Ulewa w Warszawie, woda płynie ulicami. A to dopiero początek, bo IMGW wydało ostrzeżenia na noc i sobotni poranek

Nad stolicą przechodzi gwałtowna ulewa. Woda spływa jezdniami, zbiera się w zaniżeniach i przy niedrożnych studzienkach, a kierowcy muszą liczyć się z ograniczoną widocznością i wydłużoną drogą hamowania. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał jednocześnie dwa ostrzeżenia 2. stopnia, obejmujące noc i sobotnie przedpołudnie.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Ulewa w Warszawie. | Fot. Warszawa w Pigułce.
Fot. Warszawa w Pigułce

W nocy burze z opadem do 35 mm i porywami sięgającymi 100 km/h

Pierwsze ostrzeżenie dotyczy burz i obowiązuje w Warszawie od godziny 2:00 do 7:00 w sobotę 22 sierpnia. Prawdopodobieństwo wystąpienia zjawisk określono na 80 proc., czyli bardzo wysoko. Prognozowane są burze, którym miejscami będą towarzyszyć bardzo silne opady deszczu od 20 mm do 35 mm oraz porywy wiatru do 90 km/h, lokalnie do 100 km/h. Miejscami może spaść grad.

Warto zestawić te liczby z tym, co dzieje się dziś. Trzydzieści pięć milimetrów oznacza 35 litrów wody na każdy metr kwadratowy. Na dachu domu o rzucie 100 metrów kwadratowych daje to trzy i pół tysiąca litrów, które w ciągu kilku godzin muszą znaleźć ujście. Jeżeli spadnie na grunt już nasiąknięty dzisiejszą ulewą, znaczna część tej wody nie wsiąknie, tylko spłynie po powierzchni do najniżej położonych punktów.

Zaraz po burzach osobne ostrzeżenie przed wiatrem, w porywach do 110 km/h

Drugi alert zaczyna obowiązywać dokładnie tam, gdzie kończy się pierwszy, czyli o godzinie 7:00, i trwa do 12:00. Dotyczy silnego wiatru o średniej prędkości do 50 km/h, w porywach do 90 km/h, lokalnie do 110 km/h, wiejącego z kierunków zachodnich. Prawdopodobieństwo również oszacowano na 80 proc.

Ta kombinacja jest groźniejsza niż każde ze zjawisk osobno. Nocne ulewy rozmiękczają grunt wokół korzeni drzew, a kilka godzin później uderza w nie wiatr o sile bliskiej wichury. To klasyczny mechanizm, przy którym łamią się konary i przewracają całe drzewa, także takie, które wcześniej wyglądały na zdrowe. W mieście przekłada się to na zablokowane jezdnie i torowiska, uszkodzone samochody oraz zerwane linie napowietrzne.

Woda zbiera się tam, gdzie zawsze, czyli w tunelach i na obniżeniach terenu

Przy takim natężeniu opadu kanalizacja przyjmuje wodę wolniej, niż ta napływa, i pierwsze skutki widać w miejscach, gdzie ukształtowanie terenu robi za naturalny zbiornik. Chodzi o przejazdy pod wiaduktami, tunele, przejścia podziemne oraz zjazdy do garaży położone poniżej poziomu ulicy. Dochodzą do tego posesje w dzielnicach o zabudowie jednorodzinnej, gdzie działki leżą niżej niż droga albo nie mają odprowadzenia wód opadowych.

Osobnym problemem jest sucha, zbita warstwa wierzchnia gleby po tygodniach bez opadów. Traci ona strukturę porów, przez które woda wnika w głąb, więc przy gwałtownym deszczu chłonność gruntu jest niższa, niż wynikałoby to z jego rodzaju. Stąd bierze się pozorny paradoks, przy którym podtopienia pojawiają się po okresie suszy, a nie po tygodniach deszczu.

Wieczór wystarczy na trzy rzeczy, które rano oszczędzą kłopotów

Pierwsza dotyczy samochodu. Auto zaparkowane pod dużym drzewem albo przy ścianie z luźnymi elementami elewacji warto przestawić jeszcze dziś, bo o 7:00 rano może być na to za późno. To samo dotyczy miejsc położonych w zaniżeniach terenu i przy wjazdach do garaży podziemnych, gdzie woda zbiera się najszybciej.

Druga to balkon i podwórko. Doniczki, suszarki, parasole, meble ogrodowe i wszystko, co nie jest przymocowane, przy porywach rzędu 100 km/h przestaje leżeć tam, gdzie je zostawiono. Uprzątnięcie tego zajmuje kilka minut, a spadający z wysokości przedmiot bywa groźniejszy niż sam wiatr.

Trzecia dotyczy odpływów. Studzienka przy domu zapchana liśćmi po suchych tygodniach i rynna kończąca się przy fundamencie to najczęstszy powód, dla którego woda trafia do piwnicy. Sprawdzenie i przetkanie odpływu to kwadrans, natomiast osuszanie zalanego pomieszczenia to koszt liczony w setkach, a przy zniszczonej podłodze i sprzęcie w tysiącach złotych.

Rano obowiązuje jedna zasada, o której warto pamiętać za kierownicą. Głębokość wody na zalanym przejeździe pod wiaduktem ocenia się z auta zawodnie, a trzydzieści centymetrów wystarczy, żeby unieruchomić samochód osobowy. Woda zassana do układu dolotowego oznacza naprawę silnika, której ubezpieczyciel nie musi pokryć, jeśli uzna, że kierowca wjechał świadomie. Objazd zabiera kilka minut i jest bezkonkurencyjnie tańszy.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl