Pilne. USA ewakuują dyplomatów i przemieszczają wojska. Alarm na Bliskim Wschodzie
Stany Zjednoczone podejmują nadzwyczajne działania na Bliskim Wschodzie. Amerykański Departament Stanu nakazał części dyplomatów i ich rodzinom opuszczenie Arabii Saudyjskiej, a wojsko przemieszcza siły i kieruje do regionu kolejne okręty. Jednocześnie pojawiają się doniesienia o izraelskich planach nowych uderzeń na Iran. Sytuacja jest napięta, a światowe media ostrzegają przed możliwością ponownej eskalacji konfliktu.

Pilna decyzja Waszyngtonu. Dyplomaci mają opuścić placówki
W środę, 21 października, agencja Reuters poinformowała, powołując się na amerykańskich urzędników, że Departament Stanu przygotowuje ograniczenie personelu placówek dyplomatycznych w państwach Zatoki Perskiej.
Jeszcze tego samego dnia Associated Press potwierdziła, że amerykańskie władze nakazały pracownikom, których obecność nie jest niezbędna do funkcjonowania placówek, oraz członkom ich rodzin opuszczenie Arabii Saudyjskiej.
Decyzja obejmuje ambasadę w Rijadzie oraz amerykańskie konsulaty w tym kraju. W pozostałych państwach regionu przewidywane są tymczasowe zmiany w obsadzie placówek dyplomatycznych.
Powodem są obawy przed kolejnymi atakami zbrojnymi. Szczególne zagrożenie stanowią rebelianci Huti z Jemenu, wspierani przez Iran.
Amerykańskie władze ostrzegają, że walki mogą szybko rozszerzyć się poza obszary, na których obecnie dochodzi do ataków.
Amerykanie przemieszczają wojska. Trzeci lotniskowiec zmierza do regionu
Niepokojące informacje dotyczą również amerykańskich sił zbrojnych.
Jak informuje „The Wall Street Journal”, Stany Zjednoczone przygotowują różne warianty operacji wojskowych przeciwko Iranowi. W regionie znajdują się obecnie dwie grupy uderzeniowe lotniskowców, a trzecia zmierza na Bliski Wschód z Pacyfiku.
Amerykanie kierują tam również dodatkowy okręt desantowy z piechotą morską.
Jednocześnie część żołnierzy została przeniesiona z baz, które mogłyby stać się celem ataków odwetowych. To działanie ma ograniczyć potencjalne straty w przypadku ponownego wybuchu intensywnych walk.
Według amerykańskiego dziennika w regionie znajduje się obecnie około 20 okrętów wojennych USA. Przybycie kolejnych jednostek może znacząco zwiększyć możliwości prowadzenia operacji wojskowych.
Nie wiadomo jednak, czy wszystkie trzy grupy lotniskowców pozostaną na Bliskim Wschodzie jednocześnie.
Izrael przygotował plany uderzeń na Iran. Operacja miała rozpocząć się wcześniej
Jeszcze poważniejsze informacje opublikował 21 października „Financial Times”.
Według dziennika premier Izraela Benjamin Netanjahu polecił wojsku przygotowanie kolejnej dużej ofensywy przeciwko Iranowi.
Planowana operacja miała rozpocząć się w weekend 10 października i obejmować kilkudniowe bombardowania. Wśród potencjalnych celów wymieniano obiekty nuklearne, infrastrukturę energetyczną oraz obiekty związane z irańskimi władzami.
Do ataku ostatecznie nie doszło.
Według rozmówców „Financial Times” jedną z przyczyn był sprzeciw prezydenta USA Donalda Trumpa wobec wznowienia intensywnych działań wojennych przed wyborami do amerykańskiego Kongresu, zaplanowanymi na 3 listopada.
Nie oznacza to jednak, że izraelskie plany zostały definitywnie porzucone.
„The Wall Street Journal” informuje, że izraelskie wojsko aktualizuje listę potencjalnych celów w Iranie, a przedstawiciele Izraela mieli przedstawić nowe informacje wywiadowcze amerykańskiemu sekretarzowi obrony Pete’owi Hegsethowi.
Ataki na lotniska i instalacje naftowe. Są ofiary
Obecne napięcia nie ograniczają się do politycznych deklaracji i przygotowań wojskowych.
W ostatnich tygodniach rebelianci Huti przeprowadzili serię ataków na Arabię Saudyjską. Jednym z głównych celów stało się międzynarodowe lotnisko imienia króla Chalida w Rijadzie.
Po poważnym ataku z 10 października port lotniczy pozostawał zamknięty, a dopiero 21 października wznowiono ograniczoną liczbę operacji lotniczych.
Duże międzynarodowe linie lotnicze, w tym Lufthansa i Air France, odwołały połączenia do Rijadu aż do połowy listopada.
Do kolejnego niebezpiecznego zdarzenia doszło na polu naftowym obsługiwanym przez Saudi Aramco. Według saudyjskiego ministerstwa energii szczątki przechwyconego drona spowodowały śmierć dwóch osób i obrażenia u dwóch kolejnych.
Saudyjska koalicja poinformowała również o przechwyceniu pięciu dronów wystrzelonych w kierunku kraju.
Trump stawia Iranowi ultimatum. Dyplomaci próbują powstrzymać eskalację
Równolegle do przygotowań wojskowych trwają intensywne zabiegi dyplomatyczne.
Według „The Wall Street Journal” przedstawiciele Pakistanu i Kataru podejmują próby wznowienia negocjacji między Waszyngtonem a Teheranem.
Rozmowy dotyczą między innymi irańskiego programu nuklearnego, sankcji gospodarczych i sytuacji w cieśninie Ormuz, jednym z najważniejszych szlaków transportu ropy naftowej na świecie.
Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone nie rozpoczną nowych ataków na Iran przed wyborami do Kongresu 3 listopada. Jednocześnie ostrzegał Teheran przed konsekwencjami braku porozumienia.
Irańskie władze również nie wykluczają dalszej eskalacji. Przedstawiciele Teheranu sygnalizują, że nowe amerykańskie lub izraelskie uderzenia mogą spotkać się z odpowiedzią wymierzoną w bazy wojskowe oraz infrastrukturę energetyczną państw Zatoki Perskiej.
Czy wybuchnie kolejna wielka ofensywa? Jest kilka niepokojących sygnałów
Ewakuacja dyplomatów, przemieszczanie żołnierzy, wzmacnianie sił morskich i przygotowywanie planów bombardowań wskazują, że Stany Zjednoczone i Izrael traktują możliwość ponownej eskalacji bardzo poważnie.
Nie jest jednak przesądzone, że dojdzie do kolejnego dużego ataku na Iran.
Amerykańskie działania zabezpieczające mogą być odpowiedzią na rzeczywiste zagrożenie ze strony Huti, ale także elementem przygotowań na ewentualny irański odwet. Z kolei koncentracja sił wojskowych może służyć zarówno przygotowaniu operacji, jak i zwiększeniu presji negocjacyjnej na Teheran.
W tej chwili nie ma publicznie potwierdzonej decyzji o rozpoczęciu nowej ofensywy ani wiarygodnie ustalonego terminu takiego ataku.
Co to oznacza dla Polski? Możliwe konsekwencje odczujemy również w Europie
Ewentualne rozszerzenie konfliktu na Bliskim Wschodzie może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza region.
Największe obawy dotyczą światowych dostaw ropy naftowej. Cieśnina Ormuz ma strategiczne znaczenie dla międzynarodowego transportu surowców energetycznych. Dalsze ograniczenia żeglugi lub ataki na instalacje naftowe mogłyby doprowadzić do wzrostu cen.
Już po środowych doniesieniach Reutersa o przygotowaniach do ewakuacji amerykańskich dyplomatów ceny ropy wzrosły w handlu posesyjnym. Według MarketWatch amerykańska ropa WTI podrożała do około 97,58 dolara za baryłkę.
Dla Polski ewentualna eskalacja może oznaczać presję na ceny paliw, koszty transportu i ceny części importowanych towarów.
Nie ma natomiast podstaw, aby na podstawie tych informacji mówić o bezpośrednim zagrożeniu militarnym dla naszego kraju.
Najbliższe dni będą istotne dla oceny sytuacji. Amerykanie wzmacniają obecność wojskową, Izrael utrzymuje gotowość, a dyplomaci próbują doprowadzić do porozumienia. Od decyzji podejmowanych w Waszyngtonie, Jerozolimie i Teheranie zależy, czy napięcie uda się ograniczyć, czy Bliski Wschód stanie się areną kolejnej dużej ofensywy.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.