"Stolica – pępek świata. Jak warszawocentryzm niszczy życie gospodarcze kraju" – odpowiedź redakcji Warszawy w Pigułce na artykuł w Dzienniku Gazecie Prawnej

Facepalm

Piękny artykuł („Stolica – pępek świata. Jak warszawocentryzm niszczy życie gospodarcze kraju„) napisała ostatnio Pani Mira Suchodolska z Dziennika Gazety Prawnej. Piękny z dwóch powodów. Po pierwsze obnażyła swoją własną hipokryzję  wobec „scentralizowanej warszawki” (to cytat) w której to żyje i w niej zarabia. Po drugie wykazała się kompletnym brakiem znajomości historii zarówno Stolicy, jak i Polski. Co w tym pięknego? Dała przykład innym pseudodziennikarskim hejterom, że jeżeli już mają zamiar krytykować konkretną grupę społeczną to niech przynajmniej się do tego przygotują.

Artykuł pisany jest na kolanie przez największą w kraju miłośniczkę wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie czytając kwieciste, pełne przymiotników frazesy typu: „przesyconą megalomanią stolicocentryczność” lub „piskliwy głos zażywnej pańci wibrował w zatłoczonej placówce Poczty Polskiej w Koniakowie.”

Zarzuty Pani Suchodolskiej są w artykule tak rozbite, że tak naprawdę po jego lekturze ciężko stwierdzić co autor miał na myśli. Nie wiadomo czy chce zdecentralizować gospodarkę i przenieść część ośrodków do innych miast czy tylko ma za zadanie obrażać zarówno mieszkańców Warszawy, jak i przyjezdnych, którzy tutaj uczciwie pracują i zarabiają. Zarówno bowiem jedna, jak i druga grupa może czuć się pokrzywdzona. Pani dziennikarka przez 3/4 artykułu wysnuwa tezę na to, że w Warszawie mieszkają same głupole i potomkowie największych szubrawców po II Wojnie Światowej, a następnie mówi przybyszom z innych miast, by tutaj nie przybywali, bo Stolica nimi gardzi. Wręcz przeciwnie – sam jestem Warszawiakiem tylko w 1/4 w dodatku wychowałem się w małej miejscowości. Nigdy jednak z ust moich warszawskich przyjaciół nie usłyszałem pogardliwego określenia „słoik” lub też innego mającego wykpić moje pochodzenie. Wszystko to z dwóch powodów – po pierwsze interesuję się (w przeciwieństwie do Pani Suchodolskiej) historią i kulturą miejsca, w którym mieszkam już przeszło dekadę. Po drugie wszystko zależy od kultury rozmówcy tudzież rozmówców oraz ich wychowania. Poza tym w Warszawie nie ma czegoś takiego, jak konflikt pomiędzy rodowitymi mieszkańcami, a ludnością napływową. Tak jedni, jak i drudzy są od siebie zależni. W obecnym, starzejącym się społeczeństwie zabrakłoby wykwalifikowanych pracowników tylko i wyłącznie z samej Warszawy. Nie dzieliłbym też Warszawy na miasto przyjezdnych – pracowitych oraz rodowitych – leni. Niejeden Warszawiak wychował się w biednym domu i doszedł do celu wyłącznie ciężką pracą i na odwrót – niejeden człowiek przybywający do Warszawy rozwinął się dzięki kontaktom rodziny. Wszystko zależy od sytuacji, a Pani dziennikarka sądzi wszystkich jedną miarą.

Zarzut czy teza według której obecni Warszawiacy to potomkowie złodziei i półgłówków to strzał w swoją własną stopę. Skoro bowiem do Warszawy przybywali ludzie z innych miast znaczy to, że z całej Polski napływali złodzieje i półgłówki, a tylko Warszawa skupiała cała elitę tego kraju. Piękne. Pokazuje to, że Pani Mira Suchodolska jedzie równo po całej Polsce.

Wykazuje się przy tym kompletnym brakiem znajomości historii, miesza historyczne daty i na równi stawia sanację z władzami komunistycznymi. Krótki przykład:

„Tylko Komitet Wojewódzki w Katowicach wybił się na pewną niezależność, a to choćby z powodu wagi, jaką ówczesna władza (podobnie zresztą jak rządzący II RP) przywiązywała do przemysłu ciężkiego – o czym warto wspomnieć, gdyż przekłada się to bezpośrednio na współczesną rzeczywistość i towarzyszące jej lęki przed Ruchem Autonomii Śląska.”

Nie wiem czy Pani Mira wie, ale nie tylko Katowice słynęły z przemysłu ciężkiego. Cała południowa Polska od Radomia aż po Przemyśl mieściła się w Centralnym Okręgu Przemysłowym podczas panowania II RP. Nie wiem jednak jak zdanie to powiązać z wcześniejszym tutaj bowiem mowa jest chyba o okresie komunizmu, a wcześniejsze tyczy się okresu rządów sanacji.

Na koniec Pani snuje wizję idealnej – według niej – Polski:

„Centralizm zastąpi samorządność, która rozleje się po Polsce. A ludzie będą żyli i się realizowali w swoich małych ojczyznach, gdzie wyrośli, gdzie czują się dobrze. Z poczuciem wartości wynikającym z korzeni, z tego, że mogą coś zrobić dla siebie, rządzić się sami.”

Piękne podsumowanie. Pachnie Orwellem, Marksem i Engelsem. Zdążę otrzeć łzę, przy okazji płacenia następnego janosikowego przez Stolicę. Stolicę w której pracują zarówno rdzenni mieszkańcy Warszawy, jak i przyjezdni. W tym Pani Mira, która nienawidzi Warszawy, a czerpie z niej chleb. Nie wiem czy zwykła hipokryzja czy też zazdrość. Może to być też temat narzucony przez naczelnego, który Pani Mira skwitowała zdaniem „challenge accepted”. W końcu nie zna się to się wypowie. Tak czy owak smutno, że znany dziennikarz zniża się do poziomu podrzędnego pismaka chcącego wywołać tanią sensację.

P.S.: Pani Miro, Facebook, pisze się przez pierwsze „a”, a nie „e”.


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.
c