Właściciel drukarni grozi pozwami. 4-letnią Zosię nazywa porażką?

Właściciel drukarni o którego wypowiedziach zrobiło się ostatnio głośno, opublikował oficjalne oświadczenie w tej sprawie. Opisuje w nim całą sytuację, pomijając wcześniejsze przemyślenia oraz ujawnia intymne szczegóły z życia rodzinnego Pani Beaty Olek i jej córki. Samą dziewczynkę określa mianem… porażki?

Fot. Pixabay, drukarnia

Fot. Pixabay, drukarnia

Poniżej zamieszczamy całość oświadczenia z wytłuszczonymi najważniejszymi fragmentami:

W minionym tygodniu pojawiły się na różnych portalach informacje dotyczące potraktowania przeze mnie matki niepełnosprawnego dziecka. Oczywiście nikt z oceniających nie próbował nawet w części weryfikować całości zdarzenia podanego przez p. Beatę Olek. Zapewne z powodu powszechnie panującego stereotypu, że matka takiego dziecka posiada zawsze rację i mówi prawdę.
Zebranie poniższych faktów nie pozwalało na wcześniejszą publikację naszego stanowiska, bo jak wiadomo są to procesy czasochłonne.

Niestety, nasze racje i początkowe wyjaśnienia zostały prawie całkowicie pominięte, albo manipulowano nimi na różnych portalach z tytułu zapewnienia ich atrakcyjności, a co za tym idzie wpływów z reklam edytowanego przy okazji materiału. Pominięta została prawda o tym, że wytknęliśmy kobiecie wielokrotne narzucanie się nam drogą mailową, dwa niewybredne telefony z agresywną pretensją (potwierdzenie w bilingach) oraz ewidentne mijanie się z prawdą.

Po pierwsze z treści wysłanej przez p. Olek korespondencji mailowej wynika jasno że chodzi o wsparcie finansowe, a nie jakiś dodruk niewielkiej ilości ulotek zakamuflowany w treści. Nie zamieszczam tego maila ponieważ zgodnie z prawem nie udostępniamy korespondencji prywatnej.
Należy dodać, że w informacjach portalowych i sieciowych nigdzie nie zauważyłem załączonej całej korespondencji p. Olek z drukarnią tj. wysłanych do nas dwóch maili oraz informacji o wykonanych do nas telefonach. Potwierdza to wyłącznie wybiórcze i jednostronne przedstawianie informacji.

Kolejnym nieujawnionym elementem jest fakt, że 4-letnia córka nie jest jej jedynym dzieckiem, które wymaga specjalnej troski, są też inne w rodzinie. P. Olek nie jest jak twierdzi osobą samotnie wychowującą niepełnosprawne dziecko. Jak udało się nam dowiedzieć jej małżonek pracuje w drukarni!!! Informacje są potwierdzone, istnieje również kontakt z osobami, które podobnie jak my zetknęły się z „działalnością” p. Olek. Nam wiadomo było o tym znacznie wcześniej ze względu na fakt, że obecna rozsyłka próśb o wsparcie (z drukiem ulotek) stanowi jej kolejną.

Nie trzeba zapewne nikogo przekonywać, że zupełnie inaczej definiuje to całą sprawę i stawia następne pytania. Dlaczego podjętymi przez siebie świadomie decyzjami o posiadaniu potomstwa, próbuje obciążać innych, w tym również drukarnię, a w przypadku odmowy powoduje wykonanie opisanych telefonów z pouczeniami, pogróżkami i obelgami, uruchamiając następnie niebywałą falę nienawiści. Przecież ewentualne wsparcie darczyńcy jest elementem jego dobrej woli, a z pewnością nie musu. Każdy odpowiada za swoje decyzje, mnie swoimi porażkami nie przyszłoby do głowy kogokolwiek obciążać.

Należy również podnieść, że nigdy nie byliśmy wrogami osób niepełnosprawnych, wielu pomogliśmy i wspieramy finansowo. Wiemy, że chore dzieci rodzą się z wielu powodów. Mamy jednak prawo do napiętnowania podawania nieprawdy w rozpowszechnionym ostatnio szeroko wyłudzaniu pomocy w sieci. W moim przekonaniu powinno to się odbywać wyłącznie poprzez profesjonalnie działające fundacje, będące w stanie ocenić zasadność pomocy osobie o nią występującej.

Przełożyło się to także na zawłaszczenie przez kogoś działającego w „słusznej sprawie” dwóch profili facebookowych: najpierw drukarni w zakładce promocje, gdzie zawieszono „odpowiedz drukarni na prośbę p. Olek” , a po zawieszeniu przez nas tego profilu zawłaszczono profilem mojego syna. Co tam zawieszono komentować nie zamierzam.

Zawłaszczenie czyimś kontem na Facebooku i podszywanie się pod czyjąś tożsamość nie jest oczywiście niczym nowym i nie stanowi obecnie problemu dla przeciętnego hakera, a w sieci opisane jest jak to wykonać. Oczywiście linku do tego nie podaję. Znamiennym pozostaje również fakt, że na zamieszczonym z niszową oglądalnością profilu syna „materiał” błyskawicznie został rozpowszechniony.

W moim przekonaniu masowe rozsyłanie hejtu, w tym przypadku jest postrzegane jako działanie mające celu całkowitego zniszczenia odmawiającej pomocy osoby, jej rodziny i firmy czyli kogoś mającego czelność kwestionowania poprawności informacji podanych przez matkę niepełnosprawnego dziecka. I pani Beata Olek w tym wyborze się nie zawahała. Wiadomo bowiem, że wprowadzenie takich informacji w szeroki wymiar portalowo- sieciowy, przekłada się dla osoby pokrzywdzonej znacznym elementem wsparcia, głównie finansowego.

Dziękuję z tego miejsca moim bliskim zwłaszcza Żonie, licznym Klientom i Współpracownikom a także Załodze drukarni za zrozumienie zaistniałej sytuacji, którzy wiedząc o napływie obelżywych komentarzy, o nic nas jak dotąd nie zapytali i darzyli nas w tych trudnych dla nas chwilach pełnym zaufaniem. Dziękuję również wszystkim innym osobom, również tym anonimowym, które drogą telefoniczną i mailową udzieliły nam swojego wsparcia, nie dając wiary w opisane okoliczności sprawy.
Wybaczam licznym, którzy obłożyli nas inwektywami i kilka dni nękali telefonicznie i mailowo, jak również tym, którzy wydali na nas zaocznie wyrok, i tym którzy wystawili nam negatywne opinie na stronie.

Niech będzie to przestrogą dla tych, którzy oceniają innych i wydają wyrok na podstawie jednostronnych informacji bez dania im możliwości obrony.
Niech będzie również przestrogą dla bezgranicznego zaufania portalom i zawieranym tam informacjom, jak również rozsyłanym masowo informacjom w sieci.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że powyższy opis niczego nie przesądza.

Co do syna Krzysztofa to pracuje w firmie nie mającą z drukarnią nic wspólnego. Obecnie kontakt z nim mam mocno ograniczony ze względu na jego obecny stan psychiczny oraz fakt, że przenosi go częściowo na wywołanie przez nas tematu. Z jego wyjaśnień wynika, że pod wpływem obelżywych komentarzy wpis usunął, załączając przeprosiny. Jestem przekonany, że zadziałał słusznie, ale jego dalsza droga do oczyszczenia wizerunku powinna w moim przekonaniu iść w kierunku skierowanie sprawy do prokuratury, opinii biegłego, i być może ewentualnych czynności procesowych. Oczywiście uczyni, jak zechce.

Moje dalsze działania będą w pierwszej kolejności szły w kierunku zamieszczenia przedmiotowych wyjaśnień w elementach informacji portalowych, w charakterze sprostowania. Jeżeli spotka się to z odmową, ponieważ podane jednostronnie informacje nie zostały w pełni zweryfikowane przez zamieszczającego, przełoży się oczywiście na drogę prawną. W dalszej kolejności czeka ona również p. Beatę Olek, wyłącznie jednak w zakresie upubliczniania prywatnej korespondencji droga elektroniczną w celu niszczenia wizerunku. Zapewne jednak p. Beata. Olek bez trudu znajdzie godnych siebie mecenasów, którzy to zdecydują się bronić „pokrzywdzonej”.

I żeby była całkowita jasność, pani Beata Olek niczego od nas nie dostała, bo dostać nie musiała. Wiedzieliśmy o tym, że podaje nieprawdę, próbując wsparcie dla siebie nachalnie egzekwować. Spotkała się więc z brutalną odpowiedzią. Reszty dokonał za nią hejt. Jej aktywność medialną potwierdzają tylko zawarte powyżej tezy ze względu na fakt, że jak dotychczas ja jeszcze niczego nie wyjaśniałem, a p. Olek powiedziała w tej sprawie znacznie więcej, aniżeli faktycznie miało miejsce. Miała swoje 5 min. teraz już takiej szansy na promocję nie dostanie.

Z ostatniej chwili: Manipulacje programu Dzień dobry TVN: mam od nich na piśmie że mieli odczytać oświadczenie drukarni na koniec programu. Odczytali dwa zdania w jego trakcie….


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.
c