„Polsko, kocham Cię. Takiej pomocy nie otrzymałbym nigdzie indziej” [LIST]

Do wypadku doszło 6 sierpnia na krajowej „Siódemce” w miejscowości Pawłowo. Kierowca audi z niewiadomych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu prosto pod prawidłowo jadącą ciężarówkę. W wyniku wypadku zginął kierowca audi, a 60-letni Amerykanin został poważnie ranny. 60-letni Amerykanin Sunil Hegde to emerytowany chirurg i zapalony podróżnik. Swoją ciężarówką z przyczepą odwiedził blisko 30 krajów.

Fot. Warszawa w Pigułce

„Szanowni Państwo

Jestem amerykańskim kierowcą jednego z pojazdów, który miał katastrofalny wypadek w dniu 6 sierpnia na E-7 w Pawłowie. Piszę niniejszą notatkę, aby wyrazić moje podziękowania pierwszym osobom udzielającym pomocy, personelowi szpitala w Płońsku, a zwłaszcza funkcjonariuszom policji.

Jestem emerytowanym lekarzem specjalizującym się w rehabilitacji po urazach katastroficznych. Pracowałem w tej dziedzinie przez ponad 30 lat, a wcześniej przez kilka lat praktykowałem jako chirurg. Jestem zapalonym podróżnikiem i przejechałem kamperem od 25 do 30 krajów. Zarówno podczas pracy w USA, jak i w podróży musiałem kontaktować się z wieloma funkcjonariuszami policji. Mój ojciec był funkcjonariuszem policji w policji federalnej w Indiach. Tak więc dobrze rozumiem siły policyjne wielu krajów. Zachowanie funkcjonariuszy policji, które miałem zaszczyt doświadczać w Płońsku, było wyjątkowe. Byli profesjonalni. Przestrzegali zasad i przepisów wymaganych przez prawo. Najważniejsze było jednak to, że byli empatyczni i tam, gdzie mogli, zrobili wszystko, aby mi pomóc.

Kiedy zostałem zwolniony ze szpitala, nie miałem żadnych pieniędzy ani dokumentów. Poprosiłem szpital o skontaktowanie się z policją. Dwaj funkcjonariusze, pan Mirosław Woliński i Jarosław Lasecki, przybyli do szpitala i przedstawili się, pokazali swoje odznaki i powiedzieli mi, że zanim dadzą mi dostęp do kampera, muszą mnie przesłuchać. Na posterunku policji zaproponowali mi kawę i poinformowali, że muszą znaleźć tłumacza. Gdy czekałem, informowali mnie o terminie przybycia tłumacza. Kiedy powiedziałem im, że nie jadłem i nie mam pieniędzy, dali mi pieniądze i zabrali mnie do restauracji.

Przeczytali mi moje prawa i po tym, jak wyraziłem zgodę, przesłuchali mnie Kamil Adamuszewski i Marcin Mielczarek. Do tego czasu znaleźli mój portfel i zwrócili mi go z nienaruszoną zawartością. Po zakończeniu przesłuchania poinformowałem ich, że potrzebuję dostępu do kampera, aby otrzymać leki. Powiedziano mi, że nie mogą wydać mi ciężarówki, dopóki nie zakończą przeglądu technicznego, ale pozwolą mi wziąć leki. Zawieźli mnie do ciężarówki, pozwolili wziąć leki, a potem na moją prośbę podrzucili mnie do najbliższego hotelu.

Następnego dnia, gdy próbowałem przenieść się do hotelu w pobliżu posterunku policji, recepcjonistka powiedziała, że dzwonią ludzie i szukają mnie. To nie miało sensu, ponieważ nikogo nie informowałem dokąd jadę. Podejrzewałem najgorsze i nie czułem się bezpiecznie. Poszedłem prosto na komisariat policji i poinformowałem funkcjonariuszy Kamila Adamuszewskiego i Marcina Mielczarka, że nie czułem się bezpiecznie, i poprosiłem o eskortę policji. Zakończyli przegląd techniczny kampera i udostępnili mi pojazd. Następnie zawieziono mnie na parking policyjny, na którym zaparkowany był kamper, pozwolono mi zabrać swoje rzeczy osobiste. Policjanci wynegocjowali w moim imieniu z parkingiem, aby przechowywać kamper i zorganizować przegląd uszkodzeń. Wsadzili mnie do taksówki na Lotnisko Chopina.

Przynajmniej dwóch dobrych Samarytan ze społeczności karawaningowej w Polsce: Rodolfo Gomes z Warszawy i Aleksander Mikołajczyk próbowali się ze mną skontaktować, aby sprawdzić, czy potrzebuję pomocy. Dzwonili do szpitala i hoteli, skontaktowali się z komendantem policji, a kiedy nie mogli mnie znaleźć, skontaktowali się z redaktorem czasopisma w USA, który kilka lat temu napisał o mnie i moim kamperze i wreszcie do mnie dotarli.

Jeździłem po całym świecie. Kiedy zdarzy się taki wypadek, w wielu krajach po wypadku kierowca zostaje pobity, portfel i pieniądze skradzione, pojazd splądrowany, a na dodatek siły policyjne, co najmniej, nie są pomocne. Kierowcy są przetrzymywani przez długi czas w oczekiwaniu na zakończenie dochodzenia. Wielu kierowców lądowych musiało stawić temu czoła. Spotkałem się z katastrofalnym wypadkiem w Polsce. Nie mogłem mówić ani słowa po polsku. Usługi świadczone cudzoziemcom przez funkcjonariuszy policji wykraczały daleko poza ich obowiązki służbowe, były profesjonalne, sprawne i empatyczne. Nie wierzę, że otrzymałbym taką pomoc od policji w dowolnym miejscu na świecie. Moje doświadczenia w Polsce opisywałem dziś komendantowi policji w moim rodzinnym mieście w Indiach i on nie mógł w to uwierzyć.

Piszę ten list, aby okazać moje uznanie i wdzięczność oficerom, społeczności karawaningowej i Polakom. Zawsze jesteśmy skłonni krytykować, ale rzadko kiedy rozpoznajemy, kiedy wykonują dobrą pracę. Rzeczy materialne można wymienić. Straciłem kampera, którego można odbudować. Drugi kierowca niestety stracił życie. Moje myśli i modlitwy są przy jego rodzinie.” – napisał list Amerykanin do portalu Płońsk w Sieci

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.