Warszawski napój naszych babć. W upały ustawiały się po niego kolejki

Warszawski napój naszych babć. W upały nie używano drogich syropów, owoców czy blendera. To nie jest wymyślona „receptura prababci” z internetu. To autentyczny smak warszawskich ulic z czasów młodości naszych mam i babć. Kto z Was pamięta i używa do dzisiaj?

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Babcia podaje wnuczce sok. Zdjęcie stylizowane, poglądowe.
Babcia podaje wnuczce sok. Zdjęcie stylizowane, poglądowe, generowane za pomocą AI.

Saturator na Nowym Świecie. To była nie tylko woda

Wiosną i latem uliczne saturatory stawały w najbardziej ruchliwych punktach Warszawy. Jeden z nich uwieczniono w 1975 roku przy zbiegu Nowego Światu i Alej Jerozolimskich, z budynkiem Banku Gospodarstwa Krajowego w tle. Inny działał w 1979 roku nieopodal kościoła św. Anny. Z wózka wyposażonego w butlę z gazem i suchy lód sprzedawano zimną wodę sodową – czystą albo z owocowym syropem. Najchętniej zamawiano wersję „z podwójnym sokiem”. Najpopularniejszy był malinowy albo wiśniowy. Napój nalewano do grubych szklanek przypominających musztardówki, przyczepionych do wózka metalowym łańcuszkiem. Po każdym kliencie szklankę jedynie opłukiwano strumieniem wody, przez co warszawiacy nadali napojowi niezbyt apetyczną, ale pamiętaną do dziś nazwę „gruźliczanka”. Mimo tego chętnych nie brakowało. Co ciekawe, jednym z ich głównych krajowych producentów była Spółdzielnia Mechaników w Warszawie. Z ulic zniknęły dopiero na początku lat 90., kiedy łatwiej dostępne stały się chłodzone napoje w butelkach.

Sprzedaż wody sodowej z ulicznego saturatora nad Wisłą, 1969 r.
Sprzedaż wody sodowej z ulicznego saturatora nad Wisłą, 1969 r. Fot. Grażyna Rutowska / Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. dawna 40-1-231-28.

Składniki na domowy syrop

Najprostszą wersję można przygotować z gotowego syropu malinowego. Jeżeli jednak napój ma naprawdę smakować jak lato u babci, warto najpierw zrobić własny syrop.

  • 500 g dojrzałych malin,
  • 250–300 g cukru,
  • około 100 ml wody.

Maliny należy przełożyć do garnka, dolać wodę i podgrzewać na niewielkim ogniu przez około 10 minut, aż owoce puszczą sok. Następnie całość trzeba przecedzić przez gęste sitko lub gazę. Do otrzymanego płynu dodajemy cukier i ponownie podgrzewamy przez kilka minut, tylko do jego rozpuszczenia.

Syrop studzimy, przelewamy do czystej butelki i przechowujemy w lodówce. Nie musi być bardzo gęsty. W saturatorach chodziło przede wszystkim o intensywny, słodko-kwaśny smak malin.

Jak przygotować napój?

Do szklanki należy wlać około 30–40 ml zimnego syropu malinowego. Następnie powoli dolewamy 250 ml bardzo mocno schłodzonej, intensywnie gazowanej wody.

Wersja prawdziwie dziecięca, czyli „z podwójnym sokiem”, powinna zawierać około 50–60 ml syropu. Trzeba jednak uważać, aby napój nie zrobił się przesadnie słodki – najlepiej zacząć od mniejszej ilości i dolać syropu po spróbowaniu.

Nie potrzeba cytryny, mięty ani plasterków pomarańczy. Oryginalna warszawska wersja była prosta: zimna woda, dużo bąbelków i malinowy sok. Cały sekret polega na temperaturze. Woda powinna być niemal lodowata, a napój najlepiej wypić od razu po przygotowaniu, zanim ucieknie gaz.

Dla dorosłych można przygotować wariant bardziej wytrawny: dać mniej syropu, dodać kilka rozgniecionych malin i dosłownie szczyptę soli. Nie będzie to już wierna kopia napoju z saturatora, ale w bardzo gorący dzień smakuje znakomicie.

Smak prostszych czasów

Dzisiejsza lemoniada często składa się z kilkunastu dodatków. Warszawska woda sodowa z sokiem udowadnia, że nie zawsze są one potrzebne. Jest chłodna, lekko kwaśna, malinowa i mocno gazowana. Pierwszy łyk szczypie w język, drugi przypomina wakacje, a po trzecim zaczyna być jasne, dlaczego kiedyś przed saturatorami ustawiały się kolejki. Metalowy wózek, biały fartuch i szklankę na łańcuszku możemy sobie darować. Podwójny sok zdecydowanie warto jednak zachować.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl