Wystarczy donos sąsiada i może przyjść kontrola. Od 2026 roku kara może sięgnąć nawet 30 tys. zł

Jesienne porządki w ogrodzie mogą zakończyć się wyjątkowo drogo. Liście, trawa czy gałęzie po przycinaniu roślin często trafiały kiedyś na ognisko. Dziś bioodpady objęte selektywną zbiórką co do zasady nie mogą być w ten sposób spalane. A od 2 stycznia 2026 roku dodatkowo obowiązują znacznie surowsze sankcje za zachowania stwarzające zagrożenie pożarowe. W określonych przypadkach mandat może wynieść nawet 5 tys. zł, a grzywna orzeczona przez sąd – aż 30 tys. zł.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce

Sterta suchych liści, kilka gałęzi po przycięciu drzewa i zapałka. Jeszcze kilkanaście lat temu taki obraz jesienią nikogo specjalnie nie dziwił.

Dzisiaj rozpalenie takiego ogniska może oznaczać spotkanie ze strażą miejską albo policją. A konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze, niż wielu właścicieli działek i ogrodów przypuszcza.

Szczególnie że od początku 2026 roku przepisy przeciwpożarowe zostały zaostrzone.

Liście i trawa to nie „tylko rośliny”

Kluczowe znaczenie ma ustawa o odpadach.

Jej art. 31 ust. 7 pozwala na spalanie zgromadzonych pozostałości roślinnych poza instalacjami i urządzeniami tylko wtedy, gdy nie są one objęte obowiązkiem selektywnego zbierania.

I właśnie tutaj pojawia się problem.

Bioodpady komunalne są obecnie objęte systemem selektywnego zbierania. Oznacza to, że typowych odpadów powstających podczas prac w przydomowym ogrodzie nie można po prostu zebrać na stos i podpalić.

Policja w swoich komunikatach wprost wskazuje na spalanie w ogrodach i na działkach liści oraz gałęzi jako sytuację, która może skończyć się interwencją i karą.

Jedno ognisko może oznaczać kilka problemów prawnych

Trzeba jednak rozdzielić dwie kwestie.

Pierwsza to nielegalne pozbywanie się odpadów.

Art. 191 ustawy o odpadach przewiduje odpowiedzialność osoby, która wbrew przepisom termicznie przekształca odpady poza spalarnią lub współspalarnią. Za takie wykroczenie grozi areszt albo grzywna.

Policja przypomina, że za niezgodne z przepisami spalanie odpadów zielonych funkcjonariusz może nałożyć mandat do 500 zł.

Ale na tym sprawa nie musi się zakończyć.

Drugą kwestią jest bowiem bezpieczeństwo pożarowe.

I tutaj od 2026 roku sankcje mogą być wielokrotnie wyższe.

Od 2 stycznia kary mocno wzrosły

Zmiana obowiązuje od 2 stycznia 2026 roku.

Ministerstwo Sprawiedliwości poinformowało, że nowelizacja przepisów podniosła górną granicę grzywny za określone wykroczenia związane ze sprowadzeniem zagrożenia pożarowego:

z 5 tys. zł aż do 30 tys. zł.

Jednocześnie maksymalna wysokość mandatu wzrosła:

z 500 zł do 5 tys. zł.

Jeżeli jednym czynem dochodzi do kilku wykroczeń, maksymalny mandat może wynieść 6 tys. zł.

To oznacza, że znane od lat ostrzeżenie przed kilkusetzłotowym mandatem nie pokazuje już pełnego ryzyka związanego z niebezpiecznym obchodzeniem się z ogniem.

Nawet 30 tys. zł. Ale nie za każde ognisko

Tu konieczne jest bardzo ważne zastrzeżenie.

Nie jest prawdą, że za każde spalenie liści w ogrodzie automatycznie grozi 30 tys. zł grzywny.

Tak wysoka sankcja może wejść w grę, jeżeli zachowanie spełnia przesłanki określonych wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu pożarowemu.

Art. 82 Kodeksu wykroczeń obejmuje m.in. czynności mogące spowodować pożar, jego rozprzestrzenianie się albo utrudnić działania ratownicze czy ewakuację. Przepisy odnoszą się między innymi do niedozwolonego używania otwartego ognia.

Ministerstwo Sprawiedliwości wymienia wśród zachowań objętych surowszymi sankcjami również nieostrożne obchodzenie się z ogniem oraz brak nadzoru nad miejscem jego użycia.

Jest też granica 100 metrów

To szczegół, którego właściciele działek mogą nie znać.

Ministerstwo wskazuje, że surowsze przepisy obejmują również osoby, które wypalają trawy lub pozostałości roślinne w odległości mniejszej niż 100 metrów od zabudowań, lasów lub terenów podobnych, a także wtedy, gdy wypalanie utrudnia ruch drogowy.

W praktyce w gęstej zabudowie mieszkaniowej spełnienie warunku dotyczącego odległości może być szczególnie problematyczne.

Nie wystarczy więc powiedzieć: „przecież palę na własnej działce”.

Własność terenu nie wyłącza przepisów dotyczących odpadów ani ochrony przeciwpożarowej.

Sucha trawa i wiatr mogą diametralnie zmienić sytuację

Niewielkie ognisko może wydawać się całkowicie kontrolowane.

Sytuacja zmienia się jednak przy silniejszym wietrze, wysuszonej roślinności albo znajdujących się w pobliżu materiałach łatwopalnych.

Ministerstwo Sprawiedliwości podkreśla, że nowe sankcje dotyczą zachowań, które mogą doprowadzić do powstania lub rozprzestrzenienia się pożaru.

Dlatego znaczenie ma nie tylko to, co jest spalane, lecz również gdzie i w jaki sposób używany jest ogień oraz jakie zagrożenie powstaje w konkretnych okolicznościach.

500 zł, 5 tys. czy 30 tys. zł? To nie są te same kary

Łatwo tutaj pomieszać kilka różnych sankcji.

Za niezgodne z przepisami spalanie odpadów zielonych policja wskazuje możliwość nałożenia mandatu do 500 zł.

Jeżeli jednak zachowanie jednocześnie narusza przepisy przeciwpożarowe objęte zaostrzonymi od 2026 roku sankcjami, maksymalny mandat może wynieść 5 tys. zł.

Jeśli sprawa dotycząca takiego wykroczenia trafi do sądu, górna granica grzywny wynosi obecnie 30 tys. zł.

To właśnie dlatego pozornie podobne sytuacje mogą zakończyć się zupełnie różnymi konsekwencjami.

„Zawsze tak robiliśmy” nie ma znaczenia

W wielu polskich domach spalanie liści było kiedyś normalnym elementem jesiennych porządków.

Obecny system gospodarki odpadami działa jednak inaczej.

Pozostałości roślinne objęte selektywnym zbieraniem powinny zostać zagospodarowane zgodnie z zasadami obowiązującymi w danej gminie, a nie spalone na działce. Ustawa pozostawia wyjątek dla pozostałości roślinnych, które nie są objęte obowiązkiem selektywnego zbierania, ale nie jest to furtka pozwalająca dowolnie palić typowe bioodpady z gospodarstwa domowego.

Co zrobić z liśćmi i gałęziami?

Najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest sprawdzenie zasad odbioru bioodpadów obowiązujących w swojej gminie.

W zależności od lokalnego systemu odpady zielone mogą być odbierane bezpośrednio z nieruchomości albo przyjmowane w PSZOK. Część pozostałości roślinnych można również wykorzystać w przydomowym kompostowniku.

To szczególnie ważne właśnie teraz, gdy rozpoczynają się jesienne porządki w ogrodach.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl