Zmiana czasu w 2026 roku: wchodzi konkretny termin, który może zmienić wszystko. Czy to już ostatni raz?
Osiem lat temu 4,6 miliona Europejczyków powiedziało, że chce skończyć z przestawianiem zegarków. 84 proc. było za. Parlament Europejski głosował za zniesieniem. Komisja miała projekt dyrektywy gotowy. I nic z tego nie wyszło. W 2026 roku przekręcamy zegarki po raz kolejny – ale tym razem do gry wchodzi konkretny termin, który może zmienić wszystko.

Kiedy w 2026 roku zmieniamy czas? Daty i godziny
Wiosenna zmiana już za nami. W nocy z soboty 28 na niedzielę 29 marca 2026 roku zegarki poszły do przodu – z godziny 2:00 na 3:00. To oznaczało godzinę snu mniej i kilka dni rozdrażnienia, co lekarze porównują do lekkiej postaci jet lagu po locie transatlantyckimi.
Jesienna zmiana czasu w 2026 roku nastąpi w nocy z soboty 25 na niedzielę 26 października. O godzinie 3:00 zegarki cofną się na 2:00 – pośpimy godzinę dłużej. Obowiązek i termin tej zmiany wynikają z rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z 4 marca 2022 r. w sprawie wprowadzenia i odwołania czasu letniego środkowoeuropejskiego w latach 2022-2026 (Dz.U. z 2022 r. poz. 539). To rozporządzenie podpisał premier Mateusz Morawiecki. Choć rząd od tamtej pory się zmienił, dokument obowiązuje do końca swojego zakresu – czyli do jesiennej zmiany 2026 roku. Po tej zmianie rozporządzenie wygaśnie.
Co to oznacza w praktyce: od listopada 2026 roku Polska nie będzie miała żadnej obowiązującej podstawy prawnej do kolejnych zmian czasu – jeśli do tego czasu nie zostanie uchwalona nowa ustawa lub nowe rozporządzenie. I właśnie tu zaczyna się polityczny węzeł gordyjski.
8 lat impasu – historia reformy, która utknęła w Brukseli
Żeby zrozumieć, dlaczego zegarki nadal się kręcą w tę i z powrotem, trzeba cofnąć się do 2018 roku. Komisja Europejska przeprowadziła wtedy największe konsultacje w swojej historii – i zebrała niemal 4,6 miliona odpowiedzi od obywateli UE. Wynik był jednoznaczny: 84 proc. chciało zniesienia zmian czasu, a głównym argumentem były kwestie zdrowotne, w dalszej kolejności – brak realnych oszczędności energii, które w XX wieku były głównym uzasadnieniem całego systemu.
Komisja przygotowała projekt dyrektywy COM/2018/639 znoszącej obowiązek sezonowej zmiany czasu. Parlament Europejski przyjął go w marcu 2019 roku – ze wskazaniem, że zniesienie miałoby nastąpić już od 2021 roku. I na tym prace faktycznie stanęły. Rada UE – ciało skupiające rządy wszystkich 27 państw członkowskich – nie zdołała dojść do porozumienia w jednej kluczowej kwestii: który czas miałby obowiązywać na stałe? Letni czy zimowy?
Niemcy, Francja i Holandia opowiedziały się za stałym czasem letnim. Inne kraje – za zimowym, argumentując naturalnym rytmem słońca i zdrowiem. Brak konsensusu oznaczał brak głosowania. Temat odkładano rok po roku. Pandemia, wojenna zawierucha po 2022 roku, kryzysy energetyczne – za każdym razem zmiana czasu trafiała na koniec agendy.
Komisja Europejska tymczasem w komunikacie z 2021 roku po cichu przyznała, że impas jest realny – i że wszystkie państwa członkowskie mają przygotować własne przepisy, które zagwarantują kontynuowanie dotychczasowego systemu przez kolejne lata. Stąd właśnie polskie rozporządzenie Morawieckiego z 2022 roku, obejmujące lata do 2026. Inne państwa przyjęły analogiczne rozwiązania na swój sposób.
Polska próba zmiany: projekt ustawy, 812 uczestników i legislacyjny klincz
Na poziomie krajowym Polska nie stała bezczynnie. Do Sejmu trafiały kolejne projekty – od usunięcia czasu letniego po całkowite zniesienie zmian, popierane przez posłów z różnych ugrupowań: Konfederacji, KO, Lewicy. Jeden z nich – projekt zakładający wprowadzenie stałego czasu letniego – przeszedł przez konsultacje społeczne, w których wzięły udział 812 osób. W ramach tych konsultacji ujawniło się główne pęknięcie opinii publicznej: część uczestników popierała czas letni, część – zimowy, a argumenty po obu stronach były równie mocne.
Projekt trafił 14 października 2025 roku do sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju. Na tym stanął. Przeszkodą techniczną i prawną pozostaje wciąż obowiązująca dyrektywa unijna 2000/84/WE, która zobowiązuje wszystkie państwa członkowskie do stosowania zmiany czasu dwa razy w roku. Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji przy Sejmie w opinii z 2025 roku stwierdziło wprost, że jednostronne odejście Polski od tej dyrektywy byłoby naruszeniem prawa unijnego i mogłoby skutkować postępowaniem naruszeniowym przed Trybunałem Sprawiedliwości UE – a niemal na pewno wywołałoby chaos w transporcie, logistyce i systemach informatycznych na granicach z Niemcami, Czechami, Słowacją i Litwą.
Na senacki stół trafiła też petycja Fundacji „Można Lepiej” z 27 marca 2026 roku, proponująca wyjście ze sporu metodą kompromisu: zamiast wybierać między czasem letnim a zimowym, przestawić zegarki raz na stałe – o pół godziny zamiast pełnej godziny. Efekt? W ostatnią noc zmiany czasu – z 24 na 25 października 2026 roku – zamiast cofać wskazówki z 3:00 na 2:00, przesunęlibyśmy je z 3:00 na 2:30. Wschodzie słońca i zachody zachowałyby zbliżony rytm przez cały rok. Pomysł trafił 15 kwietnia 2026 r. do senackiej Komisji Petycji. Termin posiedzenia nie został jeszcze wyznaczony.
Cypr wyznacza termin dla Komisji – i to może zmienić grę
Przełomem może okazać się to, co dzieje się teraz w Brukseli. Od 1 stycznia do 30 czerwca 2026 roku prezydencję w Radzie UE sprawuje Cypr – w ramach trio z Polską i Danią. I to właśnie cypryjska prezydencja postanowiła przeciąć wieloletnie lawirowanie.
Rzeczniczka prezydencji potwierdziła publicznie, że Komisja Europejska przygotowuje długo oczekiwaną analizę skutków zniesienia sezonowej zmiany czasu. Dodała – co jest nowością – że analiza ma być gotowa najpóźniej pod koniec cypryjskiego przewodnictwa, czyli do 30 czerwca 2026 roku. Jeśli dokument trafi do Rady przed tym terminem, prezydencja jest gotowa natychmiast zorganizować debatę w odpowiedniej grupie roboczej.
Warto pamiętać, że Komisja złożyła podobne zobowiązanie rok wcześniej – podczas polskiej prezydencji w 2025 roku, gdy Warszawa naciskała na wysondowanie gotowości państw do rezygnacji ze zmian. Komisja obiecała analizę przed wakacjami 2025 roku. Nie dotrzymała słowa. Obecna deklaracja cypryjska jest więc drugą z rzędu próbą wyznaczenia wiążącego terminu dla Brukseli.
Jeśli tym razem KE dotrzyma słowa, jesień 2026 mogłaby przynieść pierwszą realną polityczną debatę w Radzie UE o tym, kiedy i czy Europejczycy w ogóle przestają przestawiać zegarki. Eksperci i urzędnicy są jednak zgodni co do jednego: nawet po podjęciu ostatecznej decyzji przez Radę i Parlament potrzeba co najmniej 2 lat okresu przejściowego. Systemy informatyczne, siatki lotów, rozkłady jazdy kolei – dostosowanie całej infrastruktury do nowej strefy czasowej wymaga czasu. Realny koniec przestawiania zegarków w Polsce, przy optymalnym scenariuszu, to najwcześniej 2028 rok.
Czas letni czy zimowy – co mówią nauka i Polacy
Debata o tym, który czas miałby zostać na stałe, nie jest akademicka – ma realne konsekwencje dla zdrowia i codziennego życia. Polska leży stosunkowo daleko na wschodzie swojej strefy czasowej. Przy stałym czasie letnim zimą słońce w niektórych regionach wschodniej Polski wschodziłoby ok. 9:00. Przy stałym czasie zimowym – zachodziłoby ok. 15:30 w najkrótszych dniach. Żadna z opcji nie jest neutralna dla rytmu dobowego.
Badanie CBOS z 2019 roku pokazało, że 74 proc. Polaków wolałoby pozostać przy czasie letnim. Sondaż IBRIS z października 2023 roku dla „Rzeczpospolitej” przyniósł podobny wynik z inną perspektywą: 68,5 proc. ankietowanych chciało zniesienia zmian czasu (57,5 proc. „zdecydowanie tak” + 11 proc. „raczej tak”), a tylko 20,6 proc. było przeciw.
Dla Warszawy stały czas letni oznaczałby zimowe poranki w ciemności aż do ok. 8:30-9:00 – co dla stołecznych dojazdów do pracy, szkół i przedszkoli byłoby odczuwalne. Stały czas zimowy dawałby nieco jaśniejsze poranki, ale kosztem popoułdniowego zmierzchu już o 15:30-16:00 w grudniu. Badania chronobiologiczne wskazują, że to ciemność rano – a nie wieczorem – bardziej zaburza rytm dobowy i produkcję kortyzolu, hormonu aktywizującego organizm do działania.
Co to oznacza dla Ciebie? Jak przygotować się na każdy scenariusz
- Jesienna zmiana czasu 2026 jest pewna. W nocy z 25 na 26 października 2026 r. o godzinie 3:00 zegarki cofną się na 2:00. Wynika to wprost z rozporządzenia Morawieckiego z 2022 roku, które obowiązuje do tej właśnie zmiany włącznie. Żadna nowa ustawa ani decyzja unijna nie zdąży tego zmienić.
- Co dalej po jesieni 2026 roku – nie wiadomo. Jeśli Komisja Europejska do 30 czerwca 2026 r. nie opublikuje analizy lub Rada UE nie podejmie żadnych działań, Polska będzie potrzebować nowego krajowego przepisu na 2027 rok. Rząd będzie musiał wydać nowe rozporządzenie albo Sejm uchwali ustawę – w którymkolwiek wariancie: utrzymującą obecny system lub znosząca zmiany. Oba scenariusze są możliwe.
- Jeśli interesuje Cię zmiana czasu w kontekście zdrowotnym – zmiana wiosenna (marzec) jest trudniejsza dla organizmu niż jesienna, bo przestawiamy zegar biologiczny do przodu. Eksperci zalecają stopniowe przesuwanie pory snu o 15-20 minut przez kilka dni przed zmianą, unikanie kofeiny wieczorami oraz ekspozycję na światło dzienne zaraz po przebudzeniu. Przy zmianie jesiennej (październik) – organizm dostosowuje się łatwiej, bo zyskuje dodatkową godzinę.
- Prowadzisz firmę z kontrahentami zagranicznymi? Zmiana czasu nie odbywa się jednocześnie na całym świecie. USA zmieniają czas w innym tygodniu niż Europa (pierwszy niedzielny weekend listopada dla czasu zimowego). W te kilka dni różnica czasowa między Polską a Nowym Jorkiem lub Chicago wynosi tymczasowo o godzinę mniej lub więcej niż zwykle. Warto pilnować kalendarza spotkań w tygodniu po jesiennej zmianie.
- Śledź informacje do końca czerwca 2026 roku. Jeśli Komisja Europejska opublikuje analizę skutków zniesienia zmiany czasu – to sygnał, że coś może faktycznie ruszył z miejsca. Dokumenty KE trafiają na strony EUR-Lex (eur-lex.europa.eu) i są tłumaczone na polski. To właśnie moment, który może zapoczątkować legislacyjną lawinę lub po raz kolejny zakończyć się niczym.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.