Za 6 tygodni decyzja, które wpłynie na rachunki wszystkich Polaków. Gigantyczne podwyżki coraz bliżej

Do początku czerwca Komisja Europejska zamknie wewnętrzne prace nad rewizją systemu handlu emisjami CO2. Lipiec przyniesie gotowy projekt – wtedy będzie już za późno na istotne zmiany. To oznacza, że polska dyplomacja energetyczna ma niespełna 2 miesiące, by przeforsować postulaty, które zdecydują o tym, ile zapłacimy za prąd, ogrzewanie i paliwo – nie tylko w przyszłym roku, ale przez całą dekadę. Stawką jest zarówno kształt istniejącego systemu ETS dla przemysłu i energetyki, jak i termin wdrożenia ETS2 – nowego mechanizmu, który bezpośrednio dotknie każde polskie gospodarstwo domowe.

Kilka tysięcy złotych rozłożone na stole. Fot. Warszawa w Pigułce.
Fot. Warszawa w Pigułce

Dwa systemy, dwa różne problemy dla Polaków

Żeby zrozumieć, o co toczy się gra w Brukseli, trzeba rozróżnić dwa mechanizmy często mylone w debacie publicznej. ETS – istniejący od 2005 roku system handlu uprawnieniami do emisji CO2 – działa na zasadzie rynkowej: elektrownie, zakłady przemysłowe i linie lotnicze kupują pozwolenia na emisję. Wyższe ceny tych pozwoleń przekładają się na wyższe ceny prądu – już teraz ETS odpowiada za istotną część rachunku za energię elektryczną. To właśnie ten system jest teraz rewidowany, a lipiec przyniesie projekt zmian.

ETS2 to zupełnie odrębny mechanizm, który rozszerza logikę handlu emisjami na transport drogowy i ogrzewanie budynków. W praktyce oznacza to, że dostawcy gazu, węgla, oleju opałowego i paliw będą musieli kupować uprawnienia do emisji CO2 – i koszt ten przerzucą na odbiorców końcowych. Parlamentowi Europejskiemu już udało się opóźnić start ETS2 o rok: pierwotnie system miał ruszyć w 2027 roku, po marcowym głosowaniu w PE wejdzie w życie w 2028 roku. Polska domaga się kolejnych opóźnień – co najmniej do 2030 roku – i dobrowolności przystąpienia dla państw UE na wczesnym etapie.

„Mamy niespełna dwa miesiące”. Bolesta w wyścigu z kalendarzem

Wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta, cytowany przez Business Insider Polska, nie ukrywa presji czasowej. „Mamy niespełna dwa miesiące na to, by do naszych ofensywnych pomysłów przekonać innych” – stwierdził wprost. Obecna rewizja obejmuje kilka równoległych procesów: procedowana jest rewizja rezerwy stabilności rynkowej (MSR), w kwietniu spodziewane są propozycje nowych benchmarków dla przemysłu, a całość zwieńczy lipcowy projekt rewizji dyrektywy ETS.

Polska lista postulatów jest konkretna. Rząd domaga się wydłużenia okresu bezpłatnych uprawnień dla przemysłu – bez nich firmy energochłonne, w tym producenci stali, cementu i chemikaliów, będą musiały kupować droższe pozwolenia i przerzucać koszt na produkty. Drugi postulat to uwzględnienie specyfiki produkcji na potrzeby obronności – w kontekście zbrojenia Europy to argument coraz silniejszy politycznie. Polska chce też wolniejszego zmniejszania liczby uprawnień w systemie, utrzymania Funduszu Modernizacyjnego wspierającego transformację energetyczną w nowych państwach członkowskich, oraz korzystnych warunków dla ciepłownictwa systemowego.

Ten ostatni punkt ma bezpośrednie przełożenie na rachunki. Jak wyjaśnił Bolesta, „największe korzyści uzyskaliby mieszkańcy korzystający z ciepła systemowego. Spadłyby również rachunki za prąd, bo niższe ceny pozwoleń to mniejszy ich wpływ na koszt energii elektrycznej.” Innymi słowy: sukces polskiej delegacji w Brukseli to realne pieniądze na rachunkach – lub ich brak, jeśli negocjacje zakończą się fiaskiem.

ETS2 od 2028: ile konkretnie zapłaci polskie gospodarstwo domowe

Opóźnienie ETS2 do 2028 roku to oddech, nie rozwiązanie. System obejmie wszystkich, którzy ogrzewają domy gazem, węglem lub olejem opałowym – a w Polsce to nadal większość budynków jednorodzinnych poza miastami. Mechanizm działania jest pośredni: żadna nowa pozycja nie pojawi się wprost na rachunku, ale dostawca paliwa, zmuszony kupować uprawnienia do emisji, po prostu podniesie cenę opału. Efekt będzie identyczny jak podatek – widoczny w domowym budżecie, niewidoczny formalnie jako oddzielna opłata.

Według analiz niezależnych instytutów energetycznych, przy cenie uprawnień na poziomie 60 euro za tonę CO2, przeciętne polskie gospodarstwo domowe może zapłacić rocznie nawet o 1 600 złotych więcej za ogrzewanie. To koszt początkowy, bo co roku opłata może wzrastać. W budynkach starszych, o niskiej efektywności energetycznej i bez termomodernizacji, ten koszt może być kilkukrotnie wyższy. Polska jest w wyjątkowo trudnej sytuacji strukturalnej: miliony domów wciąż ogrzewane są paliwami kopalnymi, a poziom termomodernizacji budynków wyraźnie odbiega od zachodniej Europy.

Unijna odpowiedzią na ten problem jest Społeczny Fundusz Klimatyczny, ustanowiony rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/955 z dnia 10 maja 2023 roku. Fundusz działa w latach 2026-2032 i ma być tarczą przed kosztowym szokiem ETS2. Maksymalna alokacja dla Polski wynosi 17,6 proc. całego budżetu – co przy szacowanej wartości 86,7 mld euro daje Polsce około 15,2 mld euro do wydania na wsparcie termomodernizacji, wymianę źródeł ciepła i dopłaty do rachunków. Problem w tym, że pieniądze nie trafią do obywateli automatycznie – każde państwo musi przygotować krajowy plan społeczno-klimatyczny i sprawnie go wdrożyć. Na ile sprawnie Polska to zrobi, okaże się w praktyce.

Już teraz rachunki rosną. Opłata mocowa pochłania coraz więcej

Debata o ETS2 nie powinna przesłaniać zmian, które są już faktem. W 2026 roku rachunki za prąd rosną nie tyle przez cenę samej energii, ile przez rosnące opłaty systemowe – przede wszystkim opłatę mocową. Dla odbiorców domowych stała miesięczna opłata mocowa wzrosła z 16 złotych do 24 złotych miesięcznie – to 96 złotych więcej rocznie, bez zmiany zużycia energii. Dla firm i przedsiębiorców efekt jest jeszcze bardziej dotkliwy: opłata mocowa wzrosła z około 14 groszy za kWh do niemal 22 groszy, co przy dużym zużyciu może stanowić nawet 20 proc. całego rachunku za energię.

Opłata mocowa finansuje rezerwy mocy wytwórczej – elektrownie trzymane w gotowości na wypadek, gdy wiatr nie wieje lub słońce nie świeci. W miarę jak OZE zajmuje coraz większy udział w miksie, stare elektrownie rezerwowe pracują mniej i mniej zarabiają na sprzedaży prądu. By je utrzymać, państwo stworzyło rynek mocy – i kosztami jego utrzymania obciążyło odbiorców. To paradoks transformacji: tańsza energia ze źródeł odnawialnych nie obniża rachunków tak bardzo, jak powinna, bo oszczędności „zjada” koszt stabilizowania systemu.

Czerwiec przesądzi o rachunkach na lata

Jeśli mieszkasz w bloku podłączonym do sieci ciepłowniczej, sukces polskich negocjacji w Brukseli przełoży się na Twój rachunek za ciepło bezpośrednio – korzystniejsze warunki dla ciepłownictwa systemowego to niższe koszty dla dostawców ciepła, co powinno wyhamować wzrost opłat. Masz na to wpływ pośredni – przez swoich europosłów i senatorów, których warto zapytać, jak głosują w sprawach energetycznych.

Jeśli mieszkasz w domu jednorodzinnym ogrzewanym gazem lub węglem, ETS2 uderzy w Ciebie bezpośrednio po 2028 roku. Każdy rok bez termomodernizacji to wyższe koszty ogrzewania po wejściu systemu – i każdy rok bez złożonego wniosku do programu Czyste Powietrze to utracona szansa na dofinansowanie wymiany źródła ciepła przed podwyżkami. Rząd zapowiada ponad 30 mld złotych do 2032 roku na ten program – przy rosnącym zainteresowaniu pieniędzy wystarczy dla tych, którzy złożą wniosek wcześniej, nie tych, którzy poczekają do 2027 roku, gdy system ETS2 będzie już pewny i kolejki się skumulują.

Harmonogram jest prosty: do początku czerwca Polska musi wywalczyć zmiany w projekcie rewizji ETS. W lipcu KE przedstawi projekt – wtedy kształt przepisów będzie przesądzony. Czy polskie postulaty trafią do unijnego prawa – okaże się jeszcze przed wakacjami.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl