Prawie 10 tys. zł kary dla kierowców. W 2026 nie ma taryfy ulgowej. Odwołanie często nic nie daje
W 2026 roku kierowcy muszą szczególnie pilnować ciągłości ubezpieczenia OC. Wzrost płacy minimalnej oznacza rekordowo wysokie kary, a wezwania do zapłaty wystawiane przez UFG mogą sięgać niemal 10 tys. zł i w wielu przypadkach nie podlegają skutecznemu odwołaniu.

Fot. Warszawa w Pigułce
Kierowcy dostają wezwania nawet na prawie 10 tys. zł. W 2026 roku kary za brak OC są rekordowe
Rok 2026 przyniósł kierowcom wyjątkowo dotkliwe zmiany. Wraz ze wzrostem płacy minimalnej znacząco wzrosły także kary za brak obowiązkowego ubezpieczenia OC. W skrajnych przypadkach właściciele pojazdów otrzymują wezwania do zapłaty sięgające niemal 10 tysięcy złotych – i co istotne, w wielu sytuacjach nie ma realnych szans na skuteczne odwołanie.
Dlaczego kary za brak OC tak mocno wzrosły
Wysokość kar za brak polisy OC jest bezpośrednio powiązana z minimalnym wynagrodzeniem za pracę. Od 1 stycznia 2026 roku płaca minimalna wzrosła do 4806 zł, co automatycznie przełożyło się na nowe, wyższe sankcje administracyjne.
Dla samochodów osobowych maksymalna kara wynosi obecnie dwukrotność minimalnego wynagrodzenia. Oznacza to, że przy przerwie w ubezpieczeniu przekraczającej 14 dni właściciel auta osobowego musi zapłacić 9610 zł. W przypadku pojazdów ciężarowych, autobusów i ciągników stawka sięga trzykrotności podstawy, a dla motocykli jednej trzeciej.
Kluczowe znaczenie ma także długość przerwy w ubezpieczeniu. Krótsze zaniedbania również są kosztowne – nawet kilka dni bez OC może oznaczać karę liczona w tysiącach złotych.
Jak wyglądają stawki w 2026 roku
W praktyce kary za brak OC przedstawiają się następująco:
- samochód osobowy:
– do 3 dni bez OC: ok. 1920 zł,
– od 4 do 14 dni: ok. 4810 zł,
– powyżej 14 dni: 9610 zł, - pojazdy ciężarowe i autobusy:
– do 3 dni: ok. 2880 zł,
– 4–14 dni: ok. 7210 zł,
– powyżej 14 dni: 14 420 zł, - motocykle:
– do 3 dni: ok. 320 zł,
– 4–14 dni: ok. 800 zł,
– powyżej 14 dni: ok. 1600 zł.
Wszystkie kwoty są zaokrąglane do pełnych 10 zł.
UFG wykrywa brak OC bez kontroli drogowej
Za egzekwowanie kar odpowiada Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. W 2026 roku kontrole nie wymagają już zatrzymania pojazdu ani interwencji policji. UFG korzysta z zaawansowanych systemów informatycznych, które automatycznie analizują bazy danych i wykrywają każdą przerwę w ciągłości ubezpieczenia.
Jeśli system wykryje lukę, właściciel pojazdu otrzymuje oficjalne wezwanie do zapłaty. W wielu przypadkach kierowcy dowiadują się o karze dopiero po otrzymaniu listu – bez wcześniejszego ostrzeżenia.
Dlaczego nie da się łatwo odwołać
Wbrew powszechnemu przekonaniu, trudna sytuacja finansowa czy brak świadomości obowiązku ubezpieczeniowego nie stanowią podstawy do anulowania kary. UFG działa na podstawie twardych przepisów, a kara jest nakładana automatycznie, jeśli system wykaże brak OC.
Odwołanie jest możliwe wyłącznie w sytuacjach, gdy właściciel pojazdu faktycznie miał ważną polisę, ale nie została ona prawidłowo odnotowana w systemie. Wtedy konieczne jest szybkie przedstawienie dokumentów potwierdzających ciągłość ubezpieczenia.
Podobnie wygląda sytuacja przy sprzedaży auta lub jego kradzieży – bez odpowiednich dokumentów kara pozostaje w mocy.
Pułapki, które kosztują najwięcej
Do najczęstszych powodów kar należą:
- brak przedłużenia polisy po zakupie używanego auta,
- nieopłacenie pełnej składki, co powoduje wygaśnięcie umowy,
- błędne założenie, że OC „odnawia się samo” w każdej sytuacji,
- kilkudniowe przerwy między polisami przy zmianie ubezpieczyciela.
W 2026 roku nawet krótka przerwa w ochronie może skutkować wezwaniem na kilka tysięcy złotych.
Wysoka kara zamiast drogiej składki
Paradoksalnie wielu kierowców unika wykupienia OC z powodu wysokiej składki, która zależy m.in. od wieku, historii szkód czy miejsca zamieszkania. Tymczasem kara za brak polisy jest wielokrotnie wyższa niż nawet najdroższe ubezpieczenie.
Eksperci nie mają wątpliwości: w 2026 roku brak OC to jedno z najbardziej kosztownych zaniedbań, jakie może popełnić kierowca. Jedno przeoczenie może oznaczać rachunek sięgający niemal 10 tysięcy złotych – bez realnej możliwości uniknięcia zapłaty.

Kucharz z dyplomem, pracował w wielu renomowanych restauracjach. W Warszawie w Pigułce odpowiada głównie za dział porad gastronomicznych.