Donald Trump nie kryje irytacji postawą sojuszników i zapowiada definitywną neutralizację zagrożenia
Donald Trump publicznie oskarża Danię o wieloletnie zaniedbania w kwestii bezpieczeństwa Grenlandii. Amerykański prezydent twierdzi, że NATO od 2 dekad ostrzegało sojusznika przed rosyjskim i chińskim zagrożeniem w rejonie Arktyki. Dania nie poradziła sobie z problemem, więc Waszyngton bierze sprawy w swoje ręce. Sprawdzamy, co tak naprawdę dzieje się na dalekiej północy i dlaczego strategiczna wyspa stała się polem bitwy między mocarstwami.

Fot. Warszawa w Pigułce
W oświadczeniu opublikowanym przez Biały Dom Trump nie przebiera w słowach. Prezydent USA wskazuje na kluczowy problem geopolityczny, który od lat był tematem rozmów w kuluarach NATO, a teraz stał się przyczyną otwartego konfliktu dyplomatycznego, jak donosi portal cnbc.com. Według Trumpa, Sojusz Północnoatlantycki od 20 lat wysyłał duńskiemu rządowi jasne sygnały o konieczności usunięcia rosyjskiego zagrożenia z rejonu Grenlandii.
Komunikat prezydenta kończy się zapowiedzią, która może zwiastować nową erę w polityce arktycznej. Trump ogłosił, że czas oczekiwania właśnie dobiegł końca. Stwierdzenie, że sprawa zostanie zrobiona, sugeruje, że Stany Zjednoczone nie zamierzają dłużej polegać na duńskim sojuszniku i planują bezpośrednią interwencję.
Sprawa nabrała tempa podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Trump spotkał się z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte i ogłosił, że wypracowali ramy przyszłego porozumienia dotyczącego Grenlandii i całego regionu arktycznego, jak informuje portal abcnews.go.com. W zamian za ten postęp amerykański prezydent wycofał groźbę nałożenia 10% ceł na 8 krajów europejskich, które sprzeciwiały się jego planom przejęcia kontroli nad wyspą.
Szczegóły ramowego porozumienia pozostają niejasne. Trump mówi o koncepcji transakcji, która ma dać USA wszystko, czego chcą w kwestii bezpieczeństwa i surowców. W rozmowie z portalem New York Post prezydent wspomniał o możliwości uzyskania suwerenności nad częściami Grenlandii, gdzie znajdują się amerykańskie bazy wojskowe. Takie rozwiązanie miałoby przypominać model brytyjskich baz na Cyprze.
Grenlandzki premier Jens-Frederik Nielsen natychmiast wyznaczył czerwoną linię. W czwartek powiedział, jak donosi portal fortune.com, że Grenlandia jest gotowa negocjować lepsze partnerstwo, ale suwerenność jest nie do ruszenia. Dania i Grenlandia od tygodni powtarzają, że wyspa nie jest na sprzedaż.
Rosja i Chiny intensyfikują swoją aktywność w Arktyce. Duński wywiad już w 2025 ostrzegał w raporcie Intelligence Outlook 2025 przed rosyjskimi i chińskimi planami wojskowymi wobec Grenlandii oraz regionu Arktyki, jak podaje portal wiadomosci.wp.pl. Chiny przygotowują się do obecności wojskowej w Arktyce, a ich długoterminowe interesy w regionie obejmują właśnie Grenlandię.
Grenlandia ma strategiczne znaczenie z kilku powodów. Po pierwsze, znajduje się tam amerykańska baza kosmiczna Pituffik, kluczowa dla systemu wczesnego ostrzegania przed rakietami. Po drugie, wyspa posiada ogromne złoża surowców, w tym metali ziem rzadkich niezbędnych do produkcji elektroniki i broni. Po trzecie, topnienie lodowców otwiera nowe szlaki żeglugowe, o które toczy się gra między mocarstwami.
Trump zapowiada budowę systemu obrony rakietowej Golden Dome, który miałby chronić Grenlandię i całą Arktykę przed rosyjskimi i chińskimi rakietami balistycznymi. Prezydent argumentuje, że żaden kraj nie jest lepiej przygotowany do obrony Grenlandii niż Stany Zjednoczone, jak relacjonuje portal euronews.com.
Co to oznacza dla ciebie?
Spór o Grenlandię wpłynie na bezpieczeństwo i gospodarkę Europy w kilku aspektach. Po pierwsze, napięcia w NATO mogą osłabić zdolność sojuszu do wspólnego działania w kryzysie. Jeśli Trump faktycznie zacznie działać jednostronnie wobec terytorium sojusznika, podważy to fundamenty całej organizacji.
Po drugie, militaryzacja Arktyki oznacza wzrost ryzyka konfliktu w regionie, który dotąd pozostawał relatywnie spokojny. Europejskie kraje arktyczne, w tym Norwegia, Islandia i Finlandia, mogą znaleźć się na linii frontu nowej zimnej wojny.
Po trzecie, kontrola nad surowcami Grenlandii może wpłynąć na ceny metali ziem rzadkich, niezbędnych do produkcji smartfonów, komputerów i pojazdów elektrycznych. Jeśli USA zabezpieczą sobie dostęp do tych złóż, Europa może mieć trudności z pozyskaniem surowców na konkurencyjnych warunkach.
Po czwarte, otwieranie nowych szlaków żeglugowych w Arktyce zmieni globalne trasy handlowe. Droga morska z Azji do Europy może być krótsza o tysiące kilometrów, co wpłynie na ceny transportu i logistykę.
Dla Polski sytuacja ma bezpośrednie konsekwencje. Jako kraj na wschodniej flance NATO jesteśmy szczególnie zainteresowani spójnością sojuszu i skutecznym odstraszaniem Rosji. Osłabienie NATO przez wewnętrzne spory może zachęcić Moskwę do bardziej agresywnych działań w naszym regionie.
Europejscy przywódcy próbują zażegnać kryzys. Brytyjski premier pojechał do Waszyngtonu, by złagodzić napięcia. Niemcy przygotowują się do potencjalnych odwetowych ceł. Francja zaproponowała zorganizowanie nadzwyczajnego szczytu G7, choć Trump odmówił udziału, mówiąc, że nie ma tam długoterminowej wartości, jak relacjonuje portal time.com.
Część krajów europejskich rozważa tzw. bazookę handlową, która skutecznie odcięłaby więzi ekonomiczne z USA. To byłby bezprecedensowy krok, pokazujący jak głęboki jest rozłam transatlantycki.
Tymczasem duńskie władze wysłały na Grenlandię wysunięte dowództwo, które ma przygotować przyjęcie większych sił własnych i sojuszniczych. Francja ogłosiła gotowość do przeprowadzenia ćwiczeń wojskowych na wyspie. NATO zwiększa obecność wojskową w regionie arktycznym.
Eksperci ostrzegają, że eskalacja konfliktu może doprowadzić do największego kryzysu w NATO od jego powstania w 1949. Portal washingtonpost.com donosi, że Trump planuje wycofywać amerykańskie wojsko z niektórych aktywności NATO, pozwalając, by stanowiska pozostawały niewypełnione zamiast wysyłać zastępstwa.
Niejasność ramowego porozumienia budzi niepokój. Christine Nissen, główna analityk w kopenhaskim Think Tank Europa, tłumaczy portalowi aljazeera.com, że wciąż nie wiadomo, co framework faktycznie oznacza. Czy to tylko polityczna sygnalizacja, czy zawiera konkretne zobowiązania, terminy i prawne haki. Nie wiadomo też, kto jest stroną negocjacji i czy Grenlandia faktycznie zatwierdziła jakiekolwiek ustalenia.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.