Odbierasz taki telefon? Natychmiast się rozłącz. Kobieta straciła niemal 200 tys. zł
Rzecznik Finansowy ostrzega przed nowym, wyjątkowo niebezpiecznym wariantem oszustwa. Przestępcy przekonują ofiarę, że jej dane wyciekły, karta została zablokowana i trzeba przekazać ją „kurierowi”, który dostarczy ją odpowiednim służbom. Jedna z klientek uwierzyła w przygotowaną historię. W ciągu kilku godzin z jej konta zniknęło niemal 200 tys. zł. Rzecznik mówi wprost: nawet rzekomo zablokowanej lub zastrzeżonej karty nie przekazujemy nikomu.

Ostrzeżenie zostało opublikowane przez Rzecznika Finansowego 2 września 2026 roku. Sprawa pokazuje, jak rozbudowane stały się metody stosowane przez oszustów. Nie wystarcza im już jeden telefon czy prosty SMS. Potrafią prowadzić ofiarę przez kolejne etapy, podszywać się pod kilka instytucji i przesyłać dokumenty mające wyglądać jak oficjalne.
Najpierw telefon o wycieku danych
W opisanej przez Rzecznika sprawie kobieta odebrała telefon z informacją, że jej dane osobowe miały wyciec.
Początkowo zachowała się prawidłowo – nabrała podejrzeń i zakończyła rozmowę.
Przestępcy jednak nie odpuścili.
Po kilku minutach zadzwonili ponownie. Tym razem zaczęli przekonywać, że chcą pomóc jej w zabezpieczeniu danych i karty płatniczej.
SMS miał wyglądać jak wiadomość od NBP
Aby uwiarygodnić całą historię, oszuści wysłali kobiecie wiadomość z numeru, który miał być powiązany z Narodowym Bankiem Polskim.
Następnie kontakt przeniósł się również na WhatsApp.
Tam ofiara otrzymała dokument PDF, który miał wyglądać jak oficjalne zaświadczenie Komendy Stołecznej Policji o wszczęciu postępowania w związku z oszustwem dokonanym na jej szkodę. Dokument zawierał logo oraz dane mające sprawiać wrażenie autentycznych.
To był kolejny element budowania wiarygodności.
Kazali wejść do prawdziwej aplikacji bankowej
Co szczególnie niebezpieczne, przestępcy nie musieli od razu kierować kobiety na fałszywą stronę.
Według Rzecznika Finansowego instruowali ją, jak korzystać z prawdziwej aplikacji bankowej. Wiedzieli, jak wygląda jej interfejs i prowadzili klientkę przez kolejne czynności.
Kobieta została nakłoniona do wystąpienia o nową kartę i dezaktywowania dotychczasowej. W tym samym czasie otrzymała kolejny fałszywy dokument, tym razem mający potwierdzać zabezpieczenie starej karty.
To bardzo ważny element tego oszustwa. Sama obecność prawdziwej aplikacji bankowej na ekranie nie oznacza, że osoba prowadząca rozmowę jest pracownikiem banku.
Kobieta chciała przeciąć kartę. Oszuści ją powstrzymali
Poszkodowana chciała sama zniszczyć nieaktywną już kartę.
Wtedy usłyszała kolejną historię: karta ma być podobno ważnym dowodem w sprawie i należy ją przekazać odpowiedniej jednostce policji.
Przestępcy zapowiedzieli więc odbiór.
Kiedy pojawił się „kurier”, kobieta oddała mu swoją kartę.
Właśnie tego nie wolno robić.
W kilka godzin zniknęło niemal 200 tys. zł
Po przejęciu karty oszuści przystąpili do działania.
Rzecznik Finansowy podaje, że w ciągu kilku godzin konto kobiety zostało wyczyszczone, a strata wyniosła niemal 200 tys. zł.
Rzecznik Finansowy nagłośnił tę sprawę właśnie dlatego, że ofiara początkowo rozpoznała zagrożenie. Mimo to wieloetapowa manipulacja sprawiła, że ostatecznie uwierzyła oszustom.
To pokazuje, że przestępcy coraz częściej nie liczą na jedną impulsywną decyzję. Budują całą historię i stopniowo zdobywają zaufanie.
Używali prawdziwych nazwisk pracowników banku
Sprawa miała jeszcze jeden szczególnie niepokojący element.
Po oszustwie kobieta udała się do swojego banku i podała nazwiska osób, które wcześniej przedstawiały się jej jako pracownicy instytucji.
Okazało się, że osoby o takich imionach i nazwiskach rzeczywiście pracowały w banku, ale nigdy nie kontaktowały się z klientką.
Samo sprawdzenie nazwiska w internecie może więc nie wystarczyć.
Oszuści mogą wcześniej znaleźć dane prawdziwych pracowników i użyć ich w rozmowie.
Rzecznik Finansowy: zakończ rozmowę i zadzwoń samodzielnie
Jeśli rozmówca twierdzi, że jest pracownikiem banku, policji albo innej instytucji i pojawia się choćby cień wątpliwości, Rzecznik Finansowy rekomenduje zakończenie rozmowy.
Następnie należy samodzielnie znaleźć oficjalny numer danej instytucji i zadzwonić do niej.
Nie należy pozwalać podejrzanemu rozmówcy na „przełączenie” nas do kolejnego pracownika.
Rzecznik przypomina również, że banki i instytucje publiczne nie kontaktują się z klientami przez komunikatory takie jak WhatsApp w sposób opisany w tym oszustwie. Zdjęcie profilowe czy logo instytucji można bardzo łatwo zmienić.
Karty nie oddajemy nikomu
Najważniejszą zasadę warto zapamiętać dosłownie:
Karty płatniczej nie przekazujemy obcej osobie.
Nie zmienia tego informacja, że karta została rzekomo:
zablokowana, dezaktywowana, zastrzeżona albo potrzebna policji jako dowód.
Rzecznik Finansowy wyraźnie ostrzega, aby jej nie oddawać.
Jeżeli karta rzeczywiście wymaga zastrzeżenia, należy zrobić to samodzielnie przez bank, a następnie postępować według jego oficjalnych instrukcji.
Pieniądze zniknęły? Trzeba działać natychmiast
Jeżeli doszło już do podejrzanej lub nieautoryzowanej transakcji, Rzecznik Finansowy zaleca przede wszystkim niezwłoczny kontakt z bankiem. Chodzi o jak najszybsze zablokowanie dalszych operacji i zabezpieczenie rachunku.
Następnie warto zgłosić incydent do CERT Polska oraz zawiadomić policję. Rzecznik rekomenduje uzyskanie potwierdzenia zgłoszenia sprawy i dołączenie go do reklamacji składanej w banku.
Temat nie jest marginalny. Zaledwie kilka dni temu UOKiK informował również o decyzjach dotyczących sposobu rozpatrywania przez cztery duże banki zgłoszeń klientów dotyczących nieautoryzowanych transakcji płatniczych.
Jedno zdanie może uratować oszczędności
Jeżeli ktoś zadzwoni i powie:
„Pańska karta jest zablokowana. Przyjedzie kurier i ją odbierze”
– nie wykonuj poleceń rozmówcy.
Rozłącz się i samodzielnie zadzwoń do banku na numer podany na jego oficjalnej stronie lub na karcie.
Historia opisana przez Rzecznika Finansowego skończyła się stratą niemal 200 tys. zł, mimo że kobieta na początku sama podejrzewała oszustwo. To właśnie dlatego urząd zdecydował się nagłośnić nową metodę.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.