Wydostać się z onkologicznego piekła – walczymy o życie babci Basi!

Strach towarzyszy mi nieustannie od blisko roku, od czasu, kiedy zdiagnozowano u mnie raka, który zabiera coraz więcej mojego ciała. Pojawiły się przerzuty do wątroby, których mimo operacji nie udało się usunąć. Lęk związany z nowotworem to na szczęście nie jedyne uczucie, które mi ostatnio towarzyszy. Jest też nadzieja, którą dali mi lekarze, ale nadzieja, która kosztuje bardzo wiele. To zabieg Nanoknife – zabieg, który dał mi wiarę, że chorobę jeszcze pokonam, że przede mną jeszcze wiele pięknych lat życia. Proszę, podaruj mi je… https://www.siepomaga.pl/barbara-szajner

Fot. siepomaga.pl

Całe życie w biegu codzienności, ale takiej mojej, wymarzonej, zaplanowanej. To dawało mi radość i pogodę ducha. Nawet w najtrudniejszych chwilach nie traciłam wiary i pozytywnego nastawienia. Ale dziś chyba powoli tracę to, co towarzyszyło mi przez 60 lat. W swoim życiu założyłam rodzinę, wychowałam dwie córki. W 2003 roku podjęliśmy z mężem decyzję, że zbudujemy dom – naszą ostoję na stare lata. Miejsce, w którym stworzymy nasz świat dla siebie, dzieci i wnuków. Zaczęliśmy realizować nasze marzenie. Ale nagle stał się dramat – mój mąż zmarł nagle. Ciężko było mi się z tego pozbierać. Tyle lat spędzonych razem… A teraz musiałam uczyć żyć się na nowo – bez człowieka, którego kochałam. Wciąż jednak miałam i mam dla kogo żyć – są przecież dzieci i wnuki.

Rok po śmierci męża sama zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem Najpierw pojawiła się cukrzyca, potem nadciśnienie. Ale choroby nie zatrzymały mnie w codzienności. Robiłam to, co lubię, starałam się być aktywna. Aż do 2017 roku. To wtedy pojawiło się w moim życiu słowo, którego tak bardzo się bałam – rak. Początkowe osłabienie kładłam na karb pracy i upływających lat. Wyniki morfologii był jednak bardzo złe – spadek hemoglobiny wymagający transfuzji był tak duży, że zdecydowano o poszerzeniu diagnostyki. Nasza rodzina otrzymała kolejny cios.

Diagnoza – rak jelita grubego. Wpadłam w onkologiczne piekło znienacka i tkwię w nim do dzisiaj. Po diagnozie wszystko działo się szybko. W grudniu operacja resekcji esicy, potem chemioterapia, którą przyjmuję do dziś. Pierwsze noce spędzone na onkologii były koszmarne. Nie dało się nie myśleć o śmierci. Ta myśl cały czas uporczywie wracała.

Przechodziłam kolejne chemie. Niestety – rak rósł w siłę, zabierając mi coraz więcej. Na początku 2018 podczas leczenia diabetologicznego stwierdzono przerzuty raka do wątroby. W czerwcu pierwsza operacja wątroby w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacji Wątroby w szpitalu na Banacha w Warszawie. Kilka guzów usunięto, ale jeden umiejscowiony w pobliżu ważnych naczyń krwionośnych wciąż zagraża mojemu życiu!

Lekarze uznali, że szansą dla mnie jest metoda NanoKnife – nierefundowana i kosztowna. Zbyt kosztowna dla mnie i moich bliskich. Z powodu choroby musiałam zrezygnować z aktywności zawodowej. Moim jedynym źródłem dochodów stała się skromna renta. To nie pozwala na wiele. Nadal jednak wierzę, że mogę wygrać z chorobą.

Zabieg zaplanowano na 4 października. Mam więc niewiele ponad tydzień, by za niego zapłacić. Niemal 40 tysięcy złotych to rachunek za moje życie. Czy dostanę szansę? Nie wiem. Ale bardzo chcę wierzyć, że dzięki dobrym ludziom dane będzie mi wykorzystać szansę na własne życie. Boję się. Strach towarzyszy mi nieustannie od blisko roku, a dziś wydaje się być jeszcze większy. Proszę Cię, pomóż mi zapłacić cenę za moje życie.

Copyright © 2016-2018 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.