Produkty „bio” pod lupą. Gdzie kończy się prawo, a zaczyna marketing?

 

Produkty oznaczone jako „bio”, „eko” lub „organic” od lat przyciągają uwagę konsumentów. Dla wielu osób takie etykiety są synonimem wyższej jakości, zdrowszego składu i bardziej odpowiedzialnej produkcji. W praktyce jednak znaczenie tych określeń zależy od kontekstu prawnego, a nie od samego hasła na opakowaniu. Warto wiedzieć, kiedy oznaczenie „bio” ma realne podstawy, a kiedy jest jedynie elementem strategii marketingowej.

Fot. Pixabay

Czy „bio” zawsze znaczy lepsze? Co mówi prawo, a co marketing

Rynek żywności i kosmetyków coraz częściej wykorzystuje język ekologii. Słowa „bio” i „eko” budują pozytywne skojarzenia i wpływają na decyzje zakupowe. Nie zawsze jednak stoją za nimi konkretne normy. Prawo unijne i krajowe jasno reguluje użycie tych oznaczeń w niektórych kategoriach produktów, ale w innych pozostawia producentom dużą swobodę.

Co oznacza „bio” w świetle prawa

W przypadku żywności określenia „bio”, „eko” i „organiczny” są prawnie chronione. Mogą być stosowane wyłącznie wobec produktów spełniających wymagania rolnictwa ekologicznego określone w przepisach Unii Europejskiej. Dotyczy to m.in. sposobu uprawy, hodowli, przetwarzania oraz kontroli całego łańcucha produkcji.

Produkt ekologiczny musi pochodzić z certyfikowanego gospodarstwa, a jego opakowanie powinno zawierać unijne logo rolnictwa ekologicznego, numer jednostki certyfikującej oraz informację o pochodzeniu surowców. Brak tych elementów oznacza, że produkt formalnie nie jest „bio” w rozumieniu prawa, nawet jeśli producent używa podobnych sformułowań.

Fot. gov.pl (unijne logo rolnictwa ekologicznego)

Czy „bio” oznacza zdrowsze?

Prawo nie przypisuje produktom ekologicznym automatycznie wyższej wartości odżywczej. Oznaczenie „bio” odnosi się do metody produkcji, a nie do składu witamin czy minerałów. Produkt ekologiczny może mieć podobną wartość odżywczą jak konwencjonalny odpowiednik, choć różnić się zawartością pozostałości pestycydów czy dodatków technologicznych.

Z punktu widzenia przepisów „bio” nie oznacza też, że produkt jest odpowiedni dla wszystkich. Żywność ekologiczna może zawierać alergeny, cukry czy tłuszcze w ilościach porównywalnych z innymi produktami.

Marketing a swobodne użycie pojęć

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku kosmetyków, suplementów diety czy środków czystości. W tych kategoriach określenia „bio” i „eko” nie są w pełni uregulowane. O ile nie sugerują cech, których produkt faktycznie nie posiada, mogą być wykorzystywane w celach marketingowych.

W praktyce oznacza to, że kosmetyk określany jako „bio” nie musi posiadać certyfikatu ekologicznego ani spełniać jednolitych norm. Często wystarczy, że zawiera składnik pochodzenia roślinnego lub nawiązuje do naturalnego wizerunku. Dla konsumenta kluczowe staje się więc czytanie składu i sprawdzanie, czy za deklaracją stoją niezależne certyfikaty.

Granica między informacją a wprowadzaniem w błąd

Prawo chroni konsumentów przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi. Producent nie może sugerować, że produkt ma cechy ekologiczne lub zdrowotne, jeśli nie ma na to dowodów. Używanie zielonej kolorystyki, liści czy słowa „naturalny” nie jest samo w sobie zakazane, ale może zostać zakwestionowane, jeśli wprowadza w błąd co do właściwości produktu.

Organy nadzorcze coraz częściej przyglądają się tzw. greenwashingowi, czyli tworzeniu pozoru ekologiczności bez realnego pokrycia. Dotyczy to zwłaszcza produktów, które wizualnie sugerują związek z naturą, mimo że ich skład lub sposób produkcji tego nie potwierdza.

Greenwashing – na czym polega problem?

Greenwashing to praktyka marketingowa polegająca na sugerowaniu, że produkt lub firma są bardziej ekologiczne, niż wynika to z rzeczywistości. Może przyjmować formę ogólnych haseł typu „przyjazny środowisku”, „naturalny”, „eko wybór” bez konkretnych danych, certyfikatów lub mierzalnych potwierdzeń. Problem polega na tym, że konsument podejmuje decyzję zakupową w oparciu o wizerunek, a nie fakty. W efekcie może zapłacić więcej za produkt, który nie różni się istotnie od standardowych odpowiedników. Zjawisko to zaburza konkurencję rynkową i utrudnia wybór firmom, które faktycznie inwestują w rozwiązania proekologiczne. W odpowiedzi na rosnącą skalę greenwashingu instytucje unijne i krajowe zapowiadają zaostrzenie zasad dotyczących komunikowania cech środowiskowych produktów oraz większą kontrolę przekazów marketingowych.

Jak czytać etykiety świadomie?

Dla konsumenta kluczowe jest odróżnienie oznaczeń prawnie chronionych od haseł marketingowych. W przypadku żywności warto szukać unijnego logo ekologicznego i numeru jednostki certyfikującej. Przy innych produktach pomocne są niezależne certyfikaty, ale również dokładna analiza składu i deklaracji producenta.

Cena również nie zawsze jest wyznacznikiem jakości. Produkt droższy i oznaczony jako „bio” nie musi być lepszym wyborem niż tańszy odpowiednik o prostszym składzie.

Co to oznacza dla czytelnika?

Oznaczenie „bio” nie zawsze znaczy to samo. W przypadku żywności jest ściśle regulowane i potwierdzone certyfikacją. W innych kategoriach bywa elementem marketingu, który wymaga ostrożnej interpretacji. Świadomy wybór polega na sprawdzaniu etykiet, certyfikatów i realnych informacji, a nie tylko na zaufaniu hasłom reklamowym.

 

 

Artykuł został przygotowany na podstawie obowiązujących przepisów prawa oraz rzetelnych źródeł branżowych. Akty prawne omawiane w tekście:

  • Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/848 w sprawie produkcji ekologicznej
  • Ustawa z 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia
  • Ustawa z 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym
  • Komisja Europejska – materiały dotyczące oznaczeń ekologicznych
  • Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów – komunikaty o greenwashingu
Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl