„Nikt nie pomyślał bo to nie ich dziecko”. Czytelniczka pisze list do redakcji
„Postanowiłam napisać na temat, który jest dosyć często poruszany w Państwa postach. Temat znieczulicy w komunikacji miejskiej. Wczoraj jadąc autobusem 401 w stronę Ursusa Niedźwiadek byłam świadkiem takiej sytuacji widocznej na zdjęciu” – pisze nasza Czytelniczka.

„Dziecko siedziało na podłodze autobusu przytrzymywane nogami ojca. W autobusie nie było tłoku jednak wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Nikt nie ustąpił miejsca dziecku. Zarówno mężczyźni jak i kobiety – NIKT nie widział dziecka a raczej nie chciał widzieć! Nikt nie pomyślał, że przy hamowaniu autobusu dziecko może uderzyć głową w metalowe pręty. Nikt nie pomyślał bo to nie ich dziecko. Pytanie do ZTM gdzie są oznaczone miejsca w autobusach dla dzieci, kobiet w ciąży, starszych osób czy niepełnosprawnych”? „Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci” i serdecznie życzę wszystkim, którzy dzisiaj mają w sobie znieczulice żeby właśnie takiej znieczulicy doświadczyli na starość” – kończy swój apel Czytelniczka.
Od siebie dodamy tylko, że takie miejsca istnieją. W większości autobusów oznaczone są niebieskim „ludzikiem” z laską. To najczęściej poczwórne siedzenia na parterze, blisko wejścia do pojazdu. Problem tylko w tym, że siedzą tam nie te osoby, które powinny.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.