Sklepy i galerie zamknięte. Biznes myśli o pomyśle z czasów przedwojennych
W przedwojennej Polsce kwitł handel naręczny, małe sklepiki i uliczki w których w pocie czoła pracowali rzemieślnicy. Firmy myślą o powrocie do tego konceptu.
Sklepy w galeriach handlowych i niektóre galerie są obecnie zamknięte. Poluzowanie handlu może coś zmienić, choć zwiększenie bezrobocia i poczucie zagrożenia, mogą sprawić, że klientów będzie niewielu.
Firmy myślą o bardziej bezpośrednim wyjściu do klienta. Money.pl rozmawiał z firmą odzieżową 4F, która myśli nad zmianą konceptu sklepów i uniezależnieniem się od wielkopowierzchniowych centrów handlowych.
Podobnie, jak specjaliści, firma uważa, że w galeriach nie będzie klientów jeszcze przez pewien czas. Już w czerwcu odbędzie się otwarcie nowego konceptu.
– Jednym z obszarów, nad którymi pracujemy, jest właśnie ten kierunek. Czy przypadkiem mniejszy sklep, gdzie będzie pracować sympatyczna pani Basia lub sympatyczny pan Tomasz, gdzie będzie większy kontakt z klientem, gdzie będą zupełnie inne wrażenia klientów, nie jest lepszy? Myślimy nad tym – tłumaczył Igor Klaja, twórca marki w codziennym programie wideo Wirtualnej Polski.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.
