600 zł mandatu za znaczek partii Razem? „Stracicie pracę, mam kontakty w prasie, jestem członkiem partii”

Jak opisuje jedna z internautek jej syn został zatrzymany przez policję za… znaczek partii „Razem”. Sytuację opisało już kilka portali, jednak my wstrzymaliśmy się do czasu uzyskania stanowiska policji. Dzisiaj przysłał nam ją nam asp. szt. Mariusz Mrozek, Rzecznik Prasowy KSP. Okazuje się, że według funkcjonariuszy interwencja miała zupełnie inny przebieg, co potwierdził Wydział Kontroli KSP.

Fot. Facebook

Fot. Facebook

Stanowisko Komendy Stołecznej Policji

Z relacji autorki wpisu wynika, że jeden z warszawskich policjantów zatrzymał jej syna za znaczek partii politycznej, który student nosił na plecaku. W nocy 25 czerwca br., w Warszawie o godz. 2:55 policjanci rzeczywiście podjęli interwencję wobec młodego mężczyzny, ale jej przyczyną nie był jakikolwiek emblemat na plecaku, a fakt, że mężczyzna leżał w miejscu publicznym, sprawiając wrażenie osoby nieprzytomnej, która może wymagać pilnej pomocy. Obawa tym bardziej zasadna, gdy pod uwagę weźmiemy bardzo wysokie temperatury, jakie miały miejsce w miniony weekend.

Policjanci podeszli do mężczyzny. Jeden z funkcjonariusz sprawdził jego funkcje życiowe. Okazało się, że młody człowiek śpi. Czuć od niego było zapach alkoholu. Policjanci wybudzili mężczyznę, który od samego początku był wobec nich niegrzeczny i wulgarny, używał słów obelżywych. Mężczyzna oświadczył, że jest zdrowy, czuje się dobrze i nie potrzebuje pomocy medycznej.

Zgodnie z zasadami prowadzenia interwencji, policjanci poprosili mężczyznę o okazanie dokumentu tożsamości. Ten odmówił, twierdząc, że takiego przy sobie nie posiada i nie musi posiadać. Policjant uprzedził, że jeśli mężczyzna wprowadza go w błąd, to popełnia wykroczenie. Następnie funkcjonariusz poprosił o okazanie zawartości kieszeni i plecaka, który mężczyzna miał przy sobie. Jak się okazało, wbrew wcześniejszemu oświadczeniu, 21-latek miał przy sobie portfel, a w nim dowód osobisty oraz prawo jazdy.

Ponieważ mężczyzna, wobec którego prowadzona była interwencja, naruszył przepisy kodeksu wykroczeń (art.141 kw. oraz 65 kw.), policjant nałożył na niego mandat karny w kwocie 600 złotych (zgodnie z taryfikatorem). Rozzłościło to 21-latka, który, pokazując na emblemat przyczepiony do plecaka oświadczył, że jest członkiem jednej z partii politycznych, zna prominentne osoby, a także, że jego rodzic pracuje w jednej z największych ogólnopolskich redakcji prasowych i ma tzw. kontakty. Straszył także policjantów, że stracą pracę.

Dopiero w tym momencie – a nie, jak podaje autor artykułu, w momencie podejmowania interwencji – policjanci dowiedzieli się, że mężczyzna jest członkiem jednej z partii politycznych. Niemniej, dla funkcjonariuszy była to informacja bez znaczenia, gdyż co należy ponownie podkreślić powodem interwencji była wyłącznie troska o bezpieczeństwo mężczyzny, a wystawienie mandatu karnego efektem zachowania się 21-latka, który naruszył obowiązujący porządek prawny.

Fakt, że mężczyzna przyjął nałożony na niego mandat karny i nie skorzystał z prawa do odmowy jego przyjęcia świadczy o tym, iż uznał swoją winę i nieprawdą jest stwierdzenie w treści artykułu, że „policjant (…) bezpodstawnie wlepił mandat”.

Czynności przeprowadzone w tej sprawie przez Wydział Kontroli KSP potwierdziły, że interwencja była uzasadniona i przeprowadzona została zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Warto podkreślić jeszcze jeden, istotny element tego zdarzenia. Młody człowiek przez cały czas interwencji przebywał na otwartym terenie i czynności z nim wykonywane nie miały miejsca w środku policyjnego pojazdu. A to właśnie wnętrze radiowozu jest miejscem, do którego jak wynika z relacji matki, „20-latka policja zaprosiła”.


Uwaga! Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiując treści i grafikę z naszej strony akceptujesz warunki umowy licencyjnej.

Copyright © 2016-2019 warszawawpigulce.pl  ∗  Polityka prywatności  ∗  Powered by BLUEICE Warszawę w Pigułce obsługuje Biuro Rachunkowe MP-Consulting i Partnerzy s.c.
c