Wisła bije rekord niskiego stanu wody. Czy warszawiakom zabraknie wody w kranach?

102 centymetry – tyle pokazał w piątek, 7 sierpnia, wodowskaz na stacji Warszawa-Bulwary. To najniższy odczyt w historii tego punktu pomiarowego, bijący dotychczasowy rekord z września 2025 roku, który po przeliczeniu wynosił 104 cm. Wisła w Warszawie skurczyła się do poziomu, przy którym w wielu miejscach koryta widać już piaszczyste łachy tam, gdzie jeszcze niedawno płynęła woda. Naturalne pytanie, jakie nasuwa się mieszkańcom stolicy, brzmi: czy przy tak niskim stanie rzeki może zabraknąć wody w kranie?

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

13 lipca 2026: W płytkiej Wiśle stoi dekoracyjny nurek wykonany przez artystę ulicznego Mihasa Mishuka "Artmihusa", podkreślający niski poziom wody i odsłonięte skały w pobliżu mostu dla pieszych im. Magdaleny Abakanowicz.
13 lipca 2026: W płytkiej Wiśle stoi dekoracyjny nurek wykonany przez artystę ulicznego Mihasa Mishuka „Artmihusa”, podkreślający niski poziom wody i odsłonięte skały w pobliżu mostu dla pieszych im. Magdaleny Abakanowicz. Fot. Łukasz Wójcik / Shutterstock.

Konstrukcja, jakiej nie ma nigdzie indziej w Europie

Odpowiedź brzmi nie, nie zabraknie, a powód jest ukryty dosłownie pod dnem rzeki. Ponad 70% wody pitnej dla Warszawy pochodzi z Wisły, ale nie jest czerpana z jej powierzchni, tylko z głębokości około 7 metrów pod korytem rzeki, gdzie naturalna warstwa piaszczysto-żwirowa działa jak filtr. Kluczowym elementem tego systemu jest „Gruba Kaśka” – stojąca w samym nurcie Wisły studnia infiltracyjna, jedyny tego typu obiekt w Europie usytuowany bezpośrednio w korycie rzeki. Wodę pobiera się za pomocą piętnastu perforowanych drenów rozchodzących się promieniście od studni, o łącznej długości blisko 2 kilometrów, skąd trafia do stacji uzdatniania „Praga” i „Filtry”, a stamtąd – już oczyszczona – do kranów mieszkańców.

Ten sposób poboru wody sprawia, że jej dostępność nie zależy bezpośrednio od tego, ile centymetrów pokazuje akurat wodowskaz na Bulwarach – liczy się to, czy pod dnem rzeki wciąż płynie i przesącza się woda gruntowa, a nie sam poziom lustra wody na powierzchni. Nawet przy rekordowo niskim stanie Wisły proces infiltracji przez naturalne złoże piaskowe działa dalej, choć – jak pokazuje tegoroczna susza – wymaga to dziś znacznie więcej pracy ze strony samych wodociągów niż w normalnych warunkach.

„Chude Wojtki” pracują w systemie 12-godzinnym, nawet w niedziele

Niski stan Wisły nie oznacza więc ryzyka przerwy w dostawach, ale realnie obciąża infrastrukturę utrzymującą ujęcia w sprawności. Za dno rzeki nad drenami odpowiadają pływające spulchniacze hydrauliczne, żartobliwie nazywane „Chudymi Wojtkami” – ich zadaniem jest płukanie i spulchnianie osadu, żeby warstwa filtracyjna nad rurami zachowała odpowiednią przepuszczalność. Już kilka lat temu wodociągi przyznawały, że przy niskim stanie Wisły praca jednostek pływających odbywa się w systemie 12-godzinnym, z niedzielami włącznie.

Drugim, niezależnym od Wisły źródłem wody dla stolicy jest Jezioro Zegrzyńskie, pokrywające obecnie około 30% zapotrzebowania miasta – w razie poważniejszych problemów z ujęciami wiślanymi system pozwala częściowo przesunąć obciążenie między obydwoma źródłami. Warto przy tym wiedzieć, że tegoroczny rekord nie jest w pełni porównywalny z odczytami sprzed 2025 roku – IMGW-PIB wraz z Wodami Polskimi zmieniło w ubiegłym roku rzędną „punktu zero” wodowskazu na stacji Warszawa-Bulwary w celach modernizacyjnych, więc obecne centymetry nie przekładają się wprost na wcześniejszą skalę pomiarową. Sam fakt, że rzeka jest dziś wyjątkowo płytka, pozostaje jednak niepodważalny – widać to gołym okiem na warszawskich bulwarach, nawet bez znajomości technicznych niuansów wodowskazu.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl