Z ostatniej chwili. Alarm o ataku jądrowym w Rosji. 2 listopada mieszkańcy otrzymali przerażający komunikat. Ujawniono, co się stało

W nocy z 1 na 2 listopada w rosyjskich kanałach ostrzegania pojawiły się wiadomości informujące o rzekomym wystrzeleniu głowic jądrowych w kierunku wszystkich regionów Rosji. Komunikaty nakazywały mieszkańcom ukrycie się w piwnicach i przygotowanie zapasów żywności na 3 tygodnie. Rosyjskie media informują o włamaniu na konto regionalnych służb ratunkowych, a doniesienia o szerszym cyberataku wymagają dalszej weryfikacji.

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google
Dodaj

Mężczyzna w szoku trzymający telefon
Mężczyzna w szoku trzymający telefon. Grafika poglądowa (generowana przy pomocy Gemini)

Wiadomości pojawiły się w serwisach wykorzystywanych do przekazywania informacji o zagrożeniach. Ich treść mogła wywołać szczególny niepokój, ponieważ pochodziła z kanałów kojarzonych z oficjalnymi ostrzeżeniami.

Nie ma żadnego potwierdzenia rzeczywistego ataku jądrowego na Rosję. Wszystko wskazuje na rozpowszechnienie fałszywych alarmów w wyniku nieuprawnionego dostępu do części systemów komunikacyjnych.

„Głowice jądrowe zostały wystrzelone”. Taką wiadomość zobaczyli mieszkańcy

Według ukraińskiej agencji UNN jeden z opublikowanych zrzutów ekranu przedstawia komunikat skierowany do mieszkańców obwodu woroneskiego.

Wiadomość datowana na 2 listopada, godzinę 2:47, informowała o rzekomym wystrzeleniu głowic jądrowych w kierunku wszystkich regionów Federacji Rosyjskiej.

Autorzy alarmu wzywali mieszkańców do zgromadzenia zapasów jedzenia na 3 tygodnie oraz schronienia się w piwnicach.

Komunikat zawierał również wulgaryzmy i prowokacyjne sformułowania, co dodatkowo wskazywało, że nie był standardowym ostrzeżeniem służb.

Zrzuty ekranu zaczęły krążyć w mediach społecznościowych.

Włamano się na konto rosyjskich służb. Media podają szczegóły

Rosyjski dziennik Moskowskij Komsomolec poinformował, że celem ataku padło konto regionalnego systemu ostrzegania i reagowania kryzysowego RSCS w obwodzie kurgańskim, działające w komunikatorze MAX.

Według tej relacji fałszywa wiadomość została opublikowana o 4:53 czasu lokalnego.

Również tam informowano o rzekomym zagrożeniu jądrowym i nakazywano mieszkańcom przygotowanie zapasów oraz znalezienie schronienia.

Rosyjskie media opisują incydent jako włamanie na konto służb.

Nie jest jednak jasne, czy wszystkie fałszywe komunikaty pochodziły z jednego przejętego systemu, czy doszło do kilku odrębnych naruszeń bezpieczeństwa.

Doniesienia o przejęciu aplikacji rosyjskiego ministerstwa

Ukraińska agencja UNN, powołując się na doniesienia ruchu partyzanckiego ATESH, przekazała, że celem cyberataku miała być również aplikacja rosyjskiego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, czyli MChS.

Według tej wersji nieuprawnione osoby miały uzyskać możliwość rozsyłania fałszywych ostrzeżeń o zagrożeniu jądrowym.

To istotne, ponieważ oficjalna aplikacja MChS służy między innymi do przekazywania informacji o sytuacjach nadzwyczajnych i zagrożeniach dla ludności.

Nie ma jednak niezależnego potwierdzenia, że przejęto całą aplikację ministerstwa ani wszystkie jego regionalne kanały.

Nie ustalono również liczby użytkowników, do których dotarły fałszywe wiadomości.

Kilka godzin wcześniej podobne alarmy pojawiły się w Ukrainie

Incydent w Rosji nastąpił po niepokojących wydarzeniach w Ukrainie.

Wieczorem 1 listopada użytkownicy ukraińskiej aplikacji „Powitriana Trywoha”, służącej do ostrzegania przed zagrożeniami z powietrza, zaczęli otrzymywać fałszywe komunikaty.

Dotyczyły one między innymi:

  • rzekomego zagrożenia jądrowego,
  • niebezpieczeństwa radiacyjnego,
  • zagrożenia chemicznego,
  • walk ulicznych w Kijowie.

Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały o prawdopodobnej ingerencji w działanie aplikacji i podkreśliły, że nie występowało rzeczywiste zagrożenie radiacyjne.

O sprawie informowała również agencja Reuters.

Operator systemu eTryvoga przekazał, że fałszywe alarmy pojawiły się około 22:48 czasu kijowskiego i że automatyczne pobieranie ostrzeżeń z naruszonego źródła zostało czasowo wyłączone.

Czy to była seria powiązanych cyberataków?

Bliskość czasowa obu incydentów wywołała pytania o możliwy związek między nimi.

Najpierw fałszywe alarmy o zagrożeniu jądrowym i chemicznym pojawiły się w Ukrainie. Następnie podobne ostrzeżenia zaczęły docierać do odbiorców rosyjskich kanałów informacyjnych.

Ruch ATESH przedstawił wydarzenia w Rosji jako działanie hakerów sprzyjających Ukrainie.

Nie ma jednak niezależnych dowodów pozwalających ustalić sprawców obu incydentów ani potwierdzić, że były one skoordynowane.

Nie wiadomo również, czy wykorzystano te same metody włamania.

Fałszywy alarm jądrowy może wywołać panikę

Systemy ostrzegania kryzysowego mają szczególne znaczenie, ponieważ ich komunikaty dotyczą bezpośrednio bezpieczeństwa ludzi.

Wiadomość o wystrzeleniu głowic jądrowych może skłonić odbiorców do natychmiastowego szukania schronienia, gromadzenia zapasów lub podejmowania innych działań w przekonaniu, że zagrożenie jest realne.

Dlatego nieuprawnione przejęcie kanału ostrzegania stanowi poważny problem bezpieczeństwa informacyjnego, nawet jeśli sam alarm jest całkowicie fałszywy.

Incydenty z nocy z 1 na 2 listopada pokazują również, jak szybko dezinformacja może rozprzestrzeniać się za pośrednictwem narzędzi, którym użytkownicy zwykle ufają.

Na obecnym etapie potwierdzone są doniesienia o fałszywych komunikatach i naruszeniu co najmniej jednego regionalnego kanału ostrzegania w Rosji. Nie ma potwierdzenia rzeczywistego ataku jądrowego.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl