Nowy raport: to dopiero początek. Nadchodzi dramat, szczególnie w Warszawie
Badanie przeprowadzone przez Grant Thornton wśród setek polskich firm ujawniło coś, czego makroekonomiczne wskaźniki nie pokazują wprost: 60 procent średnich i dużych przedsiębiorstw planuje w 2026 roku podwyżki cen. Dla Warszawy, gdzie presja płacowa jest najsilniejsza w kraju, a dominującą branżą są usługi drożejące teraz najszybciej, to szczególnie istotny sygnał, a dla wielu rodzin wręcz dramatyczna wiadomość.

Marzec zmienił obraz roku – inflacja odbija i GUS to potwierdza
Styczeń i luty 2026 wyglądały dobrze. Główny Urząd Statystyczny raportował wzrost cen na poziomie 2,1 procent rok do roku – wyraźnie poniżej celu NBP wynoszącego 2,5 procent. Analitycy pisali o „miękkim lądowaniu inflacji”. Marcowe dane to podejście skomplikowały: CPI skoczyło do 3,0 procent r/r – najwyżej od 8 miesięcy, o całe 0,9 punktu procentowego powyżej odczytu z lutego.
Za marcowym skokiem stoją głównie paliwa – droższe o 8,5 procent rok do roku wobec wzrostu cen ropy po napięciach na Bliskim Wschodzie. Jednak poniżej powierzchni tego jednorazowego szoku dzieje się coś strukturalnego, co GUS raportuje od początku roku: usługi drożeją o 5 procent rocznie, podczas gdy towary – tylko o 2,2 procent. Ta rozbieżność nie jest przypadkowa i właśnie ona tłumaczy, dlaczego raport Grant Thornton na 2026 rok nie jest zaskoczeniem dla nikogo, kto patrzył na dane z bliska.
Szczegółowe dane lutowe GUS pokazują, które kategorie pchają inflację usługową w górę: użytkowanie mieszkania i rachunki za energię podrożały o 4,3 procent r/r, restauracje i usługi zakwaterowania o 4,6 procent, zdrowie o 4,8 procent, napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe o 6,9 procent, informacja i komunikacja o 4,3 procent. To są wydatki, które Warszawiak ponosi codziennie – i które rosną szybciej niż oficjalny wskaźnik inflacji.
Sześć na dziesięć firm planuje podwyżkę. Większość powie „5 do 7 procent”
Badanie International Business Report, realizowane co roku przez Grant Thornton International wśród ok. 10 tys. właścicieli i zarządów firm na całym świecie, w Polsce obejmuje 100 średnich i dużych przedsiębiorstw. Wyniki za 2026 rok są jednoznaczne: 60 procent ankietowanych firm deklaruje zamiar podniesienia cen w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Rok wcześniej takich firm było 57 procent. Obniżki planuje zaledwie 3 procent, co daje tak zwany wskaźnik netto na poziomie 57 punktów procentowych.
Dla porównania: w rekordowym 2022 roku, gdy inflacja dobijała do 18 procent, wskaźnik ten przekraczał 80 punktów. Teraz jest niższy – ale nadal wysoki, i co ważniejsze, rośnie drugi rok z rzędu. Bardziej wymowna jest skala planowanych podwyżek:
| Planowana podwyżka cen | Odsetek firm |
|---|---|
| 3-4 proc. | 33 proc. |
| 5-7 proc. | 38 proc. |
| 8-10 proc. | 10 proc. |
| powyżej 11 proc. | 8 proc. |
Najczęstsza odpowiedź to podwyżka o 5-7 procent – dwu- lub trzykrotnie wyższa od marcowego CPI. *”Kiedy już wszystko wskazuje na to, że okres postpandemicznej wysokiej inflacji mamy za sobą, szefowie średnich i dużych firm planują znaczące podwyżki cen. Skąd ta rozbieżność? Na inflację konsumencką składają się nie tylko ceny towarów i usług produkowanych w kraju, ale też ceny energii elektrycznej i gazu oraz towary importowane, a te będą stabilne i będą ograniczały inflację”* – wyjaśnił Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton, cytowany w raporcie firmy. Grant Thornton prognozuje inflację na 2026 rok na poziomie 2,8 procent – powyżej konsensusu rynkowego – i zapowiada jej wyraźniejszy wzrost w 2027 roku, gdy planowane teraz podwyżki cen producenckich w pełni przełożą się na konsumentów.
Dlaczego firmy podnoszą ceny mimo spokojnych wskaźników?
Za deklarowanymi podwyżkami stoją 2 twarde powody, których GUS nie ukrywa. Pierwszy to koszty pracy – wskazywane przez 64 procent ankietowanych firm jako istotna bariera rozwoju. To jeden z najwyższych wyników w historii badania, choć niższy niż w latach 2022-2023, gdy przekraczał 70 procent. Mechanizm jest prosty: niskie bezrobocie daje pracownikom silną pozycję negocjacyjną, płace rosną, firmy nie są w stanie wchłonąć całego wzrostu kosztów z marż i przerzucają część na klientów.
Drugi powód to wciąż wysokie koszty energii – bariera dla 59 procent firm. To znaczący spadek względem szczytu kryzysu energetycznego (wówczas powyżej 80 procent), ale nadal poziom, który zmusza do rewizji cenników. Dotyczy to szczególnie firm produkcyjnych, transportowych i budowlanych, gdzie energia to kluczowy składnik kosztów. Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem – z globalnego rankingu IBR, obejmującego 38 krajów, wynika, że w 9 z nich odsetek firm planujących podwyżki przekracza polski poziom 60 procent. Najwyżej w zestawieniu jest Nigeria (82 procent) i Turcja (80 procent), gdzie działają głęboki kryzys walutowy i chroniczna wysoka inflacja. Dalej Wielka Brytania i Indie – po 70 procent.
Warszawa pod szczególną presją – bezrobocie 1,5 proc. i 19 zawodów bez ludzi
Dla warszawskiego rynku opisywana przez Grant Thornton presja płacowa ma wymiar wyjątkowo konkretny. Według danych Urzędu Pracy m.st. Warszawy, w styczniu 2026 roku stopa bezrobocia rejestrowanego w stolicy wynosiła 1,5 procent – przy krajowym wskaźniku na poziomie około 6 procent. To oznacza, że firmy działające w Warszawie funkcjonują w warunkach permanentnego niedoboru pracowników, co bezpośrednio napędza spiralę płac.
Barometr zawodów 2026, opracowany na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, potwierdza skalę problemu. Na Mazowszu zidentyfikowano 19 grup zawodów deficytowych – dotyczą m.in. medycyny i opieki, edukacji, sektora TSL (transport, spedycja, logistyka), finansów i służb mundurowych. *”Szczególnie trudną sytuację mamy nadal w służbie zdrowia i opiece oraz w szkolnictwie branżowym”* – ocenił Artur Pozorek, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie, cytowany w raporcie Barometru. Różnica wynagrodzeń między Mazowszem a najsłabiej płacącymi regionami przekracza 3 000 zł brutto miesięcznie. Warszawa jest liderem krajowym pod względem płac – i właśnie dlatego firmy tu zlokalizowane odczuwają presję kosztów pracy najmocniej.
Miasto usług płaci za usługi. I tu rosną ceny najszybciej
Warszawa to gospodarka usługowa w stopniu niespotykanym w innych polskich miastach. Gastronomia, IT, doradztwo, zdrowie prywatne, edukacja, naprawa i remonty – to branże, w których koszty pracy stanowią dominujący składnik ceny usługi. Dokładnie te same branże, w których pracowników brakuje najbardziej. I dokładnie te same, w których inflacja jest teraz najwyższa: GUS w lutym 2026 raportował wzrost cen restauracji i zakwaterowania o 4,6 procent r/r, zdrowia o 4,8 procent.
Jeśli za usługę remontu łazienki płaciłeś rok temu 20 000 zł, dziś możesz spodziewać się wyceny o 1 000-1 400 zł wyższej – wyłącznie z powodu inflacji usługowej. Za wizyty u specjalistów prywatnych, w serwisach samochodowych, u fryzjera – ta sama logika. Firma usługowa działa w Warszawie przy najniższym bezrobociu w Polsce i na jednym z droższych rynków najmu powierzchni. Podwyżka cen to nie decyzja strategiczna – to często konieczność utrzymania rentowności.
Kiedy to uderzy w portfel – prognoza na drugą połowę 2026 i 2027 rok
Grant Thornton prognozuje, że inflacja konsumencka w 2026 roku wyniesie średnio 2,8 procent – wyżej od konsensusu rynkowego, ale nadal w granicach akceptowalności. Wyraźniejszy wzrost firma zapowiada dopiero w 2027 roku, gdy planowane teraz podwyżki producenckie w pełni znajdą odzwierciedlenie w cenach detalicznych. Marcowy skok do 3 procent, wywołany głównie przez ceny paliw, jest w tej analizie raczej zakłóceniem niż stałym trendem.
Analitycy NBP po marcowych danych utrzymali stopy bez zmian, sygnalizując postawę „wait and see”. Obniżka VAT i akcyzy na paliwa, zapowiedziana jako odpowiedź na wzrost cen ropy, ma amortyzować szok i sprowadzić inflację poniżej 2,5 procent już w kwietniu. Pytanie brzmi, czy uda się utrzymać ten poziom do końca roku, gdy – zgodnie z deklaracjami zebranych przez Grant Thornton firm – kolejne cenniki zaczną obowiązywać. Odpowiedź będzie zależeć przede wszystkim od tego, co wydarzy się na globalnych rynkach surowców. Na dynamikę krajowych kosztów pracy – a ta jest teraz głównym motorem podwyżek – żaden zewnętrzny szok nie ma wpływu.
Największe podwyżki poczujesz tam, gdzie nie ma paragonu
Wzrost cen o 5-7 procent w skali roku w sektorze usług jest wyższy, niż wskazuje oficjalny wskaźnik inflacji – i wyższy niż większość podwyżek wynagrodzeń pracowników etatowych. Realna siła nabywcza spada, nawet jeśli GUS spokojnie raportuje 2-3 procent.
Praktyczna rada: jeśli planujesz większy remont, zakup sprzętu AGD RTV lub zamierzasz zlecić usługę, której cena jest teraz znana – warto to zrobić przed jesienią. Firmy budowlane i remontowe wkalkulowują wyższe koszty energii i materiałów w nowe wyceny kwartał po kwartale. Wycena z maja może być o kilkanaście procent niższa od tej z października – nie dlatego, że firma zarobi mniej, ale dlatego, że właśnie teraz trwa „przesunięcie” kosztów w ceny. Jeśli regularnie korzystasz z prywatnej opieki zdrowotnej, zapisz się na wizytę kontrolną wcześniej – cenniki u specjalistów zmieniają się najczęściej właśnie jesienią, przy nowym roku rozliczeniowym.
Dla domowego budżetu najważniejsze jest jedno: inflacja „oficjalna” i inflacja „odczuwana” to dwie różne liczby. GUS liczy koszyk dla całej Polski; jeśli mieszkasz w Warszawie i korzystasz głównie z usług, twój realny wzrost cen jest bliższy 5 niż 3 procentom.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.