Tłumy na defiladzie. „Fatalna organizacja, ludzie wchodzili w kwiaty i na donice”

Półtora tysiąca żołnierzy, jazda konna, transportery, czołgi i samoloty. Tak wyglądała defilada na którą przyszło tysiące mieszkańców stolicy. Organizacyjnie wypadło jednak dość słabo.

Fot. Warszawa w Pigułce / Łukasz
Fot. Warszawa w Pigułce / Łukasz

Wydarzenie to było nie tylko wielką okazją do świętowania i ogromnym widowiskiem, ale także przedsięwzięciem organizacyjnym i logistycznym. Teoretycznie defilada miała zacząć się o 12:00 przelotem samolotów. Tymczasem o 11:30 przeszli żołnierze, po 12:00 przejechał prezydent Andrzej Duda, a dopiero o 12:35 nadleciały samoloty. Na ziemi na ich przelot czekały już wojska opancerzone.

Sytuacja za barierkami była kontrolowana częściowo. Niektórzy widzowie przeskoczyli przez ogrodzenie i usiedli przed nimi. Służby porządkowe kazały więc wrócić na swoje miejsce, ale trwało to dobre kilka minut. To, co działo się w części dla widowni nie było kontrolowane już przez nikogo. Ludzie wchodzili na co się da, by zobaczyć wszystko z wyższej perspektywy, z braku miejsca zdeptane zostały kwiaty.

Nie były też dopełnione kwestie bezpieczeństwa, które mogliśmy obserwować podczas szczytu NATO i Światowych Dni Młodzieży. Nikt nie usunął donic i koszy, na które wdrapywali się widzowie.

Spostrzeżenia te podzielają inni uczestnicy spotkania. Niektóre z nich można było usłyszeć na miejscu, inne można przeczytać w internecie.

Kwiaty przez które przechodzili uczestnicy spotkania. Fot. Warszawa w Pigułce
Kwiaty przez które przechodzili widzowie. Fot. Warszawa w Pigułce
Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl