To miała być puma grasująca po Mazowszu. Jest przełom po analizie nagrania i fotopułapek
Przez kilka dni mieszkańcy północnego Mazowsza żyli doniesieniami o pumie. Ostrzeżenia wydawały samorządy i policja, teren przeczesywały służby, a kolejne sygnały napływały z różnych powiatów. Teraz pojawiły się informacje, które mogą całkowicie zmienić obraz sprawy. Analiza nagrania oraz materiałów z fotopułapek nie potwierdziła obecności egzotycznego drapieżnika. Wszystko wskazuje na znacznie bardziej prozaiczne wyjaśnienie.

Alarm zaczął się od doniesień o dużym kocie
Informacje o zwierzęciu przypominającym pumę pojawiały się w ostatnich dniach w różnych częściach północnego Mazowsza. Sygnały dotyczyły między innymi okolic Ciechanowa, Pułtuska, Wyszkowa i Ostrołęki.
Sprawa została potraktowana poważnie. Lokalne samorządy oraz policja publikowały komunikaty ostrzegające mieszkańców. Zalecano szczególną ostrożność podczas przebywania w pobliżu lasów i terenów zalesionych.
14 sierpnia ostrzeżenie wydała między innymi Gmina Wyszków. Informowano wówczas o zwierzęciu zauważonym w rejonie ulic Perłowej i Pułtuskiej. Do mieszkańców z apelem zwróciła się także wyszkowska policja.
Służby ruszyły na poszukiwania
Doniesienia były traktowane poważnie między innymi dlatego, że trudno było od razu ustalić, z jakim zwierzęciem mieszkańcy mieli do czynienia.
Służby sprawdzały wskazywane miejsca, a mieszkańcy zostali poproszeni, aby w przypadku zauważenia podejrzanego zwierzęcia nie zbliżali się do niego i natychmiast powiadomili odpowiednie służby.
W okolicach Pułtuska poszukiwania zakończono jednak bez odnalezienia dużego kota. Policja nie ujawniła zwierzęcia odpowiadającego opisowi pumy.
Nagranie ze Stawinogi miało być kluczowym dowodem
Jednym z najmocniejszych elementów całej historii było nagranie wykonane w Stawinodze w gminie Zatory. Wśród roślinności można było dostrzec jasne zwierzę przypominające dużego kota.
Obraz szybko zaczął krążyć w sieci. Bez możliwości dokładnego określenia skali trudno było jednak stwierdzić, jak duże jest widoczne na nim zwierzę.
Materiałowi dokładniej przyjrzał się Sebastian Majer ze Stowarzyszenia Nadwiślański Psi Patrol, który uczestniczył w poszukiwaniach.
Zmierzono krzaki widoczne na nagraniu. Wynik zmienił perspektywę
Jak Majer przekazał portalowi RadioZET.pl, przeprowadzono pomiary roślin znajdujących się w miejscu wykonania materiału. Krzaki widoczne za zwierzęciem miały około 130 cm wysokości.
Porównanie ich ze zwierzęciem wskazało, że kot był zdecydowanie mniejszy, niż mogło się początkowo wydawać na nagraniu.
To istotne, ponieważ przy nagrywaniu z dużej odległości łatwo o błędną ocenę rozmiarów. Brak jednoznacznego punktu odniesienia może sprawić, że stosunkowo niewielkie zwierzę wygląda na znacznie większe.
Fotopułapki przyniosły kolejny ważny trop
Jeszcze bardziej interesujące okazały się materiały z urządzeń ustawionych w terenie.
Według Sebastiana Majera fotopułapki zarejestrowały zwykłego kota. Na tej podstawie uczestnik poszukiwań ocenia, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem to właśnie kot, a nie puma, stał za przynajmniej częścią obserwacji.
To jednak nie oznacza, że można automatycznie wyjaśnić w ten sposób każde zgłoszenie z ostatnich dni. Doniesienia napływały z kilku miejsc oddalonych od siebie o dziesiątki kilometrów.
Nie ma śladów ataku ani obecności dużego drapieżnika
Istotny jest jeszcze jeden fakt. Nie odnotowano ataku na człowieka, zwierzę domowe ani hodowlane, który można byłoby powiązać z dużym drapieżnikiem.
Nie znaleziono również śladów jednoznacznie potwierdzających obecność pumy na Mazowszu.
Żaden ogród zoologiczny nie zgłosił zaginięcia takiego zwierzęcia. Naturalne pojawienie się pumy w Polsce również nie jest realnym scenariuszem. Naturalny zasięg tych kotów obejmuje Amerykę Północną i Południową.
Skąd więc tyle zgłoszeń?
To pozostaje najciekawszą częścią całej historii. Gdyby jedno zwierzę zostało zauważone w jednym miejscu, pomyłkę można byłoby stosunkowo łatwo wyjaśnić. Tymczasem sygnały zaczęły napływać z różnych części północnego Mazowsza.
Jednym z możliwych wyjaśnień jest efekt kolejnych zgłoszeń. Po nagłośnieniu sprawy mieszkańcy zaczęli zwracać znacznie większą uwagę na zwierzęta widziane w oddali. Zwykły kot obserwowany przez kilka sekund w wysokiej trawie lub na skraju lasu mógł zostać uznany za poszukiwanego drapieżnika.
Kolejne zgłoszenie pojawiło się w powiecie ostrołęckim
Sprawa nie zakończyła się jednak wraz z pierwszymi wynikami poszukiwań. W poniedziałek 17 sierpnia pojawiło się ostrzeżenie dotyczące możliwej obecności pumy również w powiecie ostrołęckim.
Do lokalnych mediów trafiło zdjęcie zwierzęcia z terenu gminy Goworowo. Fotografia wzbudziła jednak wątpliwości dotyczące autentyczności. Według RadioZET.pl nie można wykluczyć, że obraz został zmodyfikowany lub wygenerowany przy użyciu sztucznej inteligencji.
Czy puma rzeczywiście była na Mazowszu?
Na obecnym etapie nie ma potwierdzenia, że po północnym Mazowszu rzeczywiście poruszała się puma. Poszukiwania w rejonie Pułtuska nie doprowadziły do odnalezienia drapieżnika, nie znaleziono charakterystycznych śladów ani ofiar jego ewentualnych ataków.
Co więcej, analiza jednego z najważniejszych nagrań wskazuje, że widoczne na nim zwierzę było znacznie mniejsze, niż początkowo sądzono. Fotopułapki z tego terenu zarejestrowały natomiast zwykłego kota.
Nie rozstrzyga to automatycznie wszystkich zgłoszeń z Ciechanowa, Pułtuska, Wyszkowa czy Ostrołęki. Pokazuje jednak, że sensacyjne doniesienia o pumie trzeba traktować z dużą ostrożnością, dopóki nie pojawi się jednoznaczny dowód.
Co to oznacza dla Ciebie?
Jeżeli mieszkasz na północnym Mazowszu, nie ma obecnie potwierdzonych informacji wskazujących, że w okolicy rzeczywiście znajduje się puma. Nie oznacza to jednak, że należy ignorować oficjalne komunikaty policji i samorządów.
Jeżeli zauważysz nietypowe, duże zwierzę, nie próbuj do niego podchodzić, łapać go ani wykonywać zdjęć z niewielkiej odległości. Najbezpieczniej zachować dystans i przekazać informację służbom wraz z dokładną lokalizacją obserwacji.
Najważniejszy przełom jest jednak taki: dotychczasowe poszukiwania nie dostarczyły dowodu na obecność pumy, a analiza nagrania i fotopułapek wskazuje na zwykłego kota. Zagadka serii zgłoszeń z różnych części Mazowsza nie została jednak jeszcze całkowicie rozwiązana.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.