszą zamontować nowe urządzenia, a brak realizacji oznacza kary finansowe przekraczające wartość używanego samochodu. Problem w tym, że większość mieszkańców nie sprawdziła jeszcze, czy ich liczniki wymagają wymiany.

Fot. Warszawa w Pigułce
Trzy litery, które decydują o problemie
Większość Polaków nie wie, że mechaniczny licznik z obracającymi się cyferkami, który wiernie służył przez ostatnie kilkanaście lat, już wkrótce stanie się powodem finansowych kłopotów. Nie chodzi o to, że urządzenie się zepsuło czy działa nieprawidłowo. Problem leży w braku trzech konkretnych liter na obudowie. Jeśli nie znajdziesz na swoim liczniku oznaczenia LZO, które jest skrótem od Licznika Zdalnego Odczytu, czeka cię obowiązkowa wymiana. To nie sugestia ani zachęta do modernizacji, to wymóg prawny wynikający z nowelizacji Prawa energetycznego, która weszła w życie jeszcze w 2021 roku, ale dała mieszkańcom ponad pięć lat na dostosowanie.
Nowoczesne urządzenia wcale nie wyglądają jak sprzęt z filmów science fiction. Producenci celowo projektują je tak, by przypominały tradycyjne liczniki i nie wzbudzały niepokoju konserwatywnych użytkowników. Różnica jest subtelna, ale kluczowa. Zamiast mechanicznych obrotowych cyfr na białych bębenku pojawia się cyfrowy wyświetlacz LCD, a gdzieś na obudowie widnieje wspomniane oznaczenie. Często licznik ma też małą antenę lub moduł radiowy, który zapewnia komunikację z centralnym systemem zarządcy. Dla osoby niewtajemniczonej różnice są minimalne, dlatego tak wielu mieszkańców wciąż nie wie, czy ich urządzenia spełniają nowe wymogi.
Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują skalę wyzwania. Około 6,8 miliona gospodarstw domowych ma już odpowiednie liczniki, co stanowi zaledwie 36 procent wszystkich lokali w kraju. Prosta matematyka wskazuje, że pozostałe 64 procent, czyli około 7 do 8 milionów mieszkań, wymaga wymiany w ciągu najbliższych 12 miesięcy. To gigantyczne przedsięwzięcie logistyczne, które wymaga skoordynowania prac tysięcy monterów, produkcji milionów urządzeń i zorganizowania dostępu do dziesiątek tysięcy budynków rozsianych po całym kraju. Przy obecnym tempie realizacji eksperci wyrażają poważne wątpliwości, czy wszystkie zainteresowane strony zdążą przed upływem terminu.
Bruksela wymusiła, Warszawa wykonuje
Cała operacja wymiany liczników nie jest polskim pomysłem ani lokalną inicjatywą jakiejś spółdzielni czy wspólnoty. To efekt unijnej dyrektywy 2018/2002 dotyczącej efektywności energetycznej, która zobowiązała wszystkie państwa członkowskie do cyfryzacji systemów pomiarowych w budynkach mieszkalnych. Polska miała obowiązek implementować te przepisy do własnego porządku prawnego, co nastąpiło poprzez nowelizację ustawy Prawo energetyczne w 2021 roku. Artykuł 16 tej ustawy jasno określa zakres wymagań. Właściciele i zarządcy budynków wielolokalowych muszą wymienić wszystkie ciepłomierze, podzielniki kosztów ogrzewania oraz wodomierze służące do pomiaru ciepłej wody użytkowej na wersje wyposażone w funkcję zdalnego odczytu.
Bruksela argumentuje, że automatyczne liczniki pozwolą mieszkańcom lepiej kontrolować swoje zużycie mediów, co przełoży się na oszczędności energii i realizację ambitnych celów klimatycznych Unii Europejskiej. Teoria brzmi przekonująco, praktyka okazuje się znacznie bardziej skomplikowana. Urządzenia rzeczywiście eliminują konieczność wpuszczania inkasenta do mieszkania i pozwalają na dokładniejsze rozliczenia w czasie rzeczywistym. Administrator widzi natychmiast, jeśli gdzieś pojawia się nienaturalnie wysokie zużycie, co może sygnalizować wyciek lub usterkę instalacji. System działa automatycznie, przesyłając dane radiowo, przez kable albo nawet przez sieć komórkową do centralnego komputera zarządcy.
Problem w tym, że elektroniczne urządzenia są o wiele bardziej wrażliwe na awarie niż mechaniczne liczniki, które mogły działać dekadę bez żadnych problemów. Przepięcia w sieci elektrycznej, wilgoć przenikająca do wnętrza urządzenia, zwykłe wyczerpanie baterii zasilającej moduł transmisyjny – każdy z tych czynników może unieruchomić nowoczesny licznik. Naprawa lub wymiana elektroniki kosztuje znacznie więcej niż serwis prostego mechanizmu. Mieszkaniec dużego miasta, który podzielił się swoją historią z lokalnym portalem, tłumaczył, że po zaledwie roku użytkowania nowego licznika urządzenie przestało działać z powodu rozładowanej baterii. Wizyta technika i wymiana kosztowała go 150 złotych, podczas gdy stary mechaniczny licznik służył przez 12 lat bez jakiejkolwiek interwencji serwisowej.
Bezpłatna wymiana, która kosztuje kilkaset złotych
Zarządcy i spółdzielnie mieszkaniowe lubią używać słowa bezpłatna w kontekście wymiany liczników. Przekaz jest uspokajający i ma sugerować, że mieszkańcy nie poniosą żadnych dodatkowych kosztów. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Bezpłatna oznacza w tym przypadku tylko tyle, że nikt nie dostanie osobnej faktury z napisem wymiana licznika i kwotą do zapłaty. Wszystkie wydatki związane z zakupem urządzeń i pracą monterów są natomiast wliczane w comiesięczne opłaty eksploatacyjne i rozkładane na okres od kilku miesięcy do nawet dwóch lat. Mieszkaniec nie widzi pojedynczej dużej kwoty, ale jego rachunki rosną o kilkadziesiąt złotych przez długi czas.
W najprostszych przypadkach wymiana jednego kompletu liczników w standardowym mieszkaniu kosztuje około 300 złotych. Ta kwota obejmuje zakup urządzenia, dojazd ekipy monterskiej i samą instalację. Lokale z dwoma pionami wodnymi, co jest częste w większych mieszkaniach, wymagają montażu dodatkowych urządzeń, co podnosi koszt do 500 złotych lub więcej. W sytuacjach skomplikowanych technicznie, gdzie trzeba przebudować część instalacji lub dostosować pomieszczenie techniczne, wydatki mogą przekroczyć 700 złotych na mieszkanie. Pracownik jednej ze spółdzielni mieszkaniowych, cytowany przez portal Money.pl, wyjaśniał wprost, że największy problem mają właściciele lokali z dwoma pionami, ponieważ muszą zapłacić za drugi elektroniczny licznik, co znacząco zwiększa całkowity koszt operacji.
Historia pewnej emerytki z Poznania idealnie ilustruje mechanizm ukrywania kosztów. Kobieta otrzymała oficjalne pismo od zarządu informujące o zbliżającej się wymianie liczników, która została określona jako bezpłatna dla mieszkańców. Dwa miesiące po zakończeniu prac zauważyła, że jej comiesięczna opłata za mieszkanie wzrosła o 80 złotych. Zaniepokojona zadzwoniła do zarządcy z pytaniem o przyczynę podwyżki. Usłyszała wtedy, że to rozłożenie kosztu wymiany liczników na raty. Kobieta, cytowana przez lokalny portal, mówiła wprost, że nie rozumie, jak wymiana może być bezpłatna, skoro przez rok płaci dodatkowo 80 złotych miesięcznie, co daje łącznie prawie tysiąc złotych. Dla wielu emerytów i osób o niskich dochodach taki wzrost opłat mieszkaniowych jest odczuwalnym obciążeniem budżetu domowego.
Zarządcy zwlekają, kalendarz nie czeka
Niektóre gminy i spółdzielnie mieszkaniowe zaczęły wymianę już dawno temu i są blisko ukończenia procesu. Gmina Hyżne realizuje obecnie wymianę 1500 wodomierzy głównych, co według planów potrwa około 2 do 3 miesięcy. Gmina Kolonowskie przeznaczyła aż 556 tysięcy złotych na wymianę zaledwie 800 liczników, co pokazuje, jak kosztowne jest to przedsięwzięcie w skali całego kraju. Towarzystwo Budownictwa Społecznego we Wrocławiu prowadzi wymianę ciepłomierzy u swoich najemców, a Spółdzielnia Mieszkaniowa Osiedle Młodych w Poznaniu wymienia wodomierze oraz podzielniki kosztów ogrzewania już od kilku lat i większość jej budynków ma odpowiednie urządzenia.
To jednak zdecydowanie za wolne tempo w porównaniu do skali wyzwania. Miliony mieszkań wciąż czekają na wymianę, a firmy montażowe zaczynają zgłaszać przeciążenie zamówieniami. Zarządcy tłumaczą opóźnienia trudnościami organizacyjnymi, brakiem wykwalifikowanych wykonawców na rynku i problemami z dostępnością mieszkańców podczas planowanych wizyt monterów. Przepisy nie przewidują jednak żadnych ustępstw, przedłużeń ani okresów przejściowych. Termin 1 stycznia 2027 roku jest nieprzekraczalny i nie ma znaczenia, czy zarząd miał problemy z znalezieniem firmy, czy mieszkańcy nie chcieli udostępnić lokali. Po tej dacie liczy się tylko jedno – czy liczniki spełniają wymogi, czy nie.
Mieszkaniec dużego miasta opisywał swoją frustrację na forum internetowym. Dostał w sierpniu pismo od zarządcy o planowanej wymianie liczników dopiero w listopadzie. Po 15 latach mieszkania w bloku nikt nigdy wcześniej nie wspominał o żadnej modernizacji liczników. Nagle przychodzi kartka z informacją, że trzeba udostępnić mieszkanie do wymiany, bo inaczej kary. Człowiek zastanawia się, czy zarządcy sobie z niego żartują, skoro mieli prawie cztery lata od wejścia przepisów w życie, a ruszyli dopiero teraz, gdy został zaledwie rok. Takich historii jest coraz więcej, a im bliżej końca 2026 roku, tym większa będzie panika i chaos organizacyjny.
Kary bez taryfy ulgowej i możliwość aresztu
Ustawodawca przewidział surowe konsekwencje dla tych, którzy zlekceważą obowiązek wymiany. Przepisy mówią jasno – grzywna do 10 tysięcy złotych za brak liczników z funkcją zdalnego odczytu po upływie terminu. To nie są puste groźby ani ostrzeżenia dla zasady. To konkretna sankcja, która może zostać nałożona przez urzędy gminne i inspektorów nadzoru budowlanego podczas kontroli budynków wielorodzinnych. W szczególnych przypadkach, gdy zaniedbanie jest rażące lub powtarzające się, możliwe jest nawet zastosowanie aresztu lub ograniczenia wolności wobec osób odpowiedzialnych za niedopełnienie obowiązku, czyli zazwyczaj członków zarządu wspólnoty mieszkaniowej.
Polska Izba Inżynierów Budownictwa wskazuje na pewne wyjątki od reguły. Jeśli odpowiednia analiza techniczno-ekonomiczna wykazałaby, że istniejący budynek nie ma możliwości technicznych lub ekonomicznych do montażu nowych liczników, obowiązek nie obowiązuje. W praktyce jednak takie zwolnienia dotyczą głównie bardzo starych kamienic z nietypową instalacją, małych budynków, gdzie koszt wymiany przewyższa potencjalne korzyści, lub sytuacji technicznych całkowicie uniemożliwiających montaż nowoczesnych urządzeń. Większość właścicieli i zarządców nie może liczyć na taką ulgę. Urzędy interpretują przepisy restrykcyjnie i każdy przypadek jest szczegółowo weryfikowany przez ekspertów.
Nie ma znaczenia, że mieszkaniec nie wiedział o obowiązku wymiany. Nie ma znaczenia, że zarząd zwlekał z działaniem przez lata. Nie ma znaczenia, że koszty są wysokie i obciążają budżety domowe. Od 1 stycznia 2027 roku brak odpowiednich liczników oznacza automatyczną podstawę do nałożenia kary. Pierwsze kontrole planowane są już na początek tego roku. Urzędy przygotowują listy budynków, które mogą nie zdążyć z wymianą. Priorytetowo kontrolowane będą duże wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie, gdzie skala zaniedbań może dotyczyć setek mieszkań jednocześnie. Stwierdzenie braków skutkuje wydaniem decyzji nakazującej natychmiastową wymianę oraz jednoczesnym nałożeniem grzywny. Brak reakcji na decyzję może skutkować zwiększeniem kary lub skierowaniem sprawy do sądu.
Kto poniesie konsekwencje finansowe
Teoretycznie odpowiedzialność za wymianę spoczywa na właścicielu lub zarządcy budynku wielolokalowego. We wspólnotach mieszkaniowych decyzję o wymianie musi podjąć zarząd lub administrator działający w imieniu właścicieli. Indywidualni mieszkańcy nie mogą sami zdecydować o wymianie liczników i zamówić monterów na własną rękę. Proces musi być skoordynowany dla całego budynku, ponieważ system zdalnego odczytu działa jako sieć połączonych urządzeń, które komunikują się z centralnym komputerem zarządcy. W praktyce jednak, jeśli zarząd nie dopełni obowiązku, konsekwencje finansowe poniosą wszyscy mieszkańcy proporcjonalnie do swoich udziałów w nieruchomości.
Kary nakładane na wspólnotę mieszkaniową są pokrywane z funduszu remontowego lub rozliczane jako dodatkowe opłaty na wszystkich właścicieli lokali. Jeśli zarząd działa nieudolnie, zwleka z decyzjami lub całkowicie ignoruje problem, to mieszkańcy zapłacą zarówno za późniejszą, często droższą wymianę, jak i za ewentualne kary urzędowe. Historia małżeństwa z Warszawy pokazuje, jak to działa w praktyce. Ich zarząd zwlekał z wymianą liczników do samego końca. W grudniu 2026 roku okazało się, że wszystkie firmy montażowe mają już zajęte terminy przed końcem roku. Zarząd musiał zatrudnić droższą firmę w trybie pilnym, co zwiększyło koszty wymiany o 40 procent. Dodatkowo wspólnota otrzymała upomnienie od urzędu i zapowiedź kontroli w styczniu 2027 roku, co mogło skutkować nałożeniem kary finansowej.
Dlatego tak ważne jest aktywne uczestnictwo mieszkańców w życiu wspólnoty i kontrolowanie działań zarządu. Jeśli jesteś członkiem zarządu wspólnoty lub spółdzielni mieszkaniowej, temat wymiany liczników powinien znaleźć się na agendzie najbliższego zebrania, jeśli jeszcze tam go nie ma. Im później rozpocznie się proces, tym większe ryzyko, że nie uda się go ukończyć przed terminem. Należy żądać od zarządcy konkretnego harmonogramu wymiany z nazwami firm wykonawczych, terminami montażu w poszczególnych budynkach i szczegółowym kosztorysem pokazującym, ile dokładnie zapłaci każdy mieszkaniec i w jakim okresie.
Jak dopilnować zarządu i uniknąć problemów
Transparentność kosztów to podstawowe prawo każdego członka wspólnoty. Zarząd powinien przedstawić szczegółową kalkulację obejmującą cenę jednostkową urządzenia, koszt montażu, koszty organizacji całego przedsięwzięcia i sposób rozłożenia wydatków na poszczególne lokale. Jeśli zarządca odmawia podania konkretnych informacji, unika odpowiedzi na pytania lub posługuje się ogólnikami w stylu wszystko jest w porządku albo rozliczenie nastąpi później, to sygnał ostrzegawczy. Członkowie wspólnoty mają prawo żądać pisemnych wyjaśnień i dokumentacji dotyczącej każdego większego wydatku ze wspólnego budżetu.
Warto rozważyć zebranie ofert od kilku różnych firm montażowych. Ceny wymiany liczników mogą się znacznie różnić w zależności od wykonawcy, jego doświadczenia, wykorzystywanego sprzętu i lokalnego rynku. Różnica między najtańszą a najdroższą ofertą potrafi wynosić nawet 30 do 40 procent. W dużych budynkach z setkami mieszkań oszczędność może sięgnąć dziesiątków tysięcy złotych, które pozostaną w funduszu remontowym zamiast trafić do wykonawcy. Nie należy się spieszyć z wyborem pierwszego lepszego wykonawcy tylko dlatego, że czas ucieka. Lepiej poświęcić kilka tygodni na porównanie ofert niż zapłacić znacznie więcej, niż było konieczne.
Wymiana musi obejmować wszystkie wymagane urządzenia jednocześnie. Zgodnie z przepisami wymienić trzeba ciepłomierze, podzielniki kosztów ogrzewania i wodomierze do pomiaru ciepłej wody użytkowej. Połowiczna wymiana, gdzie zarząd zdecyduje się na modernizację tylko części urządzeń, to strata pieniędzy i konieczność powtórzenia całej procedury w późniejszym terminie. System zdalnego odczytu działa optymalnie tylko wtedy, gdy wszystkie elementy są ze sobą kompatybilne i komunikują się w ramach jednej sieci. Montaż urządzeń różnych producentów w różnym czasie może prowadzić do problemów technicznych i wyższych kosztów eksploatacji.
Jeśli zarząd całkowicie ignoruje temat wymiany liczników lub odkłada go w nieskończoność, mieszkańcy mają prawo złożyć wniosek o zwołanie nadzwyczajnego zebrania właścicieli. Do takiego wniosku wystarczy zebrać podpisy odpowiedniej liczby członków wspólnoty określonej w statucie. Nadzwyczajne zebranie może podjąć uchwałę o wymuszeniu działań na zarządzie lub nawet o jego odwołaniu, jeśli bezczynność zagraża interesom wspólnoty. Lepiej wymusić działania teraz, gdy jest jeszcze rok na zorganizowanie wymiany, niż czekać biernie do ostatniej chwili, gdy zabraknie już czasu i firm montażowych gotowych podjąć się zlecenia.
Co musisz zrobić w najbliższych tygodniach
Pierwszym krokiem jest weryfikacja, czy twoje liczniki wymagają wymiany. Idź do łazienki, pomieszczenia technicznego lub gdziekolwiek znajdują się twoje liczniki wody i ciepła. Sprawdź, czy mają cyfrowy wyświetlacz i oznaczenie LZO na obudowie. Jeśli widzisz klasyczne obracające się cyferki na białych bębenkach, masz niemal pewność, że wymiana jest konieczna. Jeśli nie jesteś pewien, nie zgaduj i nie przyjmuj żadnych założeń. Skontaktuj się z administratorem budynku, zarządem wspólnoty lub spółdzielnią. Poproś o pisemne potwierdzenie, że urządzenia w twoim mieszkaniu spełniają wymogi przepisów. Nie przyjmuj ustnych zapewnień w stylu chyba mamy nowe czy powinno być dobrze. To twój portfel jest na linii, więc wymagaj konkretów i dokumentacji.
Jeśli okaże się, że wymiana jest konieczna, a zarząd jeszcze nie rozpoczął żadnych działań, poproś o szczegółowe informacje o planach i harmonogramie. Zapytaj, która firma będzie wykonywać wymianę, kiedy rozpoczną się prace w twoim budynku, ile będzie kosztować wymiana i jak zostanie rozliczona na mieszkańców. Jeśli zarząd nie potrafi odpowiedzieć na te podstawowe pytania, to oznacza, że albo nie ma planu działania, albo zwleka z jego realizacją, licząc, że jakoś się ułoży. W takiej sytuacji należy zacząć wywierać presję, angażować innych mieszkańców i domagać się konkretnych terminów.
Przygotuj się finansowo na dodatkowe wydatki. Mimo całej retoryki o bezpłatnej wymianie, suma od 300 do 500 złotych, a w niektórych przypadkach nawet więcej, zostanie rozliczona na twoje miesięczne opłaty eksploatacyjne. Może to oznaczać wzrost comiesięcznych opłat o 30 do 80 złotych przez rok lub nawet dłużej. Dla rodzin z ograniczonym budżetem, szczególnie emerytów żyjących z niskich świadczeń, to może być odczuwalny cios. Warto o tym wiedzieć z wyprzedzeniem i odpowiednio zaplanować domowe finanse, zamiast być zaskoczonym nagłym wzrostem rachunków za mieszkanie.
Nie odkładaj weryfikacji na później. Im bliżej stycznia 2027 roku, tym większy będzie chaos, dłuższe kolejki do firm montażowych i wyższe ceny wymuszone popytem przewyższającym podaż. Zarządcy, którzy zaczną działać dopiero w drugiej połowie 2026 roku, mogą mieć ogromny problem ze znalezieniem wykonawcy gotowego podjąć się zlecenia w rozsądnym terminie. Firmy będą mogły dyktować warunki, podnosić ceny i wybierać najłatwiejsze zlecenia, ignorując te bardziej skomplikowane lub mniej opłacalne. Mieszkańcy, którzy nie udostępnią mieszkań w zaplanowanych terminach albo będą utrudniać prace, mogą zostać z problemem nie do rozwiązania przed upływem deadline.
Rewolucja, która zmieni codzienność milionów
Wymiana liczników to jedno z największych przedsięwzięć modernizacyjnych w polskim mieszkalnictwie od lat. Dotknie milionów gospodarstw domowych, pochłonie miliardy złotych i zmieni sposób, w jaki rozliczamy zużycie mediów. Koniec ery inkasenta pukającego do drzwi z kartką papieru i długopisem. Koniec z wymówkami, że byłeś nieobecny i nie mogłeś podać odczytu. Wszystko będzie działo się automatycznie, w tle, bez udziału człowieka. System przesyła dane, komputer przetwarza liczby, rachunek trafia do skrzynki pocztowej lub mailowej. Brzmi wygodnie i nowoczesnie.
Pytanie tylko, czy Polska jest gotowa na tak masową operację w ciągu zaledwie 12 miesięcy. Eksperci mają poważne wątpliwości. Przy obecnym tempie wymiany i liczbie dostępnych monterów, znaczna część budynków może po prostu nie zdążyć. A gdy upłynie termin, zaczną się kontrole, kary i długotrwałe procedury administracyjne. Mieszkańcy zapłacą podwójnie – raz za spóźnioną wymianę, drugi raz za grzywnę nałożoną na wspólnotę. Dlatego tak ważne jest działanie już teraz, weryfikacja stanu liczników, wywieranie presji na zarządy i dopilnowanie, żeby wszystko zostało zrobione na czas.
Pozostał rok. Dwanaście miesięcy na wymianę milionów urządzeń w milionach mieszkań. Zegar tyka, termin jest nieprzekraczalny, a konsekwencje niedopełnienia obowiązku będą dotkliwe. Nie ma czasu na zwlekanie, wątpliwości ani odkładanie sprawy na później. Czas działać jest teraz.
Redaktor naczelny portalu. Absolwent Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zawodowo interesuje się prawem i ekonomią.