Polacy liczyli, że najgorsze już minęło. Najnowsze dane niepokoją. Problem dotyczy każdego Polaka
Nadzieje na szybki koniec problemu rosnących cen dostały właśnie poważny sygnał ostrzegawczy. Najnowszy odczyt GUS pokazuje, że w sierpniu inflacja w Polsce przyspieszyła do 3,4 proc. rok do roku. Tymczasem firmy już wcześniej zapowiadały dalsze podwyżki. Jest jednak również dobra wiadomość dla klientów: najnowsza analiza tysięcy ofert z gazetek pokazuje, że ceny promocyjne spadają już czwarty miesiąc z rzędu. Tyle że niemal co druga promocja ma dodatkowy warunek.

Inflacja znów przyspieszyła. Jest najnowszy odczyt GUS
To już nie prognoza dotycząca tego, co może wydarzyć się w 2026 roku. Mamy dane z końca sierpnia.
Według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego ceny towarów i usług konsumpcyjnych były w sierpniu o 3,4 proc. wyższe niż rok wcześniej.
Co więcej, tylko w porównaniu z lipcem poziom cen zwiększył się o 0,4 proc.
Sierpniowy wynik okazał się wyższy od oczekiwań części rynku. Jednym z czynników, które przyczyniły się do przyspieszenia inflacji, były ceny paliw.
Dla gospodarstw domowych oznacza to przede wszystkim jedno: spadek inflacji nie oznacza spadku cen. Jeżeli inflacja jest dodatnia, przeciętny poziom cen nadal rośnie – tylko w określonym tempie.
60 proc. firm zapowiadało podnoszenie cen
W tym kontekście interesująco wyglądają wcześniejsze wyniki badania Grant Thornton.
Wśród średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce aż 60 proc. deklarowało zamiar podnoszenia cen swoich produktów i usług w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Rok wcześniej takich firm było o 3 pkt proc. mniej.
Jednocześnie obniżki deklarowało tylko 3 proc. przedsiębiorstw.
Różnica pomiędzy odsetkiem firm planujących wzrost i spadek cen wyniosła więc aż 57 pkt proc.
Nie oznacza to oczywiście, że ceny wszystkiego wzrosną ani że każdy przedsiębiorca zrealizuje wcześniejsze plany. Badanie pokazuje jednak skalę presji cenowej, którą firmy widziały na początku 2026 roku.
Firmy wskazywały przede wszystkim dwa problemy
Grant Thornton zwracał uwagę na presję wynikającą m.in. z kosztów pracy oraz energii.
Jednocześnie ekonomiści firmy wskazywali, że część czynników może działać w przeciwnym kierunku. Stabilniejsze ceny energii czy korzystny kurs złotego mogą ograniczać skalę wzrostów cen konsumenckich.
Dlatego sytuacja nie przypomina już okresu największej fali inflacyjnej z lat 2021–2023.
Ale najnowszy sierpniowy odczyt GUS pokazuje, że temat drożyzny zdecydowanie nie zniknął.
A w sklepach dzieje się coś zaskakującego
Najnowsze dane dotyczące promocji pokazują jednak zupełnie inną stronę rynku.
Raport Tańszego Koszyka opublikowany 4 września przeanalizował 21 911 ofert z sierpniowych gazetek dziewięciu sieci handlowych.
Wynik?
Ceny promocyjne były w sierpniu o 0,7 proc. niższe niż w lipcu.
Był to już czwarty miesięczny spadek z rzędu.
Od marca indeks cen promocyjnych obniżył się natomiast o 5,1 proc.
Mamy więc pozorny paradoks:
inflacja w całej gospodarce przyspiesza, a ceny w gazetkowych promocjach spadają.
Nie ma w tym jednak sprzeczności. To dwa zupełnie inne pomiary – GUS bada szeroki koszyk konsumpcyjny, natomiast raport promocyjny analizuje określony zbiór ofert z gazetek.
Różnica pomiędzy promocją a ceną regularną jest ogromna
Jeszcze ciekawiej wyglądają konkretne liczby.
W przypadku 11 929 ofert, przy których w gazetce widniała zarówno cena promocyjna, jak i wyższa cena regularna, łączna wartość produktów wynosiła:
180 045 zł – według cen regularnych,
oraz
126 533 zł – według cen promocyjnych.
Różnica wyniosła 53 512 zł, czyli 29,7 proc.
Nie oznacza to, że przeciętna polska rodzina oszczędza 29,7 proc. na całym koszyku zakupowym. Raport obejmuje wyłącznie określone oferty, dla których sieci podały obie ceny.
Pokazuje jednak, jak dużą rolę zaczyna odgrywać kupowanie produktów objętych promocją zamiast po cenie regularnej.
Niemal co druga promocja ma haczyk
I tutaj pojawia się informacja szczególnie istotna dla klientów Biedronki, Lidla, Aldi i pozostałych dużych sieci.
47 proc. analizowanych sierpniowych ofert miało jakiś warunek.
Mogła nim być:
- karta lojalnościowa,
- aplikacja,
- kupon,
- zakup kilku sztuk,
- limit produktów,
- promocja typu „drugi taniej” lub „gratis”.
W porównywalnej grupie sześciu sieci udział takich ofert zwiększył się z 43,9 proc. w lipcu do 47,1 proc. w sierpniu.
Czyli promocji jest dużo, ale coraz częściej klient musi dokładnie przeczytać warunki.
W jednym miesiącu przybyło ofert
Analiza obejmująca sześć sieci obserwowanych w ten sam sposób zarówno w lipcu, jak i sierpniu wykazała jeszcze jedną ciekawą zmianę.
Liczba zaindeksowanych ofert zwiększyła się z 15 001 do 16 180, czyli o 7,9 proc.
Jednocześnie ceny promocyjne obniżyły się miesiąc do miesiąca o 0,7 proc.
Autorzy raportu zastrzegają jednak, że większa liczba zaindeksowanych ofert nie musi automatycznie oznaczać wzrostu aktywności promocyjnej całego rynku – zmienia się również zakres przetwarzanych gazetek.
Na niektórych produktach różnice są ogromne
Raport przeanalizował również dziesięć popularnych rodzajów produktów: m.in. kurczaka, szynkę, kiełbasę, kawę, jogurt, pomidory, mleko i masło.
Według zastosowanej metodologii typowy koszyk dziesięciu kategorii kosztował:
77,46 zł według cen promocyjnych
wobec
113 zł według cen regularnych podawanych w tych samych gazetkach.
Różnica wynosiła 35,54 zł, czyli 31,5 proc.
To pokazuje, dlaczego dla części gospodarstw domowych coraz większe znaczenie może mieć nie tylko wybór konkretnego sklepu, ale także polowanie na konkretne promocje.
Są również produkty, które ostatnio potaniały
Nie wszystkie ceny idą w jednym kierunku.
Ostatni dostępny raport UCE Research dotyczący regularnego rynku detalicznego pokazywał bardzo duże różnice pomiędzy poszczególnymi kategoriami.
W lipcu najmocniej drożały rok do roku napoje bezalkoholowe – o 5,6 proc. Ponad 5-procentowe wzrosty dotyczyły również m.in. chemii gospodarczej, pieczywa oraz słodyczy i deserów.
Zupełnie inaczej zachowywały się produkty tłuszczowe, których ceny były o 14,3 proc. niższe niż rok wcześniej.
Badanie objęło ponad 103 tys. cen detalicznych w przeszło 47,3 tys. sklepów należących do 64 sieci handlowych.
Co z tego wynika dla naszych portfeli?
Najświeższe dane pokazują przede wszystkim, że nie można już opisywać sytuacji jednym zdaniem: „wszystko drożeje” albo „inflacja się skończyła”.
Inflacja w sierpniu wyniosła 3,4 proc. rok do roku i przyspieszyła.
Jednocześnie część produktów tanieje, a sieci handlowe prowadzą bardzo intensywną walkę promocyjną.
Efekt może być coraz bardziej widoczny przy kasie: osoba kupująca dokładnie ten sam rodzaj produktów może zapłacić bardzo różne kwoty w zależności od tego, czy korzysta z promocji, aplikacji, karty lojalnościowej i ofert wielosztukowych.
Sierpniowe dane z gazetek pokazują, że aż 47 proc. ofert promocyjnych wiązało się z dodatkowym warunkiem.
Drożyzna nie zniknęła. Zmienił się sposób, w jaki ją odczuwamy
To chyba najważniejszy wniosek z nowych danych.
Nie jesteśmy w sytuacji gwałtownych, dwucyfrowych wzrostów cen znanych z okresu największego kryzysu inflacyjnego. Jednocześnie sierpniowe 3,4 proc. inflacji pokazuje, że presja cenowa nie została całkowicie pokonana.
Do tego dochodzą wcześniejsze deklaracje przedsiębiorców: 60 proc. średnich i dużych firm zapowiadało podnoszenie swoich cen, podczas gdy obniżki planowało zaledwie 3 proc.
Dla konsumenta coraz ważniejsze może być więc nie tylko pytanie „ile kosztuje?”, ale również „ile kosztuje bez aplikacji, bez karty i bez kupowania kilku sztuk?”.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.