Zakręciłeś kaloryfery? I tak zapłacisz. Absurdalna prawda o ogrzewaniu w blokach, której nikt ci nie wyjaśni

Pani Aleksandra z Gdyni codziennie przed wyjściem do pracy zamykała zawór główny ogrzewania. Mieszkanie było zimne przez większość dnia, temperatura nie spadała poniżej dziewiętnastu stopni. Gdy otworzyła rozliczenie za sezon, zobaczyła karę czterysta dziewięćdziesiąt sześć złotych osiemnaście groszy. Pan Michał ze Świecia przez cały sezon zimowy miał wyłączone grzejniki – pracuje za granicą jako kierowca i rzadko bywa w domu. Dostał wezwanie do dopłaty tysiąc złotych. Inny mężczyzna całą zimę siedział w zimnym mieszkaniu, używając tylko jednego grzejnika w kuchni. Zapłacił jakby wszystkie kaloryfery działały na pełnych obrotach.

Fot. Warszawa w Pigułce

To nie błędy, nie pomyłki w rozliczeniach. To codzienność tysięcy Polaków mieszkających w blokach. System rozliczania ogrzewania w spółdzielniach to kafkowski absurd, w którym oszczędzanie nie tylko się nie opłaca, ale wręcz prowadzi do wyższych rachunków. Zimne kaloryfery? Nieważne. I tak zapłacisz. A czasem nawet więcej niż ci, którzy grzeją do dwudziestu pięciu stopni.

Mechanizm jest prosty jak budowa cepa, ale jego skutki są druzgocące dla portfeli. Gdy na początku lutego otwierasz kopertę z rozliczeniem rocznym, widzisz dwie pozycje. Pierwsza to koszty zmienne – te teoretycznie zależą od wskazań podzielników zamontowanych na kaloryferach. Druga to koszty stałe – rozliczane od metrów kwadratowych, całkowicie niezależne od tego, czy w ogóle odkręciłeś grzejniki. I tu zaczyna się magia czarnej matematyki spółdzielni.

Jeszcze kilka lat temu proporcja wyglądała tak: trzydzieści procent kosztów stałych, siedemdziesiąt procent zmiennych. Mogłeś realnie wpłynąć na wysokość rachunku poprzez oszczędzanie. Dzisiaj? W większości spółdzielni to pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. W niektórych siedemdziesiąt procent kosztów stałych, trzydzieści procent zmiennych. Co to oznacza w praktyce? Nawet jeśli przez cały sezon mieszkanie masz lodowate, kaloryfery zakręcone do zera, i tak zapłacisz pięćdziesiąt do siedemdziesięciu procent tego, co osoby grzejące normalnie. Za co? Za moc zamówioną przez spółdzielnię od dostawcy ciepła. Za przesył. Za ogrzewanie klatki schodowej, suszarni, piwnicy. Za ciepło z pionów grzewczych – tych grubych rur, które biegną pionowo przez cały blok i są gorące niezależnie od tego, czy chcesz czy nie.

Ale prawdziwy absurd zaczyna się, gdy wszyscy w bloku postanawiają oszczędzać. Wyobraź sobie: spółdzielnia kupiła od ciepłowni energię za sto tysięcy złotych dla całego budynku. Pięćdziesiąt tysięcy dzieli na metry kwadratowe – to koszty stałe. Drugie pięćdziesiąt tysięcy ma podzielić według podzielników. Sumuje wskazania ze wszystkich mieszkań – wychodzi pięćdziesiąt tysięcy jednostek. Jedna jednostka jest warta złotówkę. Ale co się stanie, gdy wszyscy zaciskają pasa i suma jednostek spada do dwudziestu pięciu tysięcy? Wartość jednej jednostki skacze do dwóch złotych. Możesz mieć na podzielniku mniej jednostek niż rok temu, a zapłacisz dwa razy więcej. To system naczyń połączonych – im więcej osób oszczędza, tym drożej płacą wszyscy.

I w tym miejscu wkracza spółdzielnia z wyjaśnieniem, które brzmi jak żart, ale jest śmiertelnie poważne: nie możesz całkowicie zakręcić grzejników, bo Twoje wychłodzone mieszkanie zabiera ciepło sąsiadom. Ciepło przenika przez ściany, sufity, podłogi. Mieszkanie nad Tobą, pod Tobą, obok – wszystkie oddają ciepło, żeby ogrzać Twoją zimną przestrzeń. Dodatkowo z pionów grzewczych, tych grubych rur biegnących przez wszystkie piętra, cały czas emanuje ciepło. Nawet przy zakręconych kaloryferach Twoje mieszkanie się ogrzewa. Tylko że nie Twoim kosztem – kosztem wszystkich innych.

Spółdzielnie mają na to rozwiązanie: kary. Oficjalnie nie nazywają tego karą – to „korekta rozliczenia” albo „opłata wyrównawcza”. W regulaminach wpisują minimalną temperaturę – najczęściej szesnaście stopni Celsjusza, wynikającą z rozporządzenia Ministra Infrastruktury. Jeśli spółdzielnia stwierdzi, że Twoje zużycie jest „podejrzanie niskie” – dostaniesz dopłatę. Pani Aleksandra zapłaciła prawie pięćset złotych. Spółdzielnia wyliczała, że jej średnie zużycie to zero przecinek jedenaście gigadżula na metr kwadratowy, podczas gdy średnia w klatce to zero przecinek dwadzieścia siedem. Wniosek? Korzysta z ciepła sąsiadów. Kara.

Od sezonu grzewczego dwa tysiące dwudziesty piąty/dwa tysiące dwudziesty szósty wchodzą nowe przepisy, które ten absurd sankcjonują i czynią obowiązującym prawem. Nowelizacja ustawy o efektywności energetycznej wprowadza minimalną opłatę w wysokości co najmniej piętnastu procent kosztów zmiennych ogrzewania. Niezależnie od wskazań podzielników. Niezależnie od faktycznego zużycia. Nawet jeśli przez cały sezon siedzisz w kurtce i nie odkręcasz ani jednego grzejnika – zapłacisz minimum piętnaście procent tej części rachunku, która teoretycznie miała zależeć od Twojego zużycia. Plus całe koszty stałe, oczywiście. Cel? Ukrócenie tak zwanego pasożytnictwa cieplnego. Realizacja? Uderza w najuboższych, w seniorów, którzy oszczędzają, bo muszą, nie dlatego że chcą.

Prawdziwy dramat przeżywają mieszkańcy lokali narożnych i na ostatnich piętrach. To oni są ofiarami systemu podzielnikowego w jego najbardziej okrutnej formie. Mieszkanie narożne ma dwie, czasem trzy ściany zewnętrzne. Mieszkanie na ostatnim piętrze ma nad sobą zimny dach. Straty ciepła są o dwadzieścia do trzydziestu procent wyższe niż w lokalach środkowych. Co pokazują podzielniki? Wysokie zużycie. W systemie, gdzie czterdzieści do sześćdziesięciu procent kosztów rozliczane jest według podzielników, błąd rozliczenia jest największy właśnie dla tych mieszkań. Płacą od dwukrotności do nawet dziesięciokrotności rzeczywistego średniego kosztu ogrzewania. Tymczasem lokale w środku budynku, otoczone z każdej strony ciepłymi ścianami sąsiadów, mają minimalne straty i płacą śmiesznie niskie kwoty.

Eksperci mówią: wprowadźcie współczynniki wyrównawcze, które uwzględnią położenie mieszkania. Mieszkanie narożne na ostatnim piętrze powinno mieć niższy mnożnik przy rozliczaniu kosztów zmiennych. Mieszkanie środkowe, korzystające z ciepła wszystkich sąsiadów – wyższy. Spółdzielnie? Większość ignoruje ten problem. Łatwiej podzielić koszty po równo według metrów kwadratowych i podzielników, niż zastanawiać się nad sprawiedliwością systemu.

Podzielniki to osobny temat. Te małe urządzenia montowane na kaloryferach nie są przyrządami pomiarowymi w rozumieniu prawa. To tylko urządzenia wskaźnikowe. Mierzą różnicę temperatury między grzejnikiem a pomieszczeniem. Im większa różnica, tym szybciej „kręci” licznik. Problem? Liczba jednostek nie zależy od wielkości kaloryfera, od jego mocy, od faktycznej ilości oddanego ciepła. Zależy tylko od temperatury w miejscu zamontowania podzielnika. Możesz mieć mały grzejnik, który oddał mało ciepła, ale pokazuje wysokie wskazanie, bo był bardzo gorący. Albo odwrotnie – duży kaloryfer oddał dużo energii, ale był letni, więc podzielnik pokazuje niskie zużycie. System jest z założenia niedokładny, niedostateczny, niewystarczający – ale spółdzielnie traktują wskazania podzielników jak święte pismo.

Mieszkańcy próbują walczyć. Pozywają spółdzielnie o zwrot nadpłat. Sądy? W większości oddalają powództwa. Sąd Najwyższy w dwa tysiące dwudziestym roku zajął stanowisko: za korzystanie z cudzego ciepła też trzeba płacić. Powód świadomie rezygnując z ogrzewania pomieszczeń poprzez zakręcenie grzejników korzystał z ciepła dostarczanego przez sąsiednie, ogrzewane pomieszczenia – orzekł sąd. Sprawa zakończona. System zatwierdzony przez najwyższe instancje.

Co to oznacza dla ciebie?

Jeśli mieszkasz w bloku z centralnym ogrzewaniem, musisz zrozumieć jedną fundamentalną prawdę: Twoje działania oszczędnościowe mają minimalny wpływ na wysokość rachunku. Nawet jeśli przez pół sezonu będziesz siedzieć w zimnie i zużyjesz pięćdziesiąt procent tego, co zazwyczaj, zaoszczędzisz maksymalnie dwadzieścia do trzydziestu procent na części zmiennej rachunku. A część zmienna to tylko trzydzieści do pięćdziesięciu procent całości. W praktyce Twoja oszczędność wyniesie dziesięć do piętnastu procent całkowitego kosztu. Czy warto siedzieć w kurtce przez całą zimę dla stuzłotowej oszczędności?

Od sezonu dwa tysiące dwudziesty piąty/dwa tysiące dwudziesty szósty obowiązuje minimalna opłata piętnaście procent kosztów zmiennych niezależnie od zużycia. Do końca dwa tysiące dwudziestego szóstego roku wszystkie spółdzielnie muszą się dostosować. Od pierwszego stycznia dwa tysiące dwudziestego siódmego roku obowiązkowe będą zdalne liczniki ciepła – koniec z ręcznym odczytem raz w roku. Spółdzielnie będą mogły monitorować zużycie na bieżąco.

Sprawdź w swojej spółdzielni proporcję kosztów stałych do zmiennych. Znajdziesz to w regulaminie rozliczania kosztów ciepła. Jeśli masz siedemdziesiąt procent kosztów stałych i tylko trzydzieści procent zmiennych – zapomnij o oszczędzaniu poprzez zakręcanie grzejników. To nie ma sensu ekonomicznego. Lepiej zainwestuj w uszczelnienie okien, zasłony termiczne, eliminację mostków cieplnych. To da realną oszczędność.

Jeśli mieszkasz w lokalu narożnym lub na ostatnim piętrze i co roku dostajesz gigantyczne dopłaty – sprawdź, czy spółdzielnia stosuje współczynniki wyrównawcze. Możesz wystąpić z wnioskiem o ich wprowadzenie. Prawo energetyczne daje zarządcom dużą swobodę w doborze metody rozliczania, ale wymaga, żeby była ona sprawiedliwa. Jeśli płacisz kilka razy więcej niż sąsiad z identycznym mieszkaniem położonym w środku budynku – to nie jest sprawiedliwe. Możesz też wnioskować o zmianę sposobu rozliczenia z podzielnikowego na powierzchniowe. W wielu przypadkach będziesz na tym lepszy finansowo.

Nie daj się zwariować próbując zrozumieć logikę rozliczeń. System jest skonstruowany tak, że jego zrozumienie wymaga specjalistycznej wiedzy, przez co niewiele osób podejmuje próby samodzielnego postępowania udowadniającego nieprawidłowe rozliczenia. Spółdzielnie i firmy rozliczeniowe tworzą dwie potężne struktury organizacyjne, przeciwko którym samotny lokator nie ma szans. Większość po prostu płaci i ma święty spokój.

Absurd? Oczywiście. Niesprawiedliwość? Niewątpliwie. Ale to jest polska rzeczywistość rozliczania ciepła w blokach. System, w którym zimne kaloryfery nie zwalniają z płacenia. Gdzie oszczędzanie może prowadzić do kary. Gdzie mieszkanie w narożniku to loterys, w której zawsze przegrywasz. I gdzie jedyną pewną rzeczą jest to, że niezależnie od wskazań na podzielnikach, spółdzielnia i tak znajdzie sposób, żebyś zapłacił. Bo przecież ktoś musi pokryć koszty. A skoro wszyscy oszczędzają, to ci, co jeszcze próbują, zapłacą podwójnie. Logika jak z powieści Kafki. Tyle że to nie literatura. To Twój rachunek za ogrzewanie.

Obserwuj nas w Google News
Obserwuj
Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl

Copyright © 2023 Niezależny portal warszawawpigulce.pl  ∗  Wydawca i właściciel: Capital Media S.C. ul. Grzybowska 87, 00-844 Warszawa
Kontakt z redakcją: Kontakt@warszawawpigulce.pl