Zostało 10 dni i milion złotych. Uratujmy życie Filipka!

Podczas pierwszej zbiórki mieliśmy tylko nadzieję… Droga wiodąca przez wzloty i upadki. Operacja w USA była naszą jedyną szansą na życie Filipka. Nie robiliśmy planów, nie zakładaliśmy innego rozwiązania niż to, że wszystko się uda. I choć ta część historii zakończyła się powodzeniem, dziś wiemy, że stajemy przed kolejnym poważnym wyzwaniem. Link do zbiórki: https://www.siepomaga.pl/filip-serce

Fot. SiePomaga.pl

Historia Filipa jest już znana wszystkim, którzy byli z nami podczas pierwszej zbiórki. Wtedy opowiedzieliśmy o wadzie serca, która odbierała Filipkowi oddech. Jego życie było zagrożone.

Dzięki Wam wyruszyliśmy w drogę, która miała zadecydować o wszystkim. Życie i zdrowie mojego synka powierzyłam w ręce dobrych ludzi. Podróż, badania i przygotowania do operacji sprawiły, że zaczęła do mnie docierać powaga sytuacji. To wszystko, o czym tak długo marzyłam, stała się faktem. Mieliśmy dużo szczęścia, bo w USA trafiliśmy na wybitnych specjalistów, którzy poświęcili Filipowi mnóstwo uwagi. Opieka na najwyższym poziomie, mnóstwo wiedzy i lekarstwa.

Operacja na otwartym sercu trwała wiele godzin. Pożegnanie przed wejściem na salę operacyjną było jednym z najgorszych doświadczeń. Nie pomagała świadomość, że oddaję go pod opiekę najlepszych specjalistów. W takich momentach serce matki pęka miliony razy. Z obawą i nadzieją patrzyłam na każdego lekarza, który wychodził z sali operacyjnej. Czas zdawał się dłużyć w nieskończoność.

Fot. SiePomaga.pl

Dopiero później okazało się, że skomplikowana operacja była wstępem do tego, co czekało nas później. Organizm nie był przygotowany na taką rewolucję. Chore serduszko, z którym Filip funkcjonował przez wiele lat, spowodowało poważne uszkodzenia. Najpierw długa śpiączka farmakologiczna, każda kolejna próba wybudzenia kończyła się niepowodzeniem. Powracające arytmie powodujące, że Filip znów balansował na granicy życia i śmierci. Przerażona czuwałam przy łóżku szpitalnym. Moje dni rozróżniały wymieniane co kilka godzin kroplówki, ciche pik-pik-pik aparatury podtrzymującej życie. Momenty, które zapamiętam na zawsze, widok Filipka podłączonego do setek kabli. Bezbronne dziecko walczące o przyszłość, o zdrowie…

W takich momentach nawet nie ma chwili na zastanawianie się, czy decyzja o operacji była prawidłowa. To było jedyne rozwiązanie, dzięki któremu dziś Filip żyje. Powrót nie był łatwy. Pojedyncze ruchy sprawiały mu problem. Ból był paraliżujący. Kiedy przychodziła chwilowa poprawa, za chwilę następowało załamanie. Czasem miałam ochotę krzyczeć… ze strachu, bezsilności, przerażenia. Po 2 miesiącach ciężkiej walki wróciliśmy do domu. Już dziś wiemy, że powrót to dla nas nowy początek, ale też kolejna walka. Bo choć lekarze w USA zrobili, co w ich mocy niezbędna jest kolejna operacja. Zabieg, na który będziemy musieli wrócić do Bostonu. Tam specjaliści doskonale znają Filipa i jego serce. Znów walczymy o życie! Koszty ratunku znów są ogromne. Potrzebujemy prawie 2 milionów złotych, by Filipek mógł wrócić do pełni zdrowia, by jego życie nie toczyło się w rytmie wyznaczanym przez chorobę. Za kilka miesięcy w Polsce odbędzie się cewnikowanie serca, jeśli wyniki będą prawidłowe, w ciągu kilku tygodni będziemy musieli wrócić do USA.

Fot. SiePomaga.pl

Kwota zbiórki jest nieco mniejsza, ponieważ dzięki Waszej pomocy mamy już część niezbędnych środków. Na pierwszą operację Filip został przetransportowany rządowym samolotem, dzięki wsparciu Ministerstwa Obrony Narodowej. To zapewniło możliwość opłacenia dodatkowych kosztów leczenia w Stanach Zjednoczonych. Dzięki Wam nie musieliśmy się bać o rachunki za dodatkowe konsultacje czy zabiegi. Nigdy nie znajdę słów na to, by podziękować za to, że uratowaliście życie mojego jedynego dziecka.

Świadomość tego, że Filipek mógłby być zdrowy jak każde dziecko i beztrosko cieszyć się każdym dniem jest dla mnie największym marzeniem. Boję się tego, co znów nas tam czeka… Ale teraz nie mogę się zatrzymać. Stawiam na szali wszystko, a Was proszę o pomoc! Pokażmy jeszcze raz Filipowi, że nic nas nie zatrzyma, że może liczyć na Armię Aniołów, która już raz dała nadzieję. Czeka nas kilka ciężkich miesięcy, ale dzięki Wam wierzymy, że jest szansa.

Filip ma siłę, którą podziwiam. Choroba sprawiła, że jest dojrzalszy, ale sprawiła, że zaczął się bać. Chwile, które przeżyliśmy na OIOMie zostawiły na nas trwały ślad. Wiemy, że powrót będzie trudny, na samą myśl o operacji, powikłaniach i leczeniu mam gęsią skórkę. Weszliśmy jednak na drogę, z której nie można zawrócić. Istnieje tylko jeden właściwy wybór. Możesz znów być z nami, znów być bohaterem, który uratował komuś życie. Wystarczy tylko, że otworzysz serce, a dobro do Ciebie wróci.


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.