W razie kryzysu rząd radzi mieć to zapisane na papierze. Telefon może wtedy nie wystarczyć
Telefon komórkowy przechowuje dziś numery do najbliższych, prowadzi nas przez mapy i pozwala szybko sprawdzić informacje. Problem pojawia się wtedy, gdy zabraknie prądu, internetu albo dostępu do sieci. Rządowy „Poradnik bezpieczeństwa” zwraca uwagę właśnie na taki scenariusz. Rodziny powinny wcześniej ustalić dane kontaktowe i miejsca spotkania, a w wyposażeniu awaryjnym znalazły się także drukowane mapy. Papier może okazać się potrzebny właśnie wtedy, gdy elektronika zawiedzie.

Telefon może nagle przestać wystarczać
Na co dzień większość z nas nie musi pamiętać nawet numerów telefonów do najbliższych. Kontakty zapisujemy w smartfonie, adresy znajdujemy w internecie, a drogę pokazuje GPS.
W sytuacji kryzysowej taki model może przestać działać.
Rządowy poradnik zaleca przygotowanie się m.in. na przerwy w dostawach prądu oraz brak dostępu do telefonu i internetu. W części poświęconej podróżowaniu pojawia się również ostrzeżenie, że GPS może nie działać.
Dlatego część najważniejszych informacji warto mieć także poza telefonem.
Rząd radzi przygotować rodzinny plan
Jednym z elementów „Poradnika bezpieczeństwa” jest rodzinny plan na wypadek kryzysu.
Rząd zaleca wcześniejsze ustalenie danych kontaktowych oraz miejsc i terminów spotkań. Co ważne, miejsca powinny zostać wybrane zarówno w najbliższej okolicy, jak i poza miejscowością zamieszkania.
Powód został wskazany wprost: taki plan ma być przydatny w przypadku rozdzielenia rodziny i braku łączności.
Plan można przygotować samodzielnie albo skorzystać z gotowych rubryk znajdujących się w rządowym poradniku.
Nie powinien też trafić do szuflady na zawsze. Rząd zaleca, aby regularnie go aktualizować i ćwiczyć z domownikami.
Te informacje warto mieć poza telefonem
W praktyce rodzinny plan awaryjny może zawierać przede wszystkim:
- numery telefonów do najbliższych,
- dane kontaktowe osoby, która mieszka poza najbliższą okolicą,
- adres ustalonego miejsca spotkania w pobliżu domu,
- adres drugiego miejsca spotkania poza miejscowością,
- istotne informacje dotyczące dzieci i osób wymagających pomocy,
- podstawowe numery alarmowe.
Szczególnie ważne są dzieci. Rząd zaleca przygotowanie dla dzieci i seniorów identyfikatorów z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu kontaktowego.
Podczas ewakuacji dzieci powinny mieć przy sobie również dane kontaktowe opiekuna oraz informacje medyczne.
Papierowa mapa również znalazła się na rządowej liście
To może zaskoczyć osoby, które od lat korzystają wyłącznie z nawigacji w telefonie.
Rząd zaleca, aby w samochodzie mieć papierową mapę lub atlas samochodowy. Alternatywą pomocniczą jest wcześniejsze pobranie map offline.
Powód jest prosty: system GPS może nie działać.
Drukowane mapy znalazły się również na oficjalnej liście wyposażenia plecaka ewakuacyjnego.
W sytuacji, gdy trzeba szybko opuścić dom, a telefon jest rozładowany, internet nie działa albo występują problemy z nawigacją satelitarną, tradycyjna mapa nie wymaga ani baterii, ani połączenia z siecią.
Każdy domownik powinien mieć własny plecak
Rząd zaleca przygotowanie plecaka ewakuacyjnego dla każdego domownika – także dla dzieci.
Na oficjalnej liście znalazły się m.in. woda, apteczka, osobiste leki, środki higieniczne, dokumenty i ich kopie na pendrivie, gotówka w różnych nominałach, latarka, radio na baterie lub korbkę, telefon, powerbank, ładowarka, zapasowe baterie, drukowane mapy, żywność gotowa do spożycia, odpowiednia odzież, śpiwór, karimata i folia termiczna.
Rząd wymienia również możliwość przygotowania alternatywnego sposobu łączności, np. walkie-talkie.
Brak internetu nie oznacza, że trzeba działać bez planu
Papierowa lista kontaktów i mapa mają jeszcze jedną zaletę: można z nich korzystać niezależnie od stanu infrastruktury telekomunikacyjnej.
W kryzysie sieć komórkowa może być również przeciążona. W przypadku ataku z powietrza rząd zaleca, aby nie przeciążać linii telefonicznych i korzystać z SMS-ów.
Dlatego rodzinny plan powinien zostać ustalony zanim wydarzy się sytuacja awaryjna.
Jeżeli wszyscy domownicy wiedzą wcześniej, gdzie mają się spotkać i z kim próbować się skontaktować, brak połączenia telefonicznego nie pozostawia rodziny bez żadnego planu działania.
Dwa miejsca spotkania, nie jedno
To jeden z najciekawszych elementów rządowej instrukcji.
Rodzina powinna ustalić miejsce spotkania w okolicy oraz drugie poza miejscowością zamieszkania.
Pierwsze może być przydatne, gdy członkowie rodziny znajdują się w różnych częściach dzielnicy czy miasta.
Drugie ma znaczenie w poważniejszej sytuacji, gdy powrót do miejsca zamieszkania jest niemożliwy albo konieczne jest opuszczenie całej miejscowości.
Najważniejsze jest jednak to, aby wszyscy domownicy znali ustalenia wcześniej.
Rząd przygotował cały „Dekalog bezpieczeństwa”
Rodzinny plan nie jest pojedynczą poradą wyrwaną z większego dokumentu.
W rządowym „Dekalogu bezpieczeństwa” znalazło się m.in. zalecenie, aby opracować i przećwiczyć rodzinny plan kryzysowy na wypadek różnych zagrożeń, ewakuacji i rozdzielenia domowników.
Rząd zaleca również przygotowanie zapasów na minimum trzy dni, apteczki z lekami, plecaka ewakuacyjnego oraz wcześniejsze sprawdzenie najbliższego miejsca schronienia.
To nie jest zapowiedź konkretnego zagrożenia
Publikacji takich zaleceń nie należy interpretować jako informacji, że rząd spodziewa się konkretnego kryzysu.
„Poradnik bezpieczeństwa” został przygotowany przez MON, MSWiA i Rządowe Centrum Bezpieczeństwa jako instrukcja dotycząca wielu możliwych sytuacji – od pożaru, powodzi i blackoutu po zagrożenia militarne. Sam rząd podkreśla, że poradnik ma charakter informacyjny i edukacyjny, a korzystanie z niego jest dobrowolne.
Jedna z najprostszych rzeczy nie wymaga jednak żadnych kosztownych zakupów.
Warto mieć poza telefonem najważniejsze dane kontaktowe i rodzinny plan działania, a w zestawie awaryjnym – drukowaną mapę. Smartfon może się rozładować, internet może przestać działać, a GPS może być niedostępny. Kartka papieru nie potrzebuje żadnego z nich.

Dziennikarka ekonomiczna i specjalistka od tekstów prawnych, była wykładowczyni akademicka Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka newsów gospodarczych i tekstów o prawie. Posiada dyplom z zakresu tłumaczeń prawnych i ekonomicznych. Warsztat naukowy wykorzystuje w codziennej pracy redakcyjnej, tworząc precyzyjne artykuły oparte na twardych danych. Jako jedna z nielicznych dziennikarek w branży, swoje teksty opiera na bezpośredniej pracy z zagranicznymi raportami finansowymi i aktami prawnymi, bez pośredników.