Bank wzywa klientów osobiście do oddziału. Nie pójdziesz? Zablokują Ci konto
Tysiące klientów banków dostaje w ostatnich tygodniach wiadomości e-mail, SMS-y lub listy z prośbą o wypełnienie ankiety. Wielu z nich kasuje te wiadomości, myśląc, że to kolejny spam albo próba wyłudzenia danych. Tymczasem to procedura, której zignorowanie może skończyć się odcięciem od własnych pieniędzy. A część klientów będzie musiała osobiście pojawić się w oddziale.

Fot. Shutterstock
Nie spam, nie phishing – realna groźba
Banki prowadzą właśnie masowe kampanie weryfikacyjne wynikające z ustawy z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (Dz.U. z 2023 r. poz. 1124 ze zm.), potocznie zwanej ustawą AML – od angielskiego Anti-Money Laundering. Nie jest to inicjatywa banków, lecz ustawowy obowiązek. Instytucje finansowe muszą cyklicznie aktualizować dane o swoich klientach: sprawdzać źródła dochodów, cel posiadania rachunku, a w niektórych przypadkach ustalić, czy klient jest tzw. osobą PEP – czyli osobą zajmującą eksponowane stanowisko polityczne lub powiązaną z taką osobą. Banki, które tych obowiązków nie dopełniają, narażają się na kary finansowe ze strony Generalnego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF) oraz Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) sięgające wielu milionów złotych.
Problem w tym, że wielu klientów odbiera te komunikaty jako coś podejrzanego. I – paradoksalnie – mają rację, żeby być czujni, bo oszuści rzeczywiście próbują wykorzystać temat AML do wyłudzania danych. Kluczowa różnica jest jednak prosta: prawdziwa ankieta AML pojawia się wyłącznie po zalogowaniu do aplikacji mobilnej lub bankowości internetowej – nigdy nie przychodzi jako formularz do kliknięcia w mailu, SMS-ie czy w trakcie rozmowy telefonicznej. PKO BP wprost informuje klientów, że pytania o dane pojawiają się tylko w serwisie iPKO lub aplikacji IKO – nigdy przez telefon.
Kliknij „pomiń” raz za dużo – i wypadniesz z konta
Schemat jest niemal identyczny we wszystkich bankach. Klient loguje się do aplikacji i zamiast salda widzi wyskakujące okienko z prośbą o zaktualizowanie informacji o dochodach. Na początku da się je zignorować – jest przycisk „przypomnij mi później” albo „pomiń”. Ale ten przycisk w pewnym momencie znika. Klient, który przez kilka miesięcy odkładał sprawę na później, pewnego dnia odkrywa, że dostęp do bankowości elektronicznej jest zablokowany. Nie może przelać pieniędzy, zapłacić za zakupy online ani sprawdzić salda. Citi Handlowy blokuje dostęp do serwisów online po kilku miesiącach braku odpowiedzi ze strony klienta, co potwierdzają informacje przekazywane przez bank.
Co dalej? Klient może zadzwonić na infolinię, ale to nie rozwiązuje problemu – dostęp zostanie odblokowany dopiero po wypełnieniu ankiety. Jeśli blokada e-bankowości nadal nie skłoni klienta do działania, bank przechodzi do kolejnego etapu. Santander Bank Polska informuje wprost, że po blokadzie e-bankowości następnym krokiem może być wypowiedzenie umowy rachunku. Pieniądze trafiają wtedy na rachunek techniczny, a ich odbiór wymaga – i tu koło się zamyka – osobistej wizyty w oddziale i wypełnienia tej samej ankiety, której klient wcześniej unikał.
Przedsiębiorcy na celowniku – PKO BP wyznaczył termin
Klienci indywidualni mają w tym wszystkim stosunkowo łatwo w porównaniu z przedsiębiorcami. Firmy podlegają bardziej rygorystycznej weryfikacji, bo częstotliwość transakcji i złożone struktury własnościowe automatycznie kwalifikują je do wyższego poziomu ryzyka w oczach banku. PKO BP wyznaczył klientom biznesowym termin do 31 marca 2026 r. na dopełnienie obowiązków wynikających z procedury AML. Co istotne, bank zastrzegł sobie prawo do wezwania reprezentanta firmy do osobistego stawiennictwa w oddziale, jeśli ankieta nie zostanie wypełniona w terminie. I tu pojawia się kolejne ograniczenie: zgodnie z komunikatem PKO BP, ankietę może wypełnić wyłącznie osoba prawnie reprezentująca podmiot – prezes zarządu, wspólnik lub właściciel jednoosobowej działalności. Nie wystarczy wysłać pracownika ani nawet pełnomocnika do rachunku.
Podobne kampanie weryfikacyjne prowadzą też ING i Santander – tam też weryfikacja firm odbywa się w ramach masowych akcji, a terminy są wyznaczane klientom indywidualnie.
Co bank chce wiedzieć i dlaczego pyta akurat o to
Ankiety AML są zbudowane według podobnego schematu niezależnie od banku. Instytucje pytają o źródło dochodów – czy to umowa o pracę, działalność gospodarcza, emerytura, najem nieruchomości czy przychody z inwestycji. Padają też pytania o szacowane miesięczne wpływy na rachunek i cel jego posiadania. Osobna kwestia to oświadczenie o statusie PEP. Ukrywanie powiązań z osobą zajmującą eksponowane stanowisko polityczne to nie tylko naruszenie przepisów – to poświadczenie nieprawdy, za które grozi odpowiedzialność karna.
Banki pytają też o tzw. czerwone flagi – transakcje, które mogą wzbudzić podejrzenia systemu. Są to między innymi nagłe, wysokie wpłaty gotówkowe, przelewy z giełd kryptowalutowych, operacje z krajami uznanymi za wysokiego ryzyka czy częste transakcje z podmiotami, których bank nie zna. Uczciwy klient, który sprzedał auto, odziedziczył spadek albo zamknął lokatę, może dostać zapytanie od banku zupełnie z zaskoczenia. W takim przypadku wystarczy zwykle przesłać odpowiedni dokument – umowę sprzedaży, akt darowizny, potwierdzenie od pracodawcy – i sprawa zamyka się zazwyczaj jednym mailem.
Blokada może przyjść bez ostrzeżenia – i to jest zgodne z prawem
Warto wiedzieć, że ustawa AML daje bankom coś, co w języku prawniczym nazywa się zakazem „tipping off” – czyli zakazem ostrzegania klienta. Jeśli bank ma poważne podejrzenia co do legalności środków, ma ustawowy obowiązek zablokowania konta bez wcześniejszego informowania klienta. Zgodnie z art. 86 ustawy AML, blokada może trwać do 96 godzin, a GIIF może w tym czasie przekazać sprawę prokuraturze, która jest uprawniona do przedłużenia zamrożenia środków nawet na 6 miesięcy. To nie są sytuacje częste, ale klienci powinni mieć świadomość, że taka możliwość istnieje – i że w skrajnych przypadkach bank nie ma obowiązku tłumaczyć swoich działań z wyprzedzeniem.
Dlatego część klientów dowiaduje się o problemach dopiero przy kasie w sklepie, gdy karta odmawia współpracy. Infolinia w takim przypadku nie daje jasnych odpowiedzi – sprawa trafia do „działu bezpieczeństwa”, a dalszy kontakt odbywa się zazwyczaj pisemnie lub podczas wizyty w oddziale.
Po lipcu 2026 r. pytania będą jeszcze bardziej szczegółowe
Unia Europejska powołała nową instytucję – AMLA (Anti-Money Laundering Authority), która ma opracować do lipca 2026 r. techniczne standardy regulacyjne. Dokładnie określą one, jakich informacji banki będą zobowiązane wymagać od klientów. Oznacza to, że ankiety AML staną się w przyszłości bardziej szczegółowe, a weryfikacja – bardziej systematyczna. Polska dodatkowo przygotowuje nowelizację ustawy sankcyjnej, co nałoży na banki dodatkowe obowiązki sprawdzania powiązań klientów z podmiotami objętymi sankcjami międzynarodowymi. Jednym słowem: temat AML nie zniknie – będzie narastał.
Co zrobić, gdy dostajesz maila lub komunikat od banku
Przede wszystkim nie ignorować. Jeśli komunikat pojawia się po zalogowaniu do aplikacji lub bankowości internetowej – to autentyczna prośba. Banki zazwyczaj wyznaczają termin od 7 do 14 dni na odpowiedź, choć sam termin zależy od wewnętrznych procedur danej instytucji, nie od przepisów ustawy. Im szybciej klient odpowie, tym mniejsze ryzyko, że procedura uruchomi kolejne etapy. Jeśli bank prosi o dokumenty, warto mieć je pod ręką: PIT za ostatni rok, umowę o pracę, umowę sprzedaży auta lub nieruchomości, akt darowizny. Przy większych, jednorazowych wpływach – warto w ogóle przygotować się zawczasu i zebrać dokumentację, zanim bank zapyta.
Osobom prowadzącym działalność konieczność wizyty w oddziale może się wydawać uciążliwa, ale warto pamiętać, że alternatywa – zablokowany dostęp do firmowego rachunku – jest znacznie bardziej kosztowna. Właściciele firm powinni sprawdzić, czy ich bank wysłał już komunikat z konkretnym terminem. W przypadku PKO BP czas na reakcję mija 31 marca 2026 r.
Jeśli ktokolwiek dzwoni i prosi o wypełnienie ankiety AML przez telefon albo o kliknięcie w link przesłany mailem lub SMS-em – należy natychmiast przerwać rozmowę i skontaktować się z oficjalną infolinią banku. To nie jest procedura bankowa, to próba wyłudzenia danych.
Redaktor naczelny serwisu. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim z ponad 15-letnim doświadczeniem w mediach. Specjalista ds. strategii informacyjnych i komunikacji kryzysowej. Wieloletni inwestor giełdowy i praktyk rynków finansowych. W swoich tekstach łączy warsztat dziennikarski z praktyczną wiedzą o podatkach, inwestowaniu i mechanizmach rynkowych, tłumacząc zawiłości ekonomii na język codzienny.