Skąd w Warszawie wzięło się tajemnicze graffiti z kotem?

Pewnego razy jadąc Grochowską zauważyliśmy graffiti z głową kota, wcześniej podobne zagościło na Szaserów. Postanowiliśmy znaleźć autora i poznać historię kocich głów na murach stolicy. Oto wyniki naszego małego dziennikarskiego śledztwa.

Fot. Warszawa w Pigułce To graffiti natchnęło nas do poszukiwań

Fot. Warszawa w Pigułce To graffiti natchnęło nas do poszukiwań

Oto czego udało się nam dowiedzieć: Jest artystą, grafikiem i pedagogiem, a dzięki jego przyjaciółce dowiedzieliśmy się jaka jest geneza kotów na murach:

„Witam, moja historia z kotami monmon jest dość krótka i nie posiada głębszej ideologii, ale żeby ją opisać musimy cofnąć się nieco w czasie żeby była zrozumiała i przejrzysta dla wszystkich bez zbędnych niedopowiedzeń.” – pisze Skuha – „Jestem typem artysty-poszukiwacza, to znaczy tyle że nie odnalazłem do dnia dzisiejszego w pełni satysfakcjonującego mnie kierunku działania, w którym spełniałbym się w 100%-ach. Widać to po moich pracach. Wróćmy jednak do głównego wątku. Jakiś czas temu, czyli w roku 2014 we wrześniu rozpocząłem naukę tatuażu. Jako człowiek skrupulatnie odrabiający pracę domową zgłębiałem teorię i szlifowałem praktykę. W pewnym momencie zbierając informacje na temat sztuki japońskiego tatuaż, natknąłem się na kota monmon autorstwa artysty Horitomo. Tu warto by wtrącić że z zawodu jestem lub raczej byłem grafikiem komputerowym i zawsze zwracam bardzo dużą uwagę na estetykę oraz dbałość o szczegóły. Kot monmon przypadł mi do gustu z 2uch powodów, po pierwsze kompozycja wzorów umieszczanych na kocie daje niesamowite pole do popisu i możliwość dalszego rozbudowywania prostych elementów graficznych w bardziej złożone formy. Dokładnie na takiej samej zasadzie działa graffiti, zaczynamy od prostej formy i komplikujemy ją aż do poziomu Wildstyle’u. Po drugie estetyka kota jest bardzo miła dla oka i w połączeniu z pewnymi zasadami projektowania graficznego można wynieść ją na wyżyny. Jak już wspominałem na początku ciągle szukam stylu w jakim będę czuł się dobrze i który dodatkowo nie zamknie mojego myślenia w szablonowym schemacie, tym style stał się właśnie kot monmon. Staram się go malować z jak największą precyzją żeby sprawiał radość także odbiorcą/widzą. Wiem że tworzę dla siebię ale ktoś poza mną też to widzi. Z racji tego że mieszkam na Grochowie już od kilku lat tu właśnie jest kotów najwięcej, nie mam też zbyt wiele czasu na malowanie i z tego powodu bardzo ubolewam, ale jak już znajdę chwilę to właśnie tu na Pradze one powstają najczęściej. Staram się wybierać do ich namalowania miejsca opuszczone lub na tyle pomazane żeby moje dorzucone 3 grosze nie bolały nikogo. Ogólnie jestem przeciwnikiem nieprzemyślanego wandalizmu, choć wszyscy wiemy z czego wywodzi się prawdziwe graffiti, nie wszyscy jednak wiedzą dokąd zmierza… Wielokrotnie spotkałem się z dużą aprobatą ze strony lokalnych mieszkańców. Największą jednak wywołał kot którego namalowałem na ulicy Osowskiej. Wszyscy wiemy co stało się w tym spalonym budynku. Stąd właśnie dobór tego miejsca. Chciałem dać okolicznym mieszkańcom trochę radości zamiast bardzo czarnego wspomnienia. Koty będą się dalej pojawiać w miejscach tego typu, najwięcej można ich obejrzeć w sąsiedztwie sądu na ulicy Terespolskiej. To mój „plac zabaw” tak długo jak będzie tam stał. Jeśli wszystko dobrze się ułoży to w przyszłym roku planuje wystąpić do lokalnej administracji z zapytaniem o udostępnienie wszystkich możliwych miejsc w których mogłyby powstać murale,na mojej mapie jest ich trochę ponad 120, a wszyscy wiemy że lepiej się zaczyna dzień spoglądając na coś co cieszy oko niż na napis „j**ać to czy tamto…”.

Zobaczcie galerię warszawskich kotów naściennych:

Więcej prac znajdziecie na fanpage’u Skuhy.

 


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.
c