Horror na Placu Szembeka. Sygnalizacja martwa, kierowcy przerażeni. „To czekanie na kolejny wypadek”
Mieszkańcy Grochowa alarmują: przejazd przez Plac Szembeka stał się grą w rosyjską ruletkę. Nie działa tam sygnalizacja świetlna. Sytuację pogarsza fatalna pogoda i śliska nawierzchnia. Kierowcy są zdezorientowani, piesi boją się wejść na pasy, a w pamięci wszystkich wciąż żywe jest wspomnienie groźnego wypadku, do którego doszło tam w zeszły poniedziałek.
@warszawawpigulce
♬ dźwięk oryginalny – WarszawawPigulce
„Stoją i patrzą na siebie”. Kompletny paraliż decyzyjny
Do naszej redakcji napływają liczne sygnały od zaniepokojonych czytelników. Sytuacja na skrzyżowaniu ulicy Grochowskiej z ulicami poprzecznymi przy Placu Szembeka jest dramatyczna. Awaria sygnalizacji świetlnej sprawiła, że uporządkowany zazwyczaj ruch zamienił się w chaos.
„Nie wiem, czy to pokłosie tamtego wypadku, ale zauważyłam, że kierowcy z Grochowskiej kompletnie nie wiedzą, jak się zachować. Nie wiedzą, czy jechać, czy przepuścić tych z boku” – relacjonuje jedna z czytelniczek.
Świadkowie opisują sceny, w których samochody zatrzymują się na środku skrzyżowania, a kierowcy z bocznych uliczek boją się ruszyć, mimo że teoretycznie mogliby to zrobić.
„Nawet jak ci główni stali, to ci z bocznych uliczek też stali i zastanawiali się, czy jechać. To kolejne proszenie się o nieszczęście” – dodaje mieszkanka Grochowa.
Śliska pułapka i widmo tragedii
„To, co dzieje się na Placu Szembeka, to absolutny skandal i igranie z życiem mieszkańców. Mamy jedną z głównych arterii dzielnicy, śliską nawierzchnię i kompletny chaos. Czy ten wypadek w poniedziałek to było za mało? Na co czekają służby miejskie? Aż ktoś tam zginie?
Dostaję masę wiadomości od przerażonych ludzi. Kierowcy są zdezorientowani, piesi boją się wejść na pasy, a ZDM zachowuje się, jakby problem nie istniał. To jest niedopuszczalne. Jeśli awaria jest poważna, to w tym miejscu natychmiast powinna stanąć policja i kierować ruchem. Żądamy działań tu i teraz, zanim dojdzie do kolejnej tragedii”. – grzmi radny Marek Borkowski w rozmowie z Warszawą w Pigułce.
Problem potęgują warunki atmosferyczne. Jezdnia jest mokra i śliska, co znacznie wydłuża drogę hamowania. Przy wyłączonej sygnalizacji, gdy kierowcy podejmują decyzje w ostatniej chwili lub wymuszają pierwszeństwo, ryzyko kolizji wzrasta lawinowo.
Mieszkańcy przypominają, że to miejsce jest pechowe. Zaledwie w zeszły poniedziałek doszło tam do poważnego wypadku. Widok rozbitych aut i służb ratunkowych wciąż jest żywy w pamięci lokalnej społeczności. Teraz, gdy światła zgasły, strach powrócił ze zdwojoną siłą.
Warszawa w Pigułce zadzwoniła do Urzędu Dzielnicy Praga-Południe z prośbą o interwencję. Rzecznik Andrzej Opala niezwłocznie obiecał zająć się sprawą.
Nasza redaktor zadzwoniła także do Komendy Stołecznej Policji, która obiecała przekazać sprawę do Ruchu Drogowego. Miejmy nadzieję, że niedługo stanie tam patrol i będzie regulować ruchem, zanim dojdzie to kolejnej tragedii.
Co to oznacza dla Ciebie? Zasady, które ratują życie
W takiej sytuacji kluczowe jest zachowanie zimnej krwi i przypomnienie sobie hierarchii znaków drogowych. Gdy sygnalizacja świetlna nie działa, obowiązują znaki pionowe.
-
Ulica Grochowska jest w tym miejscu drogą z pierwszeństwem przejazdu.
-
Kierowcy wyjeżdżający z ulic podporządkowanych (np. Chłopickiego) muszą ustąpić pierwszeństwa pojazdom na głównej arterii.
-
Uwaga na tramwaje! One w sytuacji równorzędnej (lub braku świateł, jeśli znaki nie mówią inaczej) często mają przywileje, ale na Grochowskiej decydują znaki „ustąp pierwszeństwa” przy przecinaniu torowiska.
-
Piesi: Wchodząc na pasy przy wyłączonych światłach, zachowajcie szczególną ostrożność. Kierowca na śliskiej nawierzchni może Was nie zauważyć lub nie zdążyć wyhamować.
Apelujemy do służb miejskich o pilną interwencję i naprawę sygnalizacji, zanim dojdzie do kolejnej tragedii. Kierowców prosimy o zdjęcie nogi z gazu.

Z zawodu językoznawca i tłumacz języka angielskiego. W redakcji od samego początku.