Pijany rasista zaatakował w metrze. Składy wstrzymano

„Jak ktoś miał ok. 18:30 przestój metra, to dlatego, że zatrzymalem skład, żeby zatrzymać i złożyć zawiadomienie na tego rasiste z obrazka.” – informuje Pan Adam na Facebooku. 

Fot. Pan Adam

„Wcześnie w wagonie osaczył, darł mordę i szarpał przerażonego pasażera za to, że „nie jest Polakiem”. Dobrze, że jakoś się spodziewałem bycia świadkiem czegoś takiego – prędzej czy później – i się nie zastanawiałem co zrobić: wepchnąłem się miedzy niego a ofiare, a gdy metro sie zatrzymalo na stacji Ratusz trzymałem drzwi otwarte tak, zeby metro ze sprawcą nie moglo ruszyć do przyjazdu policji (ofiara uciekła). Na początku liczylem, że w tym celu wystarczy tylko wołać „policja!” na peron, ale jakoś nikt nie przychodził. Dopiero po chwili sobie przypomnialem o domofonie do konduktora, którego instrukcje tyle razy przeciez czytalem. Zdziwiło mnie ze ochrona metra potrzebowala na dotarcie jakies 15 min, a zawsze ich tylu widze. Pozytywnie zdziwilo mnie zaś, ze nikt z pasazerow nie mial pretensji, że wstrzymuje metro, przeciwnie, nagle wszyscy sie obudzili i też dopingowali, zebym nie puszczał drzwi i sprawce trzeba zatrzymać. Wcześniej jednak nikt nie zareagował, choć było pełno ludzi, a ja ten atak widziałem i slyszalem z odległosci połowy wagonu. Ostatecznie coraz wiecej ludzi zaczelo sie do blokady drzwi przyłączać, jakby się ośmielili, nawet jakby wiwatując kiedy ochrona w koncu przyszla i zgarneła delikwenta, ba, na fali entuzjazmu czynem obywatelskim dwoje pasażerów wyszło świadkować. Jeden powtarzał, ze teraz mu głupio, ze sam nic nie zrobił, ale się bał. Tak sobie myśle, ze to nie strach, bo ja też się bałem, ale raczej to, że ludzie się dali zaskoczyć, bo nie byli przygotowani, jak sie zachować.

I wlaśnie dlatego powyższe napisałem tak szczegółow – poza tym, że w celach samochwalczych (no ba!) – ale aby pomóc innym się przygotować na taką sytuacje, bo to chyba musi mocno boleć później, że sie nic nie zrobiło. A przygotowanie do reakcji na agresje są ważne, bo człowiek do niej nieprzyzwyczajony łatwo zastygna w bezruchu i wahaniach.

Epilog: dopiero skonczylem skladac zeznania. Na samym peronie stalismy z policja z godzine czekajac na instrukcje dyżurnego co do moich zeznań. Nawet napastnik zasnął z nudów (choć na początku w ogole nie wydawał się pijany – ale był).

Wskazówka: nie dajcie się spławić policji tekstem, ze wpisanie czegos przez policjanta do notatnika jest przyjeciem zawiadomienia o przestępstwie i upierajcie się, że chcecie złożyć zawiadomienie i uzyskać tego potwierdzenie pisemne. Bez tego procedura nie ruszy, a sprawca nie bedzie ukarany, bo nie bedzie sprawy. Policja nie lubi zawiadomień, bo przeze mnie caly komisariat miał robotę na caly wieczór (srsly, to całe morze formalnosci). Mam szczescie, ze dostarczyłem im sprawcę i przynajmniej statystyk wykrywalności nie obniżyłem, bo bym siedział dłużej niż sprawca na izbie wytrzezwień.” – kończy swą opowieść Pan Adam.

Fot. Pan Adam

Copyright © 2016-2018 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.