Rurki z Wiatracznej – cztery pokolenia niepowtarzalnego smaku [ZDJĘCIA ARCHIWALNE]

Rurki z kremem z Wiatracznej zna niemal każdy warszawiak, a już na pewno każdy mieszkaniec Grochowa. Od lat kolejne pokolenia przychodzą rozkoszować się krucho-słodkim produktem, ktorego próżno szukać pośród nowoczesnych wyrobów. Przedstawiamy Wam historię, której zapewne nie znacie!

Fot. Archiwum rodzinne Piotra Przewłockiego

Fot. Archiwum rodzinne Piotra Przewłockiego

Do napisania artykuły zabieraliśmy się już od początku wakacji. Wtedy to bowiem spotkaliśmy się z Panem Piotrem Przewłockim, który jest obecnym właścicielem i w prostej linii potomkiem założyciela. Lokal, jak i cały pawilon był bowiem remontowany. Nie chcieliśmy Wam robić „smaka”, a potem zostawiać z tym problemem.

Niewielu zapewne wie, że historia rurek jest dużo dalsza niż historia istnienia obecnego lokalu. Pomysłodawcą i założycielem był Konstanty Pietrzykowski. Jak wszystkie wielkie rzeczy, także i tym razem jego kariera cukiernicza była niejako dziełem przypadku. Jako nastolatek został sierotą i trafił pod opiekę cukiernika. To właśnie on uczył go tego fachu. Później jednak przyszła wojna. Młody cukiernik trafił do Lwowa, został ranny i dostał się do niewoli. Bolszewicy wypuścili go dopiero w 1922 roku. Gdy tylko dotarł do kraju, wrócił do cukiernictwa, zdobywając kurs czeladniczy i mistrzowski.

Po wielokrotnej pracy na etacie, Konstanty Pietrzykowski postanowił założyć coś własnego. W 1958 roku otworzył zakład na Wilczej, ale szybko został zamknięty z powodu złego stanu technicznego. I tutaj zaczyna się opowieść, którą znamy. Powstały bowiem pawilony przy Wiatracznej. Oczywiście tuż po wojnie wcale nie wyglądało to tak, jak wygląda teraz. Dookoła pawilonu rozciągały się łąki i szczere pola, pasły się krowy, a gdzieniegdzie można było dostrzec działki pełne buraków i kapusty. Cóż było zrobić? Cukiernik zaczął tam działalność. Z powodu małej powierzchni i obowiązujących przepisów musiał zawęzić swoją działalność tylko do jednego, konkretnego produktu. Wybrał rurki z bitą śmietaną.

Pomimo, że lokal znajdował się na odludziu, w okresie, kiedy coś słodkiego było czymś niezwykłym, przeżywał on prawdziwe oblężenie. Cukiernik poprosił o pomoc swoją córkę, Alinę o pomoc w prowadzeniu interesu. Sam w międzyczasie układał recepturę ciasta. Były to bowiem czasu trudne, a o dobre składniki trzeba było niemal walczyć. Opracował recepturę niemal idealną. Ciasto na początku było miękkie, by chwilę później stwardnieć. Konstanty Pietrzykowski przeszedł potem na emeryturę oddając lokal pod opiekę swojej córki. Ta, pracuje w cukierni do dziś, mając już 85-lat. Panią Alinę możemy spotkać w niedzielę, o ile zdrowie jej na to pozwala.

Fot. Archiwum rodzinne Piotra Przewłockiego

W latach 90. Pani Alina przekazała lokal pod opiekę syna, Roberta. Przejął on lokal w okresie niezwykle trudnym. Przemiana ustrojowa nie była łaskawa dla osób mających własną działalność, rurki z kremem przeżywały jednak swoje złote czasy, a kolejka po produkt jeszcze nigdy nie była tak długa. Robert Przewłocki z powodu choroby, przekazał lokal synowi, Piotrowi w 2012 roku. To właśnie z nim mieliśmy przyjemność się spotkać.

Dwa lata później wybuchła burza. Dawny właściciel gruntu odzyskał swoją własność. Zanim zdążył się on wypowiedzieć zawiązały się już grupy obrońców lokalu. Powstał fanpage, a do ratusza zaczęły spływać pisma społeczników. Okazało się jednak, że nowy właściciel nie chce burzyć pawilonów. Koszt prowadzenia rurek zwiększył się w związku z poniesieniem opłat, ale za to długo nieremontowany lokal doczekał się się wreszcie renowacji.

Niedawno otworzono nowy lokal w starej lokalizacji. Nie pozostaje nam nic innego niż zaprosić Was za pyszne rurki z kremem!

Fot. Archiwum rodzinne Piotra Przewłockiego


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.
c