45% zatrutej krwi i 70 km dwa razy dziennie przez śnieżycę. Krakowski szpital odmówił przyjęcia umierającej dziewczynki
Szpital Powiatowy w Limanowej przez 4 kolejne dni wysyłał karetkę przewożącą 12-letnią pacjentkę znajdującą się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia na trasie siedemdziesięciu kilometrów do Krakowa i z powrotem aby umożliwić dziecku ratującą życie terapię w komorze hiperbarycznej po ciężkim zatruciu tlenkiem węgla, ponieważ Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu oraz dwie inne krakowskie placówki dysponujące oddziałami pediatrycznymi odmówiły przyjęcia małej pacjentki tłumacząc się brakiem wolnych łóżek mimo że dziewczynka wymagała całodobowej specjalistycznej opieki medycznej której szpital powiatowy w niewielkim miasteczku nie był w stanie zapewnić na odpowiednim poziomie. Dramatyczne wydarzenia rozegrały się na początku stycznia dwa tysiące dwudziestego szóstego roku gdy do mieszkania przy ulicy Piłsudskiego w Limanowej wezwano pogotowie ratunkowe ponieważ dwunastoletnia dziewczynka kąpiąca się w łazience wyposażonej w piecyk gazowy straciła przytomność w wyniku zatrucia czadem który nieuchronnie wypełniał pomieszczenie podczas gdy nikt nie zauważył że coś jest nie tak dopóki nie było już prawie za późno.

fot. Warszawa w Pigułce
Ratownicy medyczni którzy dotarli na miejsce zdarzenia natychmiast stwierdzili że stan dziecka jest krytyczny i wymaga natychmiastowej hospitalizacji oraz specjalistycznego leczenia wykraczającego poza możliwości standardowego szpitalnego oddziału ratunkowego. Andrzej Gwiazdowski zastępca dyrektora do spraw medycznych Szpitala Powiatowego w Limanowej przekazał mediom że badania laboratoryjne wykazały u pacjentki aż czterdzieści pięć procent tlenkowęglowej hemoglobiny we krwi co jest poziomem bardzo wysokim oznaczającym że prawie połowa krwinek czerwonych dziecka zamiast transportować życiodajny tlen do tkanek i narządów wewnętrznych była związana z tlenkiem węgla który blokuje hemoglobinę uniemożliwiając jej prawidłowe funkcjonowanie i prowadząc do postępującego niedotlenienia całego organizmu szczególnie mózgu serca i nerek będących organami najbardziej wrażliwymi na niedobór tlenu.
Jedynym ratunkiem dla dziewczynki była terapia hiperbaryczna polegająca na umieszczeniu pacjenta w specjalnej komorze ciśnieniowej gdzie oddycha czystym tlenem pod ciśnieniem wynoszącym dwa do trzech razy więcej niż ciśnienie atmosferyczne na poziomie morza, co pozwala na gwałtowne zwiększenie stężenia tlenu rozpuszczonego we krwi i przyspieszenie procesu wypierania tlenku węgla z hemoglobiny skracając czas wyprowadzania trucizny z organizmu z kilkudziesięciu godzin do kilku godzin. W województwie małopolskim jedyny Ośrodek Terapii Hiperbarycznej znajduje się w Szpitalu Specjalistycznym imienia Ludwika Rydygiera w Krakowie przy ulicy Osiedle Na Skarpie gdzie personel medyczny dysponuje odpowiednim sprzętem i wiedzą pozwalającą na przeprowadzenie tej skomplikowanej i wymagającej dużego doświadczenia procedury ratującej życie osobom zatrutym tlenkiem węgla lub innymi gazami.
Wszędzie usłyszeli że nie ma miejsc mimo stanu zagrożenia życia
Marcin Radzięta dyrektor Szpitala Powiatowego w Limanowej relacjonował w rozmowie z dziennikarzami że personel medyczny jego placówki wielokrotnie zwracał się z prośbą o przyjęcie małej pacjentki do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu który jako największy specjalistyczny szpital pediatryczny w regionie dysponuje pełnym zapleczem diagnostycznym oddziałem intensywnej terapii oraz wykwalifikowanym personelem przeszkolonym w leczeniu ciężkich zatruć i innych stanów zagrożenia życia u dzieci. Niestety dyrekcja krakowskiej placówki nie wyraziła zgody na hospitalizację dziewczynki tłumacząc się brakiem wolnych łóżek na oddziałach co w praktyce oznaczało że dziecko w stanie bezpośredniego zagrożenia życia zostało pozostawione własnymi środkami szpitala powiatowego który nie dysponował ani odpowiednim sprzętem ani wystarczająco licznym personelem zdolnym do prowadzenia całodobowego monitoringu parametrów życiowych i reagowania na nagłe pogorszenie stanu pacjentki.
Desperacka sytuacja zmusiła lekarzy z Limanowej do poszukiwania pomocy również w dwóch innych krakowskich szpitalach dysponujących oddziałami pediatrycznymi jednak wszędzie usłyszeli tę samą odpowiedź że nie ma wolnych miejsc i nie mogą przyjąć pacjentki niezależnie od tego jak ciężki jest jej stan zdrowia. W rezultacie przez cztery kolejne dni od poniedziałku do czwartku zespół medyczny Szpitala Powiatowego w Limanowej musiał organizować codzienne transporty karetką na trasie siedemdziesięciu kilometrów dzielącej małe miasteczko od krakowskiego ośrodka hiperbarycznego przewożąc dwunastolatkę w stanie krytycznym rano do Krakowa na kilkugodzinną terapię w komorze hiperbarycznej a następnie po południu z powrotem do Limanowej gdzie dziewczynka spędzała noc na oddziale pediatrycznym pod nadzorem personelu który stanął na głowie jak określił to dyrektor Radzięta aby zapewnić dziecku najlepszą możliwą opiekę w trudnych warunkach logistycznych i medycznych.
Sytuację dodatkowo komplikowały ekstremalne warunki pogodowe panujące w pierwszych dniach stycznia dwa tysiące dwudziestego szóstego roku gdy przez Beskid Wyspowy przez który biegnie droga z Limanowej do Krakowa przechodziły intensywne opady śniegu tworząc zaspy na drogach i utrudniając przejazd pojazdów ratunkowych. Kierowcy karetek musieli każdego dnia pokonywać trasę pokrytą lodem i śniegiem wioząc małą pacjentkę której stan mógł się gwałtownie pogorszyć w każdej chwili co oznaczało że każda minuta opóźnienia mogła decydować o życiu dziecka a jednak mimo tych wszystkich trudności i zagrożeń krakowskie szpitale odmówiły hospitalizacji dziewczynki zostawiając ją na pastwę losu i zmuszając niewielki szpital powiatowy do improwizacji daleko wykraczającej poza standardowe procedury postępowania w przypadku pacjentów w stanie krytycznym.
Narodowy Fundusz Zdrowia żąda wyjaśnień od krakowskiego szpitala
Dyrektor Radzięta podkreślił w rozmowie z mediami że dwunastolatka to był jeden z najtrudniejszych przypadków zatrucia tlenkiem węgla jakie kiedykolwiek trafił do jego szpitala jednak na szczęście dzięki zaangażowaniu całego zespołu medycznego oraz determinacji w organizowaniu codziennych transportów do ośrodka hiperbarycznego udało się uratować dziecko które po kilku dniach intensywnego leczenia poczuło się na tyle dobrze że mogło zostać wypisane do domu gdzie będzie kontynuowało rekonwalescencję pod opieką rodziny i lekarza rodzinnego. Przedstawiciele Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu nie odnieśli się w żaden sposób do sprawy odmowy przyjęcia pacjentki i nie udzielili mediom żadnych wyjaśnień ani komentarzy dotyczących przyczyn dla których placówka specjalizująca się w leczeniu dzieci w stanach zagrożenia życia nie znalazła miejsca dla dwunastolatki walczącej o przeżycie.
Na skandaliczną sytuację zareagował Małopolski Oddział Narodowego Funduszu Zdrowia którego rzeczniczka Aleksandra Kwiecień przekazała że w związku z doniesieniami medialnymi o przypadku dziewczynki z Limanowej fundusz wezwał Uniwersytecki Szpital Dziecięcy do niezwłocznego złożenia pisemnych wyjaśnień dotyczących okoliczności odmowy przyjęcia pacjentki oraz przedstawienia dokumentacji potwierdzającej brak wolnych łóżek na oddziałach pediatrycznych w okresie gdy małopolski szpital powiatowy bezskutecznie próbował znaleźć miejsce dla dziecka wymagającego całodobowej specjalistycznej opieki medycznej.
Co to oznacza dla ciebie
Jeśli ty lub twoje dziecko potrzebujecie pilnej hospitalizacji a szpital odmawia przyjęcia tłumacząc się brakiem miejsc masz prawo żądać pisemnego potwierdzenia tej odmowy wraz z uzasadnieniem oraz informacją o najbliższej placówce która może przyjąć pacjenta w danym stanie zdrowia. Nie akceptuj ustnej odmowy przez telefon lecz domagaj się oficjalnego dokumentu który będzie stanowił dowód w ewentualnym postępowaniu wyjaśniającym lub sądowym jeśli dojdzie do powikłań wynikających z braku właściwej opieki medycznej.
W przypadku gdy stan zdrowia pacjenta kwalifikuje się jako bezpośrednie zagrożenie życia szpital ma obowiązek przyjąć chorego niezależnie od obłożenia łóżek i musi zorganizować opiekę nawet jeśli oznacza to umieszczenie pacjenta na korytarzu dostawienie dodatkowego łóżka lub przesunięcie innego chorego którego stan jest stabilny. Jeśli szpital mimo wszystko odmawia pomocy natychmiast skontaktuj się z dyżurnym wojewódzkiej stacji pogotowania ratunkowego lub ze stanowiskiem kierowania Narodowego Funduszu Zdrowia które pomoże znaleźć placówkę zdolną przyjąć pacjenta i w razie potrzeby wyśle transport sanitarny.
Zatrucie tlenkiem węgla często następuje bez żadnych wcześniejszych objawów ostrzegawczych podczas gdy domownicy śpią lub kąpią się w pomieszczeniach z niesprawną wentylacją gdzie pracują piece gazowe kotły grzewcze lub podgrzewacze wody, dlatego każde gospodarstwo domowe powinno być wyposażone w czujnik tlenku węgla kosztujący około stu do dwustu złotych który montuje się pod sufitem i alarmuje gdy stężenie czadu przekracza bezpieczny poziom. Regularnie kontroluj stan techniczny instalacji gazowych zlecając przegląd uprawnionemu fachowcowi a nie oszczędzaj na serwisie pieców i podgrzewaczy ponieważ koszt przeglądu jest niewspółmiernie niższy od ryzyka utraty życia lub zdrowia członków rodziny.
Jeśli podejrzewasz zatrucie czadem u siebie lub domowników natychmiast wyjdź na świeże powietrze otwórz wszystkie okna i drzwi wezwij pogotowie i straż pożarną oraz nie wchodź ponownie do budynku dopóki służby nie potwierdzą że stężenie tlenku węgla spadło do bezpiecznego poziomu. Objawy zatrucia to ból głowy zawroty głowy nudności wymioty senność splątanie świadomości i utrata przytomności ale część osób nie odczuwa żadnych symptomów przed śmiercią dlatego czujnik jest jedyną pewną ochroną przed tragedią.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.